Ostatni autobus i inne opowiadania

Są pisarze i PISARZE. Są opowiadania i Opowiadania, przez duże,,O”. „Ostatni Autobus i inne opowiadania“ Trumana Capote należą do tej drugiej kategorii, do małych – dużych dzieł. Ameryka XX wieku pełna rozchwiania, problemów społecznych i jednostkowych. Świat trudny, ale bardzo prosty. W środku Truman Capote relacjonujący wszystko to, co dane było mu zobaczyć.

Na wstępie muszę zaznaczyć, że Trumana Capote’a znam, czytałem wcześniej jego powieści. „Śniadanie u Tiffany’ego” i „Z zimną krwią” były dwoma dziełami, które na bardzo długo zostały w mojej pamięci. Tym razem podjąłem się zrecenzowania opowiadań Capote’a, o których jedynie słyszałem. Postanowiłem zmierzyć się z jednym z ciekawszych oraz dość kontrowersyjnych pisarzy amerykańskich XX wieku. Sama postać Capote’a jest interesująca, niemniej za każdym razem teksty pisarza bronią się same. Tak też było tym razem.

Opowiadania zawarte w zbiorze „Ostatni autobus” są historiami o ludziach, w zdecydowanej większości tych prostych, z najniższych warstw społecznych. Pisarz dostrzegł niezwykłość, jaką, mogłoby się zdawać, sami bohaterowie by w sobie nie znaleźli. Autor krótki historyjkami bardzo umiejętnie opowiada świat przeciętnego człowieka, z którego wyciąga to, co najciekawsze. Z jednej strony są to normalne sytuacje, zwyczajne historie, z pozoru niczym się niewyróżniające. Dopiero kiedy się im przyjrzałem rozpoznałem rzeczywistość mi znaną, przynajmniej na jakiejś płaszczyźnie. Uniwersalność pewnych treści i zachowań, jakimi operuje Capote, wytwarza możliwość poczucia się jednym z bohaterów opowiadań. Niezwykłość tkwi w opisanej zwykłości. W sposobie prowadzenia narracji, ale przede wszystkim w bohaterach i w odbiciu ich emocji.

W opowiadaniach Capote’a dostrzegam nostalgię za czymś minionym albo czymś nieosiągalnym. Wewnętrzna chęć dojrzenia czegoś więcej sprawia, że bohaterowie, jak i zapewne sam autor, podsycają iskierkę nadziei. Sam, czytając, w kilku momentach ją poczułem. Choć opisywana rzeczywistość zdaje się przeciętna, szara, niekiedy może nawet ponura, to zaistniała skromna nadzieja inności, czegoś lepszego, barwnego, szczęśliwszego. Mimo normalności takiej wręcz do bólu – jak mi się wydaje – ludzie nie są zupełnie nijacy. Wręcz przeciwnie, w ich prostocie dostrzegłem duży ładunek emocjonalny i zarysowane charaktery, śmiem stwierdzić, że wręcz krwiste, pełne. Może jest to specyfika literatury amerykańskiej, w której zazwyczaj bohaterami są przeciętni ludzie zmagający się z trudnościami. Capote pod tym względem nie wyróżnia się, jednak jego opowieści, krótkie, proste, lecz nad wyraz sprawne, wyróżniają się i cechują wielkością autora. Smaki amerykańskości tamtych czasów, a warto nadmienić, że są pełne przemocy, uprzedzeń i nie szczęśliwości, podaje w wykwintnej formie, dawkując gorycz i z dozą słodkości.

Lekkość pióra Capote’a jest niesamowita. Lektura była dla mnie przyjemnością. Ogromną. Niewielu jest pisarzy, do których lubię wracać. Capote jest jednym z nich. Świeżo po przeczytaniu „Ostatniego autobusu” już miałem w głowie sceny, jakie zostały we mnie i czekają na mój powrót do nich. Były dla mnie istotne, ciekawe i głębokie, dzięki czemu utkwiły w mej pamięci. Metafory i język Capote’a były rewelacyjne. Delikatnie kpiące i żywe. Capote prowadzi narrację w pierwszej i trzeciej osobie. Ten pierwszy sposób niekiedy wskazuje na jego doświadczenia i przeżycia, z okresu młodości i nie tylko.

Fascynująca lektura godna polecenia każdemu! Bez wyjątku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *