Materiał ludzki

Przyszedł wreszcie czas na drugą część trylogii o Agacie Stec, autorstwa Piotra Borlika. Po przeczytaniu „Boskiej proporcji”, nie widzę innego wyjścia, muszę poznać do końca historię, która ma wielu fanów wśród czytelników, w tym mnie. O „Materiale ludzkim” słyszałem wiele dobrego, a biorąc pod uwagę mój zachwyt „Boską proporcją” wiedziałem, że czeka mnie kawał dobrego kryminału.

Już w pierwszej części swojej trylogii Piotr Borlik pokazuje jak powinno się rozpoczynać powieści, aby po zaledwie kilku stronach czytelnik nie był w stanie się od niej oderwać. Tak właśnie rozpoczyna się „Materiał ludzki”. Agata Stec odzyskuje przytomność w furgonetce, ma związane ręce i worek na głowie. Nie do końca jest świadoma tego co się dzieje, dokąd jedzie i kto mógłby ją porwać. Po chwili jednak udaje jej się uwolnić, a gdy otwierają się drzwi policjantka staje do walki z porywaczem i w przypływie furii zabija go. Na polu gdzie zatrzymała się furgonetka Stec dokonuje makabrycznego odkrycia. Do drewnianych pali przywiązane zostały dwie kobiety, których ciała porastają, pnące się po nich, powojniki. Dzięki temu, że policjantka zabiła psychopatę, który prawdopodobnie z nią zrobiłby to samo, sprawa zostaje zamknięta. Ale Stec nie odpuszcza i na własną rękę poszukuje prawdy.

Dynamiczny początek dość szybko zwalnia. Akcja, podobnie jak w „Boskiej proporcji”, nie jest zbyt wartka, ale to niczego tej opowieści nie odbiera, wręcz przeciwnie, wzmaga naszą uwagę, a kiedy wątek przyśpiesza powoduje to nagły wzrost ciśnienia. Zwroty akcji są dobrze zaplanowane i przemyślane. Co więcej, są tak pieczołowicie wplecione w fabułę, że zdają się być naturalnym ciągiem wydarzeń, mimo że często odwracają historię o 180 stopni.

Kolejnym plusem powieści jest to, że autor nie odpuszcza swoim bohaterom i gdy czytelnikowi wydaje się, że gorzej już być nie może, Borlik wciela w życie kolejne katastrofy, co wychodzi na zdrowie całej powieści. Stwarza to wrażenie, że bohaterowie nie będą w stanie poradzić sobie z piętrzącymi się przeciwnościami i budzi w czytelniku niepokój o los swoich ulubionych bohaterów.

Przyznam szczerze, że wydawało mi się niemożliwe, żeby autor potrafił zachować te same napięcie i utrzymać te same emocje co w pierwszej części trylogii. Myliłem się. Borlikowi udało się to nawet lepiej niż w „Boskiej proporcji”. Fabuła jest bardziej pogmatwana i naprawdę czuje się tajemniczość tej opowieści. I choć już czytałem wielokrotnie o najwymyślniejszych zbrodniach, to te opisane u Borlika są przedstawione tak abyśmy bez trudu uwierzyli, że wymyślił je i wprowadził w życie wyjątkowo chory umysł. Przy tym autor ani trochę nie przesadza z drastycznymi i okrutnymi opisami.

W powieściach Piotra Borlika czuć świeżość, nawet mimo tego, że podobne postaci jak Agata Stec pojawiały się już wielokrotnie w literaturze kryminalnej, o czym pisałem w recenzji „Boskiej proporcji”. Autor jednak stawia przed bohaterką nietypowe przeszkody, które musi pokonać w niekonwencjonalny sposób, co mimo wszystko czyni ją w pewien sposób oryginalną. Za to brat Agaty, Artur Kamiński to postać nietuzinkowa, która w „Materiale ludzkim” coraz bardziej pokazuje swoją prawdziwą twarz. Również świetnym zabiegiem jest to, że komisarz Stec wciąż odczuwa skutki sprawy, która nie została do końca wyjaśniona w poprzedniej części. Dlatego polecam zachować kolejność i zacząć lekturę od „Boskiej proporcji”.

Zakończenie „Materiału ludzkiego” jest takie jak przystało na współczesny, dobry kryminał: dynamiczne i zaskakujące. Widać w nim wyraźnie, że nie jest to typowy koniec, w którym autor zostawia sobie furtkę do pociągnięcia historii. Tu właściwie cała powieść przygotowuje nas na trzeci tom, w którym spodziewam się ostatecznego starcia z antagonistą, który przez obie części pozostawał w ukryciu.

Piotr Borlik jest młodym autorem, którego pomysł i rozmach z jakim realizuje swoje powieści sprawia, że plasuje się on w czołówce polskich pisarzy kryminałów. Z czysty sumieniem polecam „Materiał ludzki” jak również wcześniejszą „Boską proporcję”. Czytajcie, a ja już nie mogę się doczekać aż sięgnę po finałowy tom: „Białe kłamstwa”.

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *