Jack Reacher. Uprowadzony

Jeśli miałbym z kimś zestawić głównego bohatera cyklu, Jacka Reachera, porównałbym go z Jamesem Bondem. Były wojskowy w wielu elementach przypomina brytyjskiego szpiega, którego tak dobrze znamy z telewizyjnych ekranów. „Uprowadzony” to druga część jego przygód napisana przez Lee Childa. 

To był glock 17. Reacher wiedział o nim wszystko. Oceniał prototyp pod kątem przydatności dla swojej jednostki – takie otrzymał zadanie podczas okresu rekonwalescencji w Bejrucie. Glock to niewielka solidna broń, niecałe dziewiętnaście centymetrów długości, od iglicy po koniec lufy, dostatecznie długa, by utrzymać celność. Reacher trafiał z niego w pinezki z odległości dwudziestu pięciu metrów.Nie, to nie fragment ulotki reklamującej broń. To kilka zdań z pierwszego rozdziału „Uprowadzonego” Lee Childa (a właściwie Jima Granta).

Wbrew pozorom nie jest to książka o uzbrojeniu, tak jak nie jest to historia o armii, choć główny bohater zawdzięczał jej całe swoje życie, a podczas lektury można zadać sobie pytanie: czy przypadkiem sam autor nie miał do czynienia z wojskiem? Świadczy o tym chociażby dbanie o każdy szczegół w budowaniu narracji oraz przede wszystkim drobiazgowe opisy każdej broni, która pojawia się w powieści. Dałoby się stworzyć takiego bohatera jak Jack Reacher, z całą jego wiedzą, doświadczeniami, postrzeganiem świata i oceną ludzi? I to jeszcze w kilkudziesięciu opowieściach z sympatycznym Jackiem? Naturalnie, ale ja podczas lektury „Uprowadzonego” zadawałem sobie to pytanie wiele razy.

Miłe chwile spędzone z drugim, w kolejności wydawania, dziełem brytyjskiego autora upłynęły mi również na rozważaniu o samym bohaterze. Jeśli miałbym go do kogoś porównać, to skłaniałbym się ku Jamesie Bondzie, ale raczej tym z czasów Seana Connery’ego, a nie Daniela Craiga. Dlaczego? Głównie z powodu atrybutów Reachera, który do wybrnięcia z kłopotów używa tego co ma: warunków fizycznych i sprawności ciała, szlifowanego na poligonie wojskowym i nie tylko. Dedukcji i chłodnej analizy sytuacji oraz broni, ale tej dostępnej w Ameryce, bez strzelających samochodów, laserów w zegarku itd. Jego orężem jest również przekonanie o własnej sile i umiejętnościach, co momentami może być trochę irytujące, bo Reacher potrafi wyjść obronną ręką z każdej sytuacji.

Cechą charakterystyczną tej serii książek jest to, że główny bohater zawsze wpada w tarapaty i kunsztem autora jest różnorodność powodów, które prowadzą do takiej sytuacji. „Uprowadzony” zaczyna się z grubej rury, bo już na samym początku mamy morderstwo, a w kolejnej scenie Reacher, bez ładu przemierzający centrum Chicago, zostaje porwany z kobietą, której chciał ulżyć w cierpieniu. Tym razem altruistyczne pobudki bohatera okazały się mieczem obosiecznym, a z jego konsekwencjami będzie musiał się mierzyć do końca książki.

Ten sposób konstrukcji narracji jest typowy dla książek Lee Childa i piszę to na podstawie czterech części serii o Jacku Reacherze, które jak dotąd udało mi się przeczytać. Dlatego z uwagi na sposób wychodzenia z tarapatów można go porównać do Bonda, ale to, jak w nie wpada, i mam tu na myśli pomysłowość autora, to przychodzi mi na myśl Karol Krawczyk z „Miodowych Lat” i Joey z „Przyjaciół”.

Wydaje mi się, że brytyjski autor pisząc „Uprowadzonego” pomyślał praktycznie o wszystkim. Fabuła wymyślona jest perfekcyjnie i mimo drobnych zgrzytów (o których za chwilę) sytuacje, które początkowo wydają się niemożliwe, z logicznego punktu widzenia teoretycznie miałyby rację bytu. Zacząłem od początku, więc odniosę się do niego ponownie: zastanawia mnie to, dlaczego porywacze nie sprzątnęli Reachera przy pierwszym kontakcie? Albo później na jakimś postoju? Przecież w pierwszej scenie nie mieli sentymentu ze zwykłym mieszkańcem Chicago. Czy postawny włóczęga wzbudził w nich lęk?

Jeśli porywacze dostrzegli w nim byłego wojskowego, profesjonalistę znakomicie uzbrojonego – wtedy ma to sens. W końcu sam Reacher, analizując swoje szanse na wydostanie się z pułapki, doszedł do wniosku, że załatwiłby ich jedną ręką.

Ta drobna nieścisłość, być może spowodowana niedoświadczeniem autora (w końcu była to jego druga powieść w dorobku) nie rzutuje jednak na odbiór całej książki. „Uprowadzonego” czyta się jednym tchem, a sposób kreacji głównego bohatera sprawia, że bardzo szybko zaczynamy odczuwać do niego sympatię. Bo Jack Reacher to taki bohater naszych czasów i gość, jakich trudno spotkać w zwyczajny dzień w centrum Chicago.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *