Motylek

O Katarzynie Puzyńskiej i jej serii o Lipowie słyszałem wielokrotnie i były to głównie pozytywne opinie. Wciąż jednak w mojej kolejce, przed Puzyńską wskakiwał inny autor, aż do teraz. Kiedy wreszcie zebrałem się do rozpoczęcia serii, na rynek wchodzi już jedenasty tom opowieści o Lipowie. Teraz po lekturze wiem, że bezwzględnie muszę nadrobić wszystkie części i to jak najszybciej!

Do Lipowa wprowadza się Weronika, która po rozwodzie próbuje ułożyć sobie życie na nowo. Mieszkańcy wsi z ciekawością przyglądają się dziewczynie i ciepło ją przyjmują, chętnie pomagając w doprowadzeniu do używalności starego dworku, który kupiła. Wprowadzenie się Weroniki do Lipowa zbiega się z tragicznym wypadkiem. Na leśnej drodze została potrącona zakonnica. Zginęła, a kierowca uciekł z miejsca wypadku. Powoduje to niemałe poruszenie w wiejskiej społeczności, a wszystko potęguje plotkarski blog „nasze-lipowo”, który z wypiekami na twarzy czyta większość mieszkańców. Śledztwo w sprawie zakonnicy przejmuje lokalny komisariat policji. Cała sprawa komplikuje się, gdy patolog stwierdza, że zakonnica została przejechana kilkukrotnie. Nie mógł to być zwykły wypadek.

Powieść można śmiało określić jako kryminał obyczajowy, ale wątek zabójstwa wcale nie przeważa nad obyczajowym, podobnie jak ma to miejsce u szwedzkich autorów. Katarzyna Puzyńska nie tylko świetnie konstruuje intrygę, ale również fascynująco pisze o życiu mieszkańców Lipowa, o ich wzlotach i upadkach. Sprawia to, że trudno jest oderwać się od tej historii. Strony po prostu same się przewracają. Mam wrażenie, że jest to spowodowane, między innymi, świetną kreacją bohaterów i tym jak przedstawione są ich role w fabule oraz prywatne życie. Kiedy jedna z postaci wykonuje mało interesującą i niewiele wnoszącą do fabuły czynność, przeskakujemy do innego z naszych bohaterów, który robi coś, co posuwa całą historię naprzód. Dzięki temu nie jesteśmy zmuszeni zagłębiać się w długich, rozważaniach, które niepotrzebnie zwalniają akcję. Ich myśli poznajemy przede wszystkim w dialogach, kiedy dzielą się nimi z innymi postaciami.

Powieść wspaniale oddaje klimat małej społeczności, która jest hermetyczna i wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich, przynajmniej tak im się wydaje. Stworzeni przez Puzyńską bohaterowie są jak żywi. Każdy z nich ma przeszłość, cel, swój niezależny charakter, a nawet indywidualny sposób mówienia. Dawno nie spotkałem się z tak dobrze zaprojektowanymi postaciami. Często można zauważyć, że autor skupia się na kilku głównych bohaterach, a reszta jest papierowa i pusta. W „Motylku” każda osoba jest z krwi i kości. Mimo wielu plusów, według mnie, to właśnie dobrze wykreowane postacie są najmocniejszym punktem powieści.

Autorka bardzo trafnie oddaje psychiczne mechanizmy, które kierują jej postaciami. Katarzyna Puzyńska jest z wykształcenia psychologiem, co z pewnością pomogło jej przy tworzeniu bohaterów. Z biegiem czasu okazuje się jednak, że nie wszyscy mieszkańcy Lipowa są „kryształowo czyści” jak wygląda to na początku powieści. Każde ich zachowanie niesie za sobą konkretne konsekwencje. Co więcej czytelnik jest w stanie zrozumieć, nawet najdziwniejsze zachowanie bohaterów, ponieważ dokładnie znamy realne motywy, które nimi kierują.

Specjaliści od odgadywania kto jest zabójcą, mają twardy orzech do zgryzienia. Fabuła i cała intryga jest skonstruowana w mistrzowski sposób. Każdy bohater ma inne podejrzenia i bardzo łatwo nabrać się na to, co sugeruje nam autorka. I im bliżej końca, tym więcej miałem pomysłów, kto jest mordercą i nawet jak już znałem motyw, to i tak mi się to nie udało. Nigdy nie byłem w tym dobry, ale tym razem dosłownie się pogubiłem, w pozytywnym sensie. W tym aspekcie łatwo wyczuć ducha Agatha Christie, która była mistrzynią w prowadzeniu w ten sposób fabuły. I to właśnie w jej powieściach królował motyw zbrodni popełnionej w małej społeczności. Rodzina Kojarskich, milionerów z Lipowa, jest bardzo podobnie kreowana jak bogacze z powieści Christe. Eleganccy i wytworni na zewnątrz, a zepsuci od środka.

W „Motylku” wyraźnie czuć fascynacje autorki szwedzkim kryminałem, a zwłaszcza powieściami Camilii Lackberg. Lipowo staje się przez to momentami mrocznym miejscem, co potęguje wszechobecny śnieg, na którym doskonale widać ślady krwi. Zapoznając się z życiorysem Katarzyny Puzyńskiej, możemy zauważyć, że dodała do swojej debiutanckiej powieści sporo wątków autobiograficznych. Weronika, tak jak autorka, jeździ konno i uwielbia książki, których ma całą masę. Klementyna Kopp zwraca uwagę na dużą liczbę tatuaży, a sama Katarzyna Puzyńska ma ich również wiele, zresztą nazywana jest przez niektórych, najbardziej wytatuowaną polską pisarką. Jej fani bez problemu znajdą o wiele więcej tego typu smaczków.

Jak zapewne zauważyliście, trudno mi jest się do czegoś przyczepić. Oczywiście mógłbym na siłę szukać i pewnie bym coś znalazł, ale naprawdę nie o to chodzi. Powieść wyróżnia się w swoim gatunku, czyta się ją znakomicie i na tym poprzestańmy. Kto jeszcze nie czytał „Motylka” to bardzo polecam. Siadajcie i razem ze mną zaczynajcie sagę o Lipowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *