Boska proporcja

Akcja nadrabiania zaległości trwa w najlepsze. Już niedługo do księgarń wchodzi ostatnia część trylogii Piotra Borlika, a ja jestem jak zwykle spóźniony i sięgam dopiero po jej pierwszą część. Seria z „Boską proporcją” na czele, zwróciła moją uwagę interesującym pomysłem na okładki, które, gdy ułoży się wszystkie części obok siebie, tworzą jedną grafikę. Do tego doszedł fakt, że autor osiągał sukcesy w turniejach gier logicznych co zwiastowało ciekawą fabułę, no i pierwsze zdanie, po którym nie mogłem już tej książki odłożyć. 

Matka to skarb, a miejsce skarbu jest głęboko pod ziemią”. To zdanie sprawiło, że zupełnie mnie zamurowało i musiałem dowiedzieć się co się w tej powieści stanie. Rozpoczynamy spotkaniem z  Robertem Mazurem, psychopatycznym zabójcą, który wprowadza nas w swój obłąkany świat. Widzimy jak na ulicach Gdańska obserwuje i selekcjonuje swoje ofiary. Gdy podążając za upatrzoną kobietą trafia do palmiarni w Parku Oliwskim i jest o krok od popełnienia zbrodni, oboje z ofiarą zauważają coś co kompletnie odwraca ich uwagę. Ciało martwej kobiety fantazyjnie ułożone wśród liści i przytwierdzone do palmy. Widok jest zarówno makabryczny jak i piękny. Sprawą zajmuje się Agata Stec, policjantka z pogmatwanym życiem prywatnym, w którym dominuje alkohol. Jej brat, Artur, jest znanym psychologiem zajmującym się nietypowymi przypadkami. Pomaga Agacie przy ustaleniu profilu psychologicznego mordercy, przy czym sam prowadzi swoją działalność w nie do końca etyczny sposób. Wszystko zaczyna się podejrzanie splatać.

Zacznę od tego, że urzekł mnie sposób prowadzenia narracji w powieści. Główną bohaterką jest Agata Stec i to przede wszystkim z jej perspektywy widzimy całą historię. Gdyby tak zostało, to otrzymalibyśmy klasyczny kryminał, który nie różni się zbyt wiele od innych pozycji tego gatunku. Borlik natomiast w roli narratora umieszcza, prócz Agaty, psychopatę, zachwyconego zbrodnią odkrytą w palmiarni, który postanawia oddać hołd swojemu nowemu mistrzowi. Jego zaburzenia są przedstawione w sposób niezwykle fascynujący i przerażający za razem. Robert Mazur opowiada nam swoją wersję w taki sposób, że momentami nie jesteśmy w stanie stwierdzić, co tak naprawdę jest prawdą a co nie. Historia staje się przez to jeszcze bardziej poplątana.

W kreacji postaci w „Boskiej proporcji” trudno znaleźć słabe punkty. Według mnie, najlepiej skonstruowany jest właśnie Robert Mazur. Można odnieść wrażenie, że momentami zrywa się autorowi ze smyczy, i żyje swoim szalonym życiem. Agata Stec to postać, którą wbrew pozorom da się lubić, mimo jej wybuchowości i wielu wad, które wiele komplikują. Jedyne do czego się można przyczepić to fakt, że podobnych postaci mieliśmy już w literaturze kryminalnej mnóstwo. Nerwowa pani komisarz, która po rozwodzie przesadza z alkoholem, a na służbie działa na granicy regulaminu. Sama kreacja tej bohaterki jest jednak bez zarzutu. Nie można również przejść obojętnie obok postaci Artura Kamińskiego, brata Agaty, który jest pełnym przeciwieństwem siostry. To niezwykle inteligentny i wysublimowany bohater, chociaż można wyczuć w nim coś mrocznego i niezwykle mnie interesuje, jak ta postać rozwinie się w kolejnych częściach.

Fabularnie powieść jest po prostu świetna. Niewątpliwie przydało się autorowi doświadczenie z gier logicznych, by zespolić wszystkie wątki w całość. Nie chciałbym nikogo pozbawiać przyjemności z czytania, więc nie będę wdawał się w szczegóły, ale możecie być pewni: lektura nie raz Was zaskoczy. Choć akcja nie pędzi z zawrotną prędkością, to ani przez chwilę się nie nudziłem, bo to właśnie świetna narracja i przeplatanie ze sobą interesujących wątków powoduje, że trudno tę książkę odłożyć.

Zakończenie jest otwarte i jestem niezwykle ciekawy, co wydarzy się w kolejnych częściach. Chociaż spotkałem się już nie raz z cyklami kryminalnymi, w których autorzy pozostawiali otwarte zakończenie, po to żeby porzucić czytelnika z opadniętą szczęką, a w kolejnych tomach zająć się innymi wątkami. Tu mam nadzieje, że dalej będziemy mieli do czynienia z tymi samymi bohaterami i dalszym ciągiem tej sprawy lub z jej pokłosiem, bo ta historia wciąż ma potencjał.

Ponadto fabuła jest skonstruowana bardzo filmowo i scenarzyści nie mieliby wiele do roboty z przearanżowaniem powieści na film. Zresztą pewnie już niedługo będziemy mogli się o tym przekonać, bo prawa do ekranizacji pierwszego i drugiego tomu zostały już sprzedane. Jeśli ktoś ma z jakiegoś powodu awersję do polskich kryminałów, to „Boska proporcja” jest świetną pozycją, aby  ją przełamać. Natomiast ja nadal nadrabiam zaległości i mam nadzieję, że drugi tom będzie równie dobry jak pierwszy i zdążę go przeczytać przed premierą ostatniej części opowieści o Agacie Stec, która już niebawem w księgarniach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *