Powódź

Powieść Pawła Fleszara to intrygująca podróż po przeżywającym powódź Krakowie, w którym główny bohater, Kris, podjął się samodzielnego rozwiązania kryminalnej zagadki. Jej nietypowość oraz oryginalność sprawia, że my sami musimy się solidnie naprężyć, aby ją rozwiązać. Lektura nie pozostawia czytelnika obojętnym, opowiada o wielu trudnych tematach. Mimo pierwszej styczności z tym autorem, cieszę się, że to właśnie od „Powodzi” rozpocząłem nowy czytelniczy rok.

Zacznijmy od krótkiego opisu fabuły. Pewnej nocy czterdziestoletni Jakub wyskakuje z dziewiątego piętra wieżowca w Krakowie. Zostawia list pożegnalny ze zdjęciem pięknej dziewczyny. Co tak naprawdę skłoniło mężczyznę do samobójstwa? O odpowiedź na to pytanie postara się jego przyjaciel z dzieciństwa, Kris, który jest zawodowym żołnierzem. Rozpoczyna prywatne śledztwo i z dwójką chętnych do pomocy nastolatków dochodzi do zaskakujących odkryć. Naprawdę, takiego obrotu spraw na pewno nie będziecie się spodziewać.

Przede wszystkim muszę przyznać, że nie spodziewałem się tak dobrej książki po autorze, będącym od 22 lat dziennikarzem, którego bardziej mogę kojarzyć z tekstów na portalach poświęconych piłce nożnej bądź po prostu sporcie. Dlatego byłem nieco zdziwiony, bo też nie wyobrażam sobie, że Przemysław Rudzki czy Leszek Orłowski zamiast o zgłębianiu futbolowej wiedzy, piszą kryminalne opowieści bądź thrillery. A tu proszę, mogłem spróbować czegoś zupełnie nowego i przekonać się, jak wypadł debiutant w dosyć nieoczekiwanej przeze mnie tematyce.

I to był strzał w dziesiątkę. Szybko przekonałem się, że „Powódź” to kawał naprawdę dobrej lektury. Mimo że nie jest to zbyt gruba książka (ledwie ponad 200 stron), to autor nie zamierzał tracić czasu. W dość prosty sposób nakreślił sytuację głównego bohatera, który wziął się do roboty i niemal natychmiast wyruszył do Krakowa, aby rozwiązać sprawę śmierci swojego byłego przyjaciela. Nie ma tu miejsca na jakieś nieistotne wątki, podczas których na naszej twarzy mogłoby się pojawić zniecierpliwienie bądź po prostu znudzenie. Pozycja jest „chuda”, ale za to bogata w wydarzenia, zwroty akcji i zaskakujący finał.

Ale zanim przejdziemy do zakończenia, to wcześniej autor podrzuca nam sporo różnych tropów, które mogą nas doprowadzić do poznania prawdy. Często jednak zdarza się, że sprowadza czytelnika na manowce. Przyznaję, że sam dałem się zapędzić w ślepy zaułek, a gdy już się o tym dowiedziałem, musiałem cofnąć się o kilkanaście stron wstecz, aby jeszcze raz przeanalizować swoje błędne myślenie.

Każdy dzień akcji poprzedzony jest kartką z kalendarza oraz wycinkami z gazet na różne tematy związane z fabułą, co tylko podkreśla klimat związany z miastem, walczącym z powodzią. O tym też trzeba powiedzieć. Autor nie unika trudnych wątków, a w swojej powieści umieszcza takie problemy jak samobójstwo, darknet, filmy snuff czy handel żywym towarem. Przy tym bardzo umiejętnie wplątał to wszystko w jedną powieść. Ani razu nie czułem, aby któryś z tych tematów pojawił się w „Powodzi” niepotrzebnie.

Książka napisana jest prostym i przystępnym językiem, co sprawia, że pozycję czyta się bardzo szybko. Nie można również pominąć kreacji bohaterów. Każdy z nich jest charakterystyczny: czy to mówimy o Krisie, czy o brawurowej siedemnastolatce – Marice. To między nimi już przy pierwszym spotkaniu nawiązała się wyjątkowa relacja (i nie chodzi mi w tej sytuacji o miłosne uczucia), dzięki której nie jeden raz możemy się uśmiechnąć podczas czytania dialogów między tą dwójką, jak i w innych miejscach książki, w której występuje zazwyczaj czarny humor.

No dobrze, ale pewnie czekacie na to aż nieco pomarudzę, bo pozycja musi mieć przecież jakieś wady. Długość książki nie odbieram jednak jako minus, ponieważ czuję, że obszerniejsze opisy czy większa liczba rozdziałów wpłynęłaby negatywnie na mój odbiór. Wiem, że autor specjalnie zaplanował taki wygląd książki i w tym przypadku jestem tego zwolennikiem. Brakowało mi jednak momentami dłuższych opisów Krakowa walczącego z żywiołem.

Trudno zaliczyć tę pozycję do kryminałów, bowiem brakuje tu typowego dla gatunku drobiazgowego dochodzenia. Nie zmienia to jednak faktu, że „Powódź” to idealna pozycja dla osób szukających lektury na jeden wieczór. Akcja wciąga niemal od pierwszej strony i trzyma aż do momentu, gdy zagadka zostanie rozwiązana, a powódź wreszcie ustąpi. Bo to ona wyznaczała napięcie. Mknęła, zagrażała, ale ustąpiła, gdy wszystko w powieści stało się jasne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *