Bestie. Zbrodnie i kary

O tym, że świat nie jest tylko dobry i kolorowy, wiadomo od zawsze. Jak wyglądają na ziemi przestępstwa te najokrutniejsze, najgorsze, te od których włos się jeży? O tym opowiada „Bestie. Zbrodnie i kary”, szokujący zapis jeszcze bardziej szokujących przestępstw dokonanych przez powojennych seryjnych morderców.

Janusz Maciej Jastrzębski zabiera czytelnika w świat powojennej Polski, przepełniony zbrodnią. Historie, które opisuje są straszne, przerażające i niepojęte dla każdego z nas. Przeciętny człowiek nie zastanawia się, czy jego sąsiad zakopał kochankę albo, czy sąsiadka nie czeka rano z nożem, aby nas zadźgać. Jarzębski przybliża nam ludzi znanych opinii publicznej i takich, o których się wiele lat milczało. Mniejsze i większe sprawy morderstw wpisane są w powojenną Polskę. Niektóre zostały nagłośnione, inne mniej, a jeszcze inne w ogóle. Jarzębski opisuje wszystkie, te znane i mniej. Ja na przykład o wielu z tych seryjnych morderców nie miałem pojęcia. A o innych czytałem, słyszałem. Myślę, że jak każdy.

Jak się okazuje, nie musimy daleko szukać dziwnych, chorych lub fascynujących historii. Wręcz przeciwnie. Na naszym podwórku miał miejsce równie patologiczne, filmowe i wzięte wprost z ostrych thrillerów sceny. Poprzez takie spisane i sparafrazowane dokumenty rośnie świadomość bestialstwa innych ludzi, ale myślę, że przede wszystkim zrozumiałem jak niedaleko każdego z nas, świat zła istnieje. Czy ma się dobrze? Nie wiem. Lektura nakreśliła mi obraz nienawiści, niewiedzy, niepewności, koszmarów i strachu, ale nie odpowiedziała na żadne pytanie. Autor raczej chciał przedstawić fakty, pomijając oceny. Co z całą pewnością jest dobre. Ocenianie chorego człowieka, seryjnego mordercy, zawsze będzie negatywne, ale nie powinno wprost wmawiać czytelnikowi jak ten ma rozumieć opisywane zachowania i sytuacje. Nie dostrzegłem żadnej infantylnej uwagi autora, ani jego próby prowadzenia wartościowania w swojej narracji. Sucha relacja szokuje wystarczająco. Zbędne więc byłyby jakiekolwiek sugestie autora.

Książka jest skonstruowana jako dokument. Są momenty, które stwarzają pozory odejścia od dokumentalności, chyba aby zaciekawić bardziej czytelnika i nakreślić małą fabularność danego wydarzenia. Czcionka również przypomina tekst akt kryminalnych. Sam wygląd przypominał mi surowy, oschły, szary świat, w który przenosi autor. Bywa, że język wchodzi na porównania potoczne, co mnie osobiście raziło, ponieważ jeśli coś ma przypominać dokument, taką formę winno mieć w całości. Tych wstawek i porównań aż tak wiele nie było. Na szczęście. A mogłoby nie być wcale. Niewielka liczba owych wstawek jednak nie przeraża.

Lektura ciekawa, mimo szoku jaki można doznać przy poszczególnych opowieściach. Czytanie o zbrodniach i ich relacjach nie jest proste, lecz z całą pewnością interesujące, tym bardziej że cała książka-dokument podzielona jest na krótkie rozdziały, a w każdym z nich osobna sprawa. To z całą pewnością pomaga czytać i nie miesza poszczególnych opowieści i wątków ze sobą. Przyjemność z czytania to prawdopodobnie kiepski dobór słów, ale lektura przyniosła mi satysfakcję intelektualną, co zdecydowanie tylko dobrze świadczy o autorze i jego książce.

Polecam „Bestie. Zbrodnie i kary” każdemu zainteresowanemu historią. Czy jest to książka dla każdego? Chyba nie. Ale dla każdego o mocnych nerwach i każdego pasjonata trudnej, czasem niedopowiedzianej historii Polski, w szczególności tej mrocznej, ponurej i pominiętej.

Materiał powstał dzięki współpracy z Wydawnictwem Aktywa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *