Śmierć Komandora

Pierwsze spotkanie z Haruki Murakami i dziecięcy zachwyt. Tak mógłbym najszybciej i najlepiej opisać wrażenia z lektury książki ,,Śmierć komandora. Pojawia się idea”.

Materiał powstał dzięki współpracy z księgarnią selkar.pl.

Murakami przedstawia życie malarza porzuconego przez żonę, który za sprawą przyjaciela przeprowadza się na pewien czas do opuszczonego domu w górach. Dom ten niegdyś należał do ojca przyjaciela, również malarza. Bohater oddaje się twórczości, nie zarobkowej, jak to było dotychczas – malowanie portretów – a artystycznej, zakorzenionej w jego wnętrzu. Rozpoczyna nowy etap życia, co prawda przejściowy, lecz intensywnie oddziałujący na jego podejście do samego siebie, swojej twórczości i otaczającego go świata.

Historia prosta, teoretycznie nieodznaczająca się niczym szczególnym. Ona zostawia jego, on pogubiony, powoli zaczyna zmieniać siebie i swoją dotychczasową egzystencję. Zazwyczaj opowiada się o porzuconych kobietach, w tym przypadku występuje porzucony mężczyzna.  Jednak w tej opowieści nie chodzi o porzucenie i rozwód. Można to zdarzenie nazwać tylko tłem albo przyczynkiem do całej historii. Bohater opowiada swoje przeżycia dosyć naturalnie, czasem żartobliwie, czasem z dozą zdziwienia albo smutku. Są to dzieje przeplatane widokami, które mi osobiście przypominały pastelowe obrazy. Początkowo świat jest realny, rzeczywisty, narrator opisuje otoczenie dosyć dokładnie. Momentami wydaje się szary, brudny, nieciekawy – tak jak rzeczywistość bohatera. Stopniowo zmienia się zarówno realność, jak i świat, w którym żyje. W realność wplatają się marzenia i fikcja. Sny, wręcz absurdalne, surrealistyczne wizje. Wszystkie te wizje wplatane są w rzeczywistość i zmieniają miejsca, czas, przestrzeń bohatera. W tym również świat widziany jego oczyma. Przeradza się, ewoluuje. Szarość zaczęła przeplatać się z kolorami. Wyczułem barwy ciepłe i przyjemne, tak jakby opisy narratora zmieniły się za sprawą jego przemiany wewnętrznej.  Nicość bohatera, jak rozumiem jego początkowe losy, staje się ,,jakaś”, co dosyć dobrze obrazuje Murakami słowami, które niejako maluje perspektywę i scenerię swojej powieści. Dlatego też książkę śmiem porównać do obrazu, ponieważ znalazłem w niej wyrazistość, surrealizm, skryte pragnienia, piękno i treść.

W książce występuje bardzo duża liczba symboli, które podkreślają intencje pisarza oraz tworzą klimat powieści. Pochowane metafory i symbole nadają powieści inny charakter: poważny i znaczący. Osobiście nie zestawiłbym jej z popularnymi tytułami, czy beletrystyką, ponieważ wyraża dużo, dużo więcej. Pod powłoką prostoty w narracji, scen seksu czy zwykłych przeżyć bohatera, znajduje się dno, dość głębokie, jeszcze bardziej interesujące, a przede wszystkim dotykające sztuki i sensu życia.

,,Śmierć komandora. Pojawia się idea” napisana jest prostym, nieskomplikowanym językiem. Szybko i sprawnie się ją czyta. W swojej konstrukcji przypominała mi Manna, choć ciężko porównać obu pisarzy oraz ich język, trzeba przyznać, że idea obu autorów wydała mi się dosyć zbliżona. Murakami w swojej powieści, malując słowem, zabiera nas w świat Japonii. Nie mogę jednak powiedzieć, że czytając książkę, dostrzegałem japońskość albo że wyróżniała się ona w fabule. Wręcz przeciwnie. Odniosłem wrażenie, że Murakami stworzył świat uniwersalny, niezakorzeniony tak bardzo w świecie wschodu. Każdy człowiek może być częścią tej opowieści i każdy może przeżyć taką historię.

Z całą pewnością jedna z lepszych książek, jakie czytałem w ostatnim czasie. Na pewno najlepsza, z jaką się spotkałem z literatury współczesnej. Dawno nic tak mocno i dosadnie do mnie nie przemówiło. Polecam ją wszystkim, ze względu na całość. Na znaczenie i siłę, które jeszcze ma słowo pisane.

„Śmierć Komandora” i inne książki z literatury pięknej znajdziesz na selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *