Drugi sen

Z „Drugim snem” jest trochę tak jak z nieudanym filmem bardzo znanego reżysera, którego twórczość dopiero poznajemy. Wszyscy mówią nam, że warto, bo to przecież JEGO dzieło, ale po obejrzeniu średniej jakości produktu wychodzimy z kina nieco rozczarowani. Dokładnie tak jak ja po odłożeniu na półkę najnowszej powieści Roberta Harrisa.

Materiał powstał dzięki współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Siadając do najnowszej książki Roberta Harrisa liczyłem, że będzie trochę jak w „Autobiografii” Perfectu, czyli słynne już: „A w sobotnią noc/Był Luksemburg, chata, szkło/ Jakże się chciało żyć”. W końcu brałem do ręki powieść słynnego brytyjskiego pisarza, tak chwalonego za „Konklawe”, „Monachium” czy „Oficera i Szpiega”. Niestety mocno się przeliczyłem, a w związku z tym, że jest to moja pierwsza styczność z tym autorem, rozczarowanie jest jeszcze większe, bo brakuje mi punktu odniesienia.

Harris w „Drugim śnie” opisuje świat po Armagedonie, tj. 800 lat po wielkiej katastrofie, jaka miała miejsce w naszych czasach. W konsekwencji ludzkość w pewnym sensie wróciła do etapu rozwoju cywilizacyjnego znanego nam z historii późnego średniowiecza. Naczelnym środkiem lokomocji są konie i muły, ludzie zostali rozproszeni po niewielkich osadach, gdzie głównie zamieszkują lepianki kryte strzechą, a ci możni okupują tysiącletnie budynki i zamki. Zewsząd panuje niewiedza o tym, co wydarzyło się przed katastrofą i powszechny strach przed każdą myślą zainteresowaną dojściem do prawdy.

Całym tym światem panuje ortodoksyjny kościół katolicki, który jest strażnikiem zarówno moralności całej populacji, ale również tajemnicy przyczyn Armagedonu. W internecie przeczytałem ciekawe porównanie opisanej instytucji, zawartą w słowach: skrzyżowanie hiszpańskiej inkwizycji i folwarku zwierzęcego Orwella. Myślę, że jest to bardzo trafne ujęcie całej sytuacji.

Tematyka „Drugiego snu” była bardzo ciekawa również z tego powodu, że zasygnalizowane w nim zostały największe zdobycze współczesnego świata, które były jednocześnie gwoździem do jego trumny. Zwróćmy uwagę na jeden fragment:

Ale weźcie choćby pod uwagę Londyn… miasto, które tuż przed Apokalipsą liczyło osiem milionów mieszkańców. Wiemy ze starożytnych źródeł, że było tam wiele otwartych terenów: parków i ogrodów. Ale z tego, co nam wiadomo, nigdzie tam nie uprawiano ziemi ani nie hodowano zwierząt. Jak miało się wyżywić te osiem milionów ludzi? Pamiętacie, co pisał w swoim liście Morgenstern: mieszkańców Londynu, w dowolnym momencie, dzieli sześć posiłków od klęski głodu.

Czyli współczesna nam dieta pudełkowa, w której bardzo dużo posiłków spożywamy gotowych (czy to w restauracjach, czy dowiezionych do domu) po załamaniu się technologii nie była w stanie zapewnić pożywienia ludzkości. Do tego jeszcze nakreślony sposób wymierania jednostek jednej rodziny, mieszkających z dala od siebie. Cały nasz świat i dorobek dziesięcioleci został przez Harrisa przedstawiony jako zło i niebezpieczeństwo. I na pewno jest to ciekawy temat, który musi zaciekawić czytelnika.

Gorzej jest jednak w kontekście pomysłu na poprowadzenie całej historii. Bo jak już autor zachęcił nas do zakupienia książki, zanęcił nas tą swoją wizją załamania się współczesnego świata, to całkowicie wyłożył się na budowie tego co istnieje po Armagedonie i wyjaśnieniu dlaczego on nastąpił. Nie do końca rozumiem dlaczego, skoro stara cywilizacja była zła, ci którzy żyją już po przełomie nadal mają dokładnie taką samą mentalność jak nam współcześni? Przecież w tym nowym uciemiężonym i rygorystycznym świecie kwitnie swoboda w wyrażaniu poglądów, nie wspominając już o szerokiej sferze obyczajowej (osoby duchowne podobnie jak w „Imieniu róży” odbywają stosunek z kobietą). Idźmy dalej, skoro napisałem już wcześniej, że cywilizacja cofnęła się do czasów średniowiecza, to gdzie niektórzy nauczyli się zdolności biznesowych? I nie chodzi tu przecież o umiejętność sprzedania trzech ziemniaków na rynku.

Jeśli dodamy do tego laptopy (!), które przetrwały pod ziemią naładowane setki lat (!!), w dodatku wydają one dźwięk i mają logo nadgryzionego jabłka (!!!) mamy totalny rozpierdziel w warstwie narracyjnej, która im dalej zmierza tym ma się wrażenie, że to po prostu nie ma sensu.

Zmierzając ku końcowi „Drugiego snu” coraz częściej zadawałem sobie pytanie: czyżby Armagedon był bezcelowy? I najgorsze chyba w tym wszystkim jest to, że nie otrzymałem na nie odpowiedzi. Co więcej książka została również bez zakończenia, a ja zostałem z tym finałem jak klient, który spóźnił się rano na wyprzedaż w Lidlu.

Najnowsza powieść Roberta Harrisa zapowiadana była jako pozycja przypominająca „Imię róży” i „Opowieści podręcznej” i ten klimat u Brytyjczyka czuć. Co więcej, opowieść czyta się naprawdę dobrze, bo jest ona dobrze przetłumaczona. Mamy w niej do czynienia z niecodziennym tematem, ale w dobie koronawirusa przyciąga uwagę, ale niestety całość wykłada się na finale historii.

Chociaż „Drugi sen” jest niedopracowany i tak jest pozycja obowiązkową dla wszystkich fanów autora oraz miłośników thrillerów postapokaliptycznych. W dzisiejszych czasach naprawdę warto sięgnąć do historii pokazujących co byłoby z naszym światem w obliczu tragedii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *