Dlaczego nie lubię czytać książek?

No, właśnie! Dlaczego? Czy na portalu dla miłośników książek, takie pytanie jest zasadne?

Każdy z nas na pewno zna taką personę, która za nic nie lubi czytać. Nie znosi książek. Twierdzi że są one nudne, czasochłonne, nic nie warte, a na dodatek bolą oczy od czytania. Zresztą samo czytanie jest nudne. Trzeba wziąć do ręki książkę, otworzyć, przytrzymywać aby się nie zamknęła, oczami wędrować od lewej do prawej, od góry na dół. Składać litery w wyrazy, łączyć wyrazy w głowie, aby nabrały sensu. Przerzucić później stronę na kolejną, i kolejną, i kolejną. Czytanie nic nie daje. Tracimy czas. Zanudzamy się opowieściami onanistów i alkoholików, po co właściwie? Co mnie – mężczyznę; kobietę; chłopaka; dziewczynę – obchodzi, że ktoś, coś, kiedyś, bez celu powiedział? Dokładnie tak, bez celu. Czytanie więc nic nie wnosi, lepiej obejrzeć film, iść na imprezę, cokolwiek wartościowego i żywego, a nie słowa na papierze opowiadające o czyimś życiu. Nuda! Chyba najbardziej popularne odpowiedzi dotyczące awersji do książek są zazwyczaj: nie mam czasu, nie lubię czytać. Argumentacja godna dziecka na początku swojej edukacji w szkole podstawowej, kiedy nauczyciele wymagają czytania.

Zastanawiałem się nad tym ostatnio. Może pomóc takim osobom? Portal dla miłośników książek, mógłby dać również odpowiedź osobom nieznoszącym literatury. Każdy z nas czytający, jeśli spotka się z kimś kto nie czyta – nawet jeżeli będzie to zbuntowany syn nastolatek, dziesięcioletni brat lub siostra, zmęczony całym dniem i pracą partner lub partnerka, ubogi intelektualnie sąsiad, czy po prostu kolega z ławki – niech spróbuje przyjąć rolę adwokata diabła. Zazwyczaj osoby nieczytające książek, nie posiadają zbyt sensownych, albo co gorsza żadnych argumentów, aby uzasadnić swoją rację. Ktokolwiek z nas zastanawiał się, jak zachowała by się osoba negująca czytanie, gdybyśmy my, czytający, poparli ją? Zdecydowanie w naszych życiach nic się nie zmieni, wciąż będziemy smakować słowa autorów współczesnych i klasycznych, a literatura nadal gościć będzie w naszych sercach, jako coś ważnego. Tego raczej już nikt nie zmieni. Czy warto usilnie nakłaniać do czytania, kiedy część osób nigdy nie sięgnie po żadną książkę? A może właśnie poprzez swego rodzaju wsparcie, zachęcimy do jakiejkolwiek lektury?

Swoją drogą, bądźmy szczerzy: kto jak nie my, czytający, mogą uzasadnić nieczytanie? Nam nie będzie brakowało argumentów, nawet urojonych i fantastycznych, ale zawsze coś nam w głowach się zrodzi. Żeby kogoś zachęcić do czytania, spróbujmy się wpierw zniechęcić, tak by poznać obie strony medalu – z czego, zaznaczam, jedną znamy na wylot. Wtedy będzie prościej rozmawiać z takimi osobami, które trzeba zrozumieć. Sama negacja i uznawanie ich za głupków do niczego nie prowadzi. Jeśli ktoś się poczuje urażony, przepraszam. Ale sam się przyznam, bez bicia, niejednokrotnie o osobach nieczytających pomyślałem: debil. Również przyznaję: byłem głupi tak myśląc. Nie mając możliwości zmiany czegoś, chyba lepiej odpuścić i pokazać dobre strony literatury, a takowymi z całą pewnością jest argumentacja uzasadniająca zdanie, z którym się nie zgadzamy.

Osobiście nie znosiłem książek. Nienawidziłem wręcz. Uroiłem sobie w głowie, że literatura jest beznadziejna, nieciekawa i nudna. Miałem trzynaście lat i rozumiałem tylko ruchome obrazki w telewizji. Nic nie mogło mnie zmusić do czytania. Żadna szkoła. Żadna kara. Nic. Mówiąc potocznie: olewałem literaturę, zachłyśnięty filmem. Pewnego dnia znalazłem na półce książkę, starą, zniszczoną, w kiepskiej oprawie. Ale okładka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Twarz mężczyzny w trakcie oddawania strzału z karabiny snajperskiego. Broń przyłożona do brody, może lekki grymas na twarzy, nic więcej. Okładka w mojej wyobraźni dziecięcej wydała się niesamowitą historią, co się mogło kryć za tą okładką? Korciło, męczyło, tłamsiło. Bardzo chciałem wiedzieć. Zapytałem się ojca: o czym jest ta książka? Odparł: przeczytaj. Ja zgłupiałem. W zasadzie olał mnie dokładnie tak, jak ja olewałem książki. Liczyłem na pełny opis, relację, opowieść. Nie wiedziałem co zrobić. Powieść miała dwieście stron, a ja może ówcześnie czytałem kilka na godzinę. Przerażony otworzyłem pierwszą stronę i przeczytałem. Książka mi się podobała, choć z perspektywy czasu wiem że była słaba. Całą książkę czekałem na partyzantów i dużo akcji, a szczerze, nie za wiele się tam zadziało. Jednak skończyłem. I tak zaczęła się moja przygoda z literaturą. Pierwsza świadoma książka ,,Partyzanci” Alistair’a MacLean’a.

Z własnego doświadczenia wiem, że zmuszanie i usilne zachęcanie jest bezsensu. Niezależnie od wieku, ktoś musi sam chcieć. Nasze zapewnienie o wielkości, jakości, ciekawości są niewiele znaczące. Spróbujmy sami uzasadnić brak sensu czytania książek. Niech każdy z nas znajdzie chociaż jeden argument. Nic więcej. Zapytajmy się siebie, dlaczego nie lubię czytać książek? I tak jak napisałem, niech odpowiedzi, argumenty będą niedorzeczne, ale niech będą czymś więcej niż dziecięcym ,,bo nie”.

Zacznę więc ja. Nie lubię czytać książek, ponieważ jak wypiję za dużo wina rozmazują mi się litery.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *