Ogród kości

„Ogród kości”  autorstwa Tess Gerritsen, to zgrabnie napisany thriller medyczny, którego dwutorowa konstrukcja i sposób w jaki przedstawiona jest sama historia, sprawia, że trudno się oderwać od lektury. Za sprawą tej historii przenosimy się do XIX-wiecznego Bostonu, gdzie możemy przyjrzeć się problemom ówczesnej medycyny, wplecionym w misternie wysnutą intrygę.

Powieść rozpoczyna się enigmatycznym listem do nijakiej Margaret z 1888 roku, który rozbudza naszą ciekawość. Następnie przenosimy się do współczesności i poznajemy Julię Hamill, która jest przygnębiona dopiero co zakończonym rozwodem. Żeby udowodnić sobie swoją niezależność, kupuje stary dom, wymagający gruntownego remontu. Podczas prac w ogrodzie, pod wielkim kamieniem, odnajduje ludzkie kości. Szczątki należały do kobiety żyjącej 200 lat temu, która jak się później okazuje, nie umarła z przyczyn naturalnych.

Aby rozwikłać zagadkę tajemniczych szczątków, przenosimy się do roku 1830. Jednym z dwojga głównych bohaterów z którymi spędzimy najwięcej czasu, jest Norris Marshall. To młody student, który aby zarobić na uczelnie i utrzymanie, zajmuje się wydobywaniem z grobów względnie świeżych zwłok. Kolejną bohaterką żyjącą w dawnym Bostonie jest Rose Connolly, która jest ubogą dziewczyną bez większych perspektyw. Poznajemy ją, gdy czuwa przy szpitalnym łóżku swojej siostry, której poród niepokojąco się przedłuża.

Powieść jest utrzymana w mrocznym klimacie XIX-wiecznego Bostonu, borykającego się z biedą i chorobami. Oczywiście będziemy mieli również okazję zajrzeć „na salony wyższych sfer”. Jednak to właśnie sceny z brudnych pensjonatów i cuchnącego śmiercią szpitala, budują niepowtarzalny nastrój powieści. Kolorytu dodają przede wszystkim świetnie napisane, realistyczne i momentami odrażające sceny medyczne.

Czytając opisy Tess Gerritsen czułem się zupełnie jak jeden ze studentów medycyny pochylających się nad cuchnącymi zwłokami podczas sekcji, czy obserwujących badania przeprowadzane przez wykładowcę. Największe wrażenie wywarła na mnie scena, w której chirurg amputuje rękę jednemu z bohaterów. Lekarz walczy z czasem i bólem pacjenta, ze względu na brak środków znieczulających, nieznanych w tamtych czasach. Sytuacja jest opisana w taki sposób, że czyta się ją lepiej niż niejedną scenę pościgu czy strzelaniny rodem z powieści sensacyjnych.

Sama fabuła książki jest zbudowana bardzo precyzyjnie. Kluczowe wydarzenia, tworzące opowieść, są systematycznie dozowane czytelnikowi, co sprawia że nie mamy wiele czasu na nudę. Może za wyjątkiem scen, kiedy przenosimy się do współczesności i obserwujemy Julię próbującą rozwikłać zagadką sprzed 200 lat. Są to jednak celowe zabiegi autorki, które pozwalają nam odetchnąć od ciężkiego klimatu. Zapewne w obawie, że fetor szpetnego, XIX-wiecznego Bostonu, nie będzie robił już takiego wrażenia, jeśli czytelnik bez przerwy będzie pod jego wpływem.

Tess Gerritsen jest znana przede wszystkim z cyklu powieści, z kobiecym duetem śledczym – Jane Rizzoli i Maura Isles. W „Ogrodzie kości” autorka postanowiła umieścić właśnie tę drugą postać, która pojawia się dosłownie w jednej scenie. Rola Isles jest tak mała, że można było ją zastąpić zupełnie nieznanym nikomu patologiem. W tym momencie nasuwa się pytanie, czy to pomysł samej autorki, czy raczej sugestia wydawców. Z opisu na okładce wcale nie wynika, że Isles pojawia się tylko w jednej scenie, można wręcz wnioskować, że odgrywa kluczową rolę w powieści, co miało zachęcić do zakupu książki przez fanów Rizzoli i Isles.

Ciekawym pomysłem okazało się umieszczenie wewnątrz fabuły postaci rzeczywistej. Oliver Wendell Holmes był lekarzem, który swoim wykładem wygłoszonym w 1843 wprowadził pewną zasadę, która dziś wydaje się oczywista. O tym opowiada sama Tess Gerritsen w „Od autora” na końcu książki. W powieści Holmes jest w przeciwieństwie do doktor Isles ważną postacią i przyjacielem głównego bohatera.

Niestety, zakończenie nie wywarło na mnie takiego wrażenia jakiego się spodziewałem po tak dobrej powieści. Oczywiście, wszystkie wątki zamknęły się w całość, była wartka akcja pełna zwrotów i wzruszeń, ale czułem, że jest to odrobinę przekombinowane. Cała historia rozwija się płynnie, a zakończenie wydało mi się zbyt skomplikowane. Jednak finał zaciekawił mnie do tego stopnia, że czytałem do rana, co nie często mi się zdarza.

Mimo wszystko, „Ogród kości” to lektura jak najbardziej godna polecenia. To książka bardzo dobra fabularnie, ze świetnym klimatem i znakomicie napisanymi, wplecionymi w fabułę, smaczkami medycznymi. Fani thrillerów nie powinni przejść obok tej pozycji obojętnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *