Czarnobyl. Spowiedź reportera

Książka Igora Kostina to unikalny dokument tego, co wydarzyło się w Czarnobylu po wybuchu reaktora elektrowni jądrowej. Unikatowy nie tylko z powodu wyjątkowych zdjęć, ale również dlatego, że spowiedź reportera doskonale pokazuje kraj, w którym życie jednego człowieka nie miało żadnej wartości.

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z czarnobylską opowieścią, ale następujący cytat z książki Igora Kostina bardzo mną poruszył. Mianowicie chodzi tutaj o te słowa: – Widziałem ludzi, którzy gołymi rękami przenosili bryły radioaktywnego grafitu. Coś takiego wydarzyło się pierwszy raz w historii. Sądzę, że było to możliwe tylko w tym kraju. W kraju, gdzie życie jednego człowieka nie ma żadnej wartości. Dowodem jest to, że władze pozwoliły im ginąć.

Autor „Czarnobyla. Spowiedź reportera” ma tutaj na myśli głównie tych, którzy w 1986 roku po wybuchu reaktora zostali oddelegowani do oczyszczenia terenu. Pięć tysięcy rezerwistów, pieszczotliwie nazywanych „kotami, dachowcami” przyjęło śmiertelne dawki promieniowania, w podziękowaniu otrzymali dyplomy, sto rubli i zaświadczenie o zwolnieniu z wojska. Po powrocie do domów nikt już się o nich nie upomniał. – Nikt nigdy nie przywołał Wani, Pieti czy Wołodi i nie zapytał, jak się czuje, czy czegoś nie potrzebuje. Gorzej, pozbawiono ich świadczeń i przywilejów. Może uznano, że te roboty, tak jak koty, mają nie jedno życie, ale siedem… Po zejściu z dachu dyskretnie się ulatniali, z tymi swoimi poczciwymi spojrzeniami i uśmiechami. Kiedy bohaterowie nie mają imion, traktuje się ich tak, jakby w ogóle nie istnieli. Więc zniknęli.

Książka Kostina, chociaż samego tekstu ma właściwie niewiele, zawiera w sobie więcej takich smaczków – konkretów, których zabrakło np. w serialu HBO, czy innych publikacjach o wypadku w Czarnobylu. Okazuje się, że Walerij Legasow nie powiesił się w swoim mieszkaniu w drugą rocznicę katastrofy, ale strzelił sobie w głowę w marcu 1987 roku. Kolejnym przykładem jest informacja o wynagrodzeniu dla tych, którzy zeszli do zbiornika z ciężką wodą, aby otworzyć zawory opróżniające. Dostali oni po siedem tysięcy rubli, chociaż obiecywano im również dacze, samochody, emerytury dla całej rodziny. Kostin wspomina w swojej książce właśnie o tych, bez których nie dałoby się skutków katastrofy ogarnąć, a o których milczą statystyki (zwłaszcza te śmiertelne).

Na osobną pochwałę zasługuję również sam autor i to, w jaki sposób opisuje katastrofę, jej skutki dla całego kraju oraz jak rozprawia się z komunizmem. Kostin w kilku miejscach podkreśla, że to co wydarzyło się w Czarnobylu oraz wszystkie działania państwa tylko uwypukliły nieudolność systemu. Ustroju, który nie liczył się z jednostką, ale tym razem również nie chciał uznać poświęcenia tysięcy ludzi, w zdecydowanej większości żołnierzy i rezerwistów. Zjednoczenie ich rodzin i pozostałych ludzi w późniejszych latach było tak wielkie, że doprowadziło do protestów i doprowadziło do rozłamu.

Wspomniałem już, że „Czarnobyl. Spowiedź reportera” jest książką nietypową: mało w niej tekstu, ale przynajmniej dla mnie, to on jest tutaj kluczowy. Słowa autora są bowiem bardzo szczerą relacją z miejsca wielkiej katastrofy, a przecież Kostin był akurat osobą, która potrafiła dotrzeć tam, gdzie niektórzy nawet nie myśleli dojść. To jego zdjęcie przecież obiegło cały świat, ale posłużyło również do pomocy swoim rodakom. Oczywistym jest również to, że autor dzięki swojej pracy miał styczność z wielką liczbą ludzi, najczęściej prostych jednostek, którzy z narażeniem życia spełnili swój obywatelski obowiązek. Okrutny los, jaki ich spotkał po latach, na pewno był również natchnieniem dla Kostina do tak szczerych zwierzeń.

Wielokrotnie już wspomniałem o tekście autora, który jest tutaj kluczowy, ale przeważają tutaj wspaniałe zdjęcia Kostina. Trudno jest mi teraz znaleźć jedno najlepsze określenie, które idealnie opisze ujęcia zawarte w tej książce. Na pewno jest ich dużo, ale to one są idealnym uzupełnieniem treści, doskonale oddają przekaz autora. I dodatkowo wprowadzają one pewną nowość do tej czarnobylskiej opowieści: mamy tu w końcu żywe obrazki tego wszystkiego, co czytaliśmy w książkach i widzieliśmy w serialu.

„Czarnobyl. Spowiedź reportera” to pozycja wyjątkowa w głównej mierze dzięki idealnym proporcjom ilości tekstu i liczbie zdjęć. Tego pierwszego jest mało, ale to kluczowy element tej książki. Znajdziemy za to zdecydowanie więcej ujęć, które dopełniają całość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *