Ślepnąc od świateł

„Ślepnąc od świateł” to książka z gatunku tych, które pozostają w głowie na długo. Jej mocną stroną są mocni, charakterystyczni bohaterowie, ale głównie opowiada o Warszawie. Ciemnej, brudnej, pachnącej alkoholem, narkotykami, seksem i wymiocinami, co tylko wzmacnia niepokojącą atmosferę. To napięcie towarzyszy nam przez całą lekturę.

O Jakubie Żulczyku, jak zapewne większość z czytelników, choć wierzę, że może tak nie było, tak na dobre usłyszałem przy okazji premiery serialu „Ślepnąc od świateł”, który HBO nakręciło na podstawie powieści tego autora. Jako wierny wyznawca teorii #NajpierwKsiążkaPóźniejFilm chciałem zacząć od książki, chociaż w każdym możliwym medium czytałem pochlebne opinie na temat produkcji Krzysztofa Skoniecznego.

Do pozycji Żulczyka szczególnie ciągnęło mnie właśnie z powodu tego, co opisuje. Głównym bohaterem „Ślepnąc od świateł” jest Jacek – słoik z Olsztyna, która przyjechał do Warszawy studiować na ASP, ale podczas jednej z typowych – według opisu autora – warszawskich imprez dowiedział się, ile można zarobić na rozprowadzaniu narkotyków, postanowił zostać dilerem kokainy. Nasz bohater miał pomysł na siebie, wiedział czego chciał, więc czytelnik poznaje Jacka w momencie, kiedy jest on najlepszym rozprowadzaczem tego towaru w stolicy. To u niego zaopatrują się gwiazdy telewizji, politycy, dzieci bogaczy, żony milionerów – jednym słowem tzw. „warszawka”.

Jacek do perfekcji przystosował się do nowej roli, przy okazji zabezpieczając się przed ewentualnymi konsekwencjami tej roboty. My widzimy, jak pozornie pewny swego diler, który nie ma przyjaciół, nic co oficjalne nie należy do niego, a każdy krok stawiany jest przez niego z uwagą, z każdym kolejnym dniem traci grunt pod nogami. Pomimo fachu Jacka, poruszaniu się w takim, a nie innym towarzystwie, nie da się nie lubić tego bohatera. Właściwie nie wiem skąd to się bierze, czy z tego powodu, że ma on w tym brudnym świecie zasady, czy też to, że sam jestem warszawskim słoikiem – zaledwie weekendowym, na 1/3 etatu, ale jednak?

Na pewno ten ostatni fakt wpływa na odbiór tej książki. Najważniejsi w niej są bohaterowie – nakreśleni w ostry, charakterystyczny sposób: bez cenzury i jakichkolwiek powłok ochronnych. Jacek, Piotrek, Dario, Pazina – wszystkie postaci są przemyślane i nie możemy włożyć ich do jednego worka. Najważniejszym jednak bohaterem jest ten zbiorowy – Warszawa. Ciemna, brudna, pachnąca alkoholem, narkotykami, seksem i wymiocinami. Wulgarna do granic możliwości, pożerająca swoje dzieci przy każdej możliwej okazji. Szanuję Żulczyka za te wszystkie opisy, jak stolica wpływa na ludzi, a już szczególnie za stan tych przemielonych i przetrawionych przez najgłębsze czeluści warszawskich wnętrzności. To wszystko wpływa na tę niepokojącą atmosferę, którą wzmacnia narrator pierwszoosobowy. Atmosfera niepewności przebija się przez każde słowo tej książki i rekompensuje nam ograniczoną fabułę.

„Ślepnąc od świateł” to książka z gatunku tych, obok których nie można przejść obojętnie, a po przeczytaniu ma się głowę pełną myśli. Ja akurat czytałem ją w momencie choroby, towarzyszył mi również dodatkowy stres i w zasadzie nie wiem, czy ten ból, który nosiłem w sobie i niepokój bardziej był wynikiem trawienia lektury, czy sytuacji życiowej. Wierzę w to, że to wszystko było udziałem Jakuba Żulczyka i z ciekawością obejrzę serial pod tym samym tytułem.

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *