Arthur Conan Doyle i sprawa morderstwa

– Znasz moją metodę – powtarza często Holmes do Watsona. Tymczasem Margalit Fox nie szczędzi szczegółów, by ją wyjaśnić na przykładzie najbardziej zawiłej sprawy, z którą zmierzył się autor opowiadań o słynnym detektywie. Nie przesłyszeliście się – sir Arthur Conan Doyle sam trzymał się prawideł Sherlocka.

Materiał powstał dzięki współpracy z księgarnią internetową Selkar.pl.

Jeżeli miałabym wybrać jedno słowo do określenia tej pozycji, byłby to „szczegół”. Czytając każde zdanie, rozpoczynając każdy rozdział, analizując każdy wątek – zewsząd czuć zapach fascynacji. Detale są tak upchnięte na kartach powieści, że aż ma się wrażenie, iż zaraz się z niej wydostaną. Co jednak istotne, nie są przytłaczające, bowiem Margalit Fox dysponuje czymś więcej niż suchymi faktami. Jest do takiego stopnia owładnięta nie tylko tą szczególną historią, ale całym życiem sir Arthura Conana Doyle’a i epoką wiktoriańską, że tworzy ekspresjonistyczny obraz dochodzenia i procesu sądowego z pierwszej połowy XX wieku.

Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na strukturę pozycji, bo bynajmniej nie należy do typowych. Mamy do czynienia z literaturą popularno-naukową, wypchaną po brzegi cytatami z kronik i raportów. I wierzcie mi, jest ich tak wiele oraz są tak dokładne, że trudno uwierzyć, iż jest to historia sprzed ponad 100 lat.

Za jej główną kanwę można uznać morderstwo panny Marion Gilchrist, osiemdziesięciodwuletniej mieszkanki Glasgow, które sam sir Arthur Conan Doyle określił „najbrutalniejszą i najokrutniejszą zbrodnią, jaką kiedykolwiek odnotowano w mrocznych annałach”. Trzeba jednak przyznać, że nie do końca chodziło mu o sam sposób, w jaki kobieta została zamordowana, a to, co działo się w trakcie dochodzenia, na sali sądowej oraz w więzieniu w Peterhead. Bo chociaż winą obarczono Oscara Slatera, to decyzja została podjęta pochopnie i bez nawet nie tyle co miażdżących, a jakichkolwiek dowodów.

Można tym samym odnieść wrażenie, że pozycja tego typu powinna się skoncentrować tylko na tej jednej jedynej sprawie. Nic bardziej mylnego. Margalit Fox idzie o krok (albo nawet kilka) dalej, czyniąc swoją pracę znacznie bardziej przystępną dla przeciętnego czytelnika. Nawet dla takiego, który słysząc o Sherlocku Holmesie, ma przed oczami Benedicta Cumberbatcha. Z tej prostej przyczyny, pisarka dorzuca rozdziały traktujące o autorze opowiadań o detektywie (po to, by przybliżyć jego działalność na rzecz uciśnionych), fragmenty pozwalające odczuć klimat epoki (by zrozumieć „dawne” pojęcie praworządności i podkreślić znaczenie ważnych przemian w pierwszej połowie XX wieku) oraz ustępy na poły filozoficzne.

Zwłaszcza ten ostatni element zasługuje na uwagę, bowiem nie do końca tego można się było spodziewać po pozycji zajmującej się analizą dochodzenia. Pisarka rozkłada na czynniki pierwsze pojęcia dedukcji, indukcji i abdukcji, zastanawia się nad metodami kryminologii i rodzącej się kryminalistyki, by później zahaczyć o semiotykę, celem skrupulatnego wyjaśnienia tego, jakiemu typowi myślenia hołdował Doyle/Holmes. Autorka podeszła do tematu całościowo – i naprawdę doskonale wczuła się w rolę twórcy postaci Sherlocka. Nie zadowoliła się jedynie przedstawieniem historii, ale podjęła próbę oceny realnego stanu policji w tym okresie. To niewątpliwie można uznać za wartość samą w sobie.

Jedyne, co można jej zarzucić, to zmienną dynamikę pomiędzy poszczególnymi rozdziałami. Pisarka przeplata części koncentrujące się stricte na historii Slater-Gilchrist, z tymi biograficznymi dotyczącymi samego sir Arthura Conana Doyle’a. Te, które opisują jego działalność „detektywistyczną” bardzo zgrabnie wpisują się w strukturę powieści, ale już te, które zagłębiają się w jego inne sprawy, nieco burzą dynamikę. Oczywiście jest to jak najbardziej zrozumiałe, że Margalit Fox chciała stworzyć kilka punktów odniesienia, jednak wydaje się, że momentami tak bardzo obudowała swoją główną historię, że jednocześnie zepchnęła ją na dalszy plan.

Trzeba jednak przyznać, że chociaż pisarka porusza się na wielu płaszczyznach, to w żadnym momencie nie można jej zarzucić, że spłaszczyła temat czy potraktowała go „po macoszemu”. Wystarczy wspomnieć opis mieszkania panny Gilchrist, który sprawia, że budynek i jego wnętrze stają przed oczami czytelnika albo przesunąć się o kilkadziesiąt stron dalej, do opisu procesu, w którym z nazwiska wymieniony został nie tylko sędzia, ale i adwokat, mecenas czy nawet prokurator okręgowy. Zresztą nie są to odosobnione przykłady.

Margalit Fox prowadzi czytelnika na miejsce zbrodni czy po sali sądowej w tak samo pieczołowity sposób, jak przez meandry dochodzenia i szkockiego systemu sądownictwa. Dlatego przymiotnik „prawdziwe” w podtytule książki, który odnosi się do śledztwa Sherlocka Holmesa, nie jest przypadkowy. Dzięki szczegółowym opisom, odpowiednikom słów po szkocku i barwnemu językowi, autorka stworzyła prawdziwy obraz morderstwa i toczących się dookoła niego wydarzeń.

Tę pozycję jak i inne książki kryminalne znajdziecie na stronie księgarni internetowej Selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *