Portret młodej wenecjanki

Troszkę inny Jerzy Pilch, szczerszy, intymniejszy, zmęczony. Miłość w czasach choroby – nasuwa się parafraza wybitnej powieści.

Blurb brzmi tragicznie. Starałem się ująć to jak najprościej i wyszło równie tragicznie.

Dlatego następny akapit lepiej pominąć. Dwa słowa o fabule. Historyk sztuki, którym w zasadzie nie był, nie udało mu się, poszukuje miłości. Tak naprawdę całe życie czekał i poszukiwał tej wiarygodnej, niesamowitej, prawdziwej miłości. Jak ze sztuki, jak z obrazków, jak z marzeń. Spotyka w końcu o trzydzieści lat młodszą dziewczynę, z którą nawiązuje romans. Aż tak źle nie jest jak w powyższym akapicie. Zapewniam i zachęcam do dalszej lektury recenzji.

Jerzy Pilch niewątpliwie jest bohaterem swoich powieści. Jeżeli nie w całości, to większość opisywanych udręk i namiastek szczęścia dotyczą bezpośrednio jego jako bohatera. Pojawiające się często wątki alkoholizmu, miłości i romansów z kobietami, motywu samobójstwa i tony egzystencjalnych pytań, są w zasadzie synonimem twórczości polskiego pisarza. Taką drogę i taki styl autor obrał i sukcesywnie od wielu lat tworzy w duchu swojej filozofii. Wiadomym jest, że człowiek się zmienia, jego poglądy i sposób pojmowania doczesności również ulegają przeobrażeniu. Głownie za sprawą wieku, przeżyć i doświadczeń. Nie inaczej jest w przypadku ostatniej książki Pilcha. O ile wcześniejsze powieści miały charakter autobiograficzny, a czytelnik zazwyczaj był przekonany, że czyta dokładnie to, co Pilch ma na myśli, ale pod przykrywką wymyślonego bohatera, o tyle w przypadku ,,Portretu młodej wenecjanki” pisarz wydaje się być bardziej szczery niż dotychczas.

Pilch napisał książkę, na którą składają się różne formy pisarskie, co jednoznacznie nie pozwala do końca sklasyfikować jej jako powieści. W środku narracji bohatera, ni z tego, ni z owego wplątane jest opowiadanie. Pilch bawi się pisarstwem, bawi się formą, a przede wszystkim bawi się z czytelnikiem, nie tworząc sztampowego dzieła, które jesteśmy w stanie połknąć „od dechy do dechy”. Wrzucanie historyjek i przemyśleń wytwarza lekki chaos, a zarazem jeszcze bardziej wciąga. Przemyślenia autora na temat życia, śmierci i choroby są często trudne i dołujące.

Niewątpliwie ironia i chłodne spojrzenie na nieszczęścia i szczęścia tworzą niepowtarzalny styl narracji Pilcha. Zmęczenie, znużenie i marudzenie. Ironii tym razem nie za wiele. Odebrałem to tak, że Pilch ma dosyć. Nie stara się już dostrzegać uroków życia, raczej pogrążony jest w swoich myślach i niechęci. Znając historię ostatnich lat jego życia, nasuwa się na pierwszy plan choroba Parkinsona, odbierająca chęć życia. Stąd też wątki samobójcze i rozpadający się świat bohatera. Ciągle w dół i w dół. Jakby promyki słońca z daleka, zza chmur miały już nigdy nie wyjść. Tylko udręka i niechęć.

Z pewnością ,,Portret młodej wenecjanki” nie należy do najprostszych historii napisanych przez Jerzego Pilcha. Dostrzegalna jest zmiana jaka zaszła w autorze, choć momentami próbuje ukryć się za swoim pisarstwem i słowami, które z siebie wyrzuca. Bohater ma nieco inny charakter, aniżeli w większości jego poprzednich dzieł. Owszem, też jest to inteligent znudzony, nie potrafiący do końca się odnaleźć, jednak tutaj, odniosłem wrażenie, że wydaje się bardziej mroczny. ,,Portret młodej wenecjanki” jest obrazem przemiany pisarza. Zarówno jego duszy, której namiastkę nam zaprezentował, ale także w sferze pisarskiej. Nawet na tej płaszczyźnie czuć zdławionego człowieka, duszącego się w swoim życiu. Pisanie jest jego ucieczką, ale jakby chaotyczną, niepoukładaną do końca jak wcześniej. Forma opowiadania, felietonu przeplata się, zamienia, nachodzi na siebie. Chyba że ten zabieg jest specjalny, aby jeszcze mocniej wyrazić zmienne życia i nieszczęście.

Ciekawy wybór dla osób kochających literaturę, dla miłośników Jerzego Pilcha i dla wszystkich, którzy szukają inspirujących historii i anegdot.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *