Skaza

Pierwszy kontakt z Robertem Małeckim i od razu tak wielkie zaskoczenie. „Skaza” jest bowiem wyrazistym kryminałem z bardzo ciekawą intrygą i mrocznym klimatem. Autor potrafił w swojej książce oddać rzeczywistość polskiej prowincji i piekło, które może dopaść każdą rodzinę.

Chełmża – maleńkie miasteczko w województwie kujawsko-pomorskim, na drodze między Chełmnem a Toruniem, położone na brzegu Jeziora Chełmżyńskiego. Według danych z 2014 roku miasto zamieszkiwało 14 965 mieszkańców. Czy to dużo? Punkt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia: mój Białystok ma ok. 300 tys. mieszkańców, więc drugoplanowy bohater „Skazy” to takie podlaskie Łapy. Może nie wieś, ale miejscowość w której wszyscy się znają, w której wbrew pozorom każdego mieszkańca łączy jakaś niewidzialna sieć – znajomości, powiązań i relacji.

I pozornie mogłoby się wydawać, że w tak małym ośrodku, gdzie są trzy szkoły podstawowe, jedno gimnazjum i jeden zespół szkół, nie powinny dziać się tragedie. W ten sam sposób myślał Bernard Gross, główny bohater powieści Roberta Małeckiego, który udał się na prowincję po tragicznych wydarzeniach, jakie miały miejsce dziesięć lat przed rzeczywistym czasem powieści. Sęk w tym, że jego względny spokój trwa do momentu odkrycia dwóch ciał na miejskim jeziorze: nastolatka i bezdomnego mężczyzny.

Już sam fakt, że mamy do czynienia z mniejszą miejscowością, w której dochodzi do tak wielkiej tragedii jest interesującym początkiem historii. Problem w tym, że nie wiadomo, czy cokolwiek te osoby łączy. Tak naprawdę na wstępie właściwie nic nie wiemy, a prowadzący śledztwo Gross idzie trochę na ślepo i gdyby nie cierpliwa prokurator, trafiłoby ono na stertę tych niewyjaśnionych spraw. Pewne jest natomiast to, że całość łączy się z tajemniczym zaginięciem sprzed dziesięciu laty.

Przyznacie, że ten początek jest naprawdę interesujący, zwłaszcza że autor od postawił na podzieloną akcję: na zmianę zapoznajemy się ze śledztwem Grossa i czytamy o wydarzeniach sprzed dziesięciu laty, które doprowadziły do tragedii na jeziorze. Na samym początku lektury zastanawiałem się, jaki kierunek obrał Robert Małecki w kontekście tempa prowadzenia akcji. Z pewnością nie wszystkim to się spodoba, ale autorowi udało się przedstawić kolejne wydarzenia w rytmie właśnie tej małej Chełmży. Gross podczas śledztwa oddaje się swojej modelarskiej pasji, a wolne chwile zabija wizytami u śmiertelnie chorej żony. Czytając „Skazę” miałem nieodparte wrażenie, że wraz z otwarciem książki przekroczyłem znak drogowy z napisem Chełmża, a bohaterowie zaprosili mnie do swoich domów i opowiadali mi swoją historię. Skutkowało to oczywiście spowolnieniem akcji, ale ja nie mogłem się od tej książki oderwać. Właśnie dlatego, że wczułem się w klimat tego miasta i chciałem wraz z nim przeżywać wszystkie wydarzenia.

W „Skazie” bardzo podobali mi się również bohaterowie. Idealnie pasujący do miejsca, w którym mieszkali. Każdy kto pochodzi z mniejszej miejscowości i ma w dalszym ciągu styczność z jej mieszkańcami, wie o co chodzi. Po prostu człowiek, który od lat mieszka w takim miejscu myśli inaczej niż warszawiak. Inne ma problemy, inne samopoczucie. I w książce Małeckiego to wszystko jest bardzo skrupulatnie dopracowane. Jego bohaterowie są jakby grubym sznurem przywiązani do ról, które im nie odpowiadają, ale zostały one narzucone przez miejsce zamieszkania. Bo jednemu zabrakło perspektyw robić to, co uwielbia, więc został w Chełmży i wiedzie smutne życie. Drugi na starcie miał taki status, że był królem podwórka, a gdzieś indziej musiałby na taką pozycję dopiero pracować. I podobnych postaci w „Skazie”, dobrze przedstawionych, nieoczywistych i poszukujących wewnętrznego spokoju jest więcej.

Wojciech Chmielarz w blurbie znajdującym się na okładce książki stwierdził, że Małecki stworzył Mroczny kryminał o piekle polskiej prowincji, rodziny i policji. Trudno się z innym twórcą kryminałów nie zgodzić. O prowincji już napisałem, wątek rodziny i policji wiąże się oczywiście m.in. z Bernardem Grossem. Tragedia, jaka spotkała jego żonę przed dziesięciu laty już na zawsze odmieniła komisarza i jego rodzinę: żonę przykuła do łóżka, a między nim i synem wprowadziła lodowatą kurtynę.

Wszystko o czym tutaj napisałem wpływa na klimat „Skazy” – mroczny, wstrząsający czytelnikiem. Po lekturze książki Roberta Małeckiego muszę przyznać, że widać ogrom pracy autora: drobiazgowe oddanie klimatu miasta, dobrze wymyśleni i opisani bohaterowie, którzy nie dają się od razu zamknąć w ramach. I wątek kryminalny, wymieszany z historią głównego bohatera, która od samego początku wciąga i trzyma w napięciu do ostatniej strony. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony pierwszą częścią cyklu o Bernardzie Grossie i czekam na kolejne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *