Wyrwa

Wojciech Chmielarz przy okazji „Żmijowiska” i „Rany” dał się poznać jako znakomity obserwator codzienności. W swojej „Wyrwie” to potwierdza, chociaż książce daleko do trzymającego w napięciu thrillera.

Odnoszę wrażenie, że ostatnio na blogu Wojciecha Chmielarza jest równie dużo jak Szczepana Twardocha. Po pierwsze nie jest to przypadek – w końcu obydwaj pisarze niedawno wydali lub wydadzą swoje kolejne książki. W przypadku tego drugiego mówimy jeszcze o serialu, który już w listopadzie zagości na antenie stacji Canal+. Po drugie moim zdaniem summa summarum i tak wszyscy z tego korzystamy, bo obydwaj panowie to czołowe postaci swojego gatunku.

Spokojnie, to się rozkręci!

A jak już jesteśmy przy tym, to warto nadmienić, jak Chmielarz płynnie przerzucił się z pisania typowych kryminałów w mocno nietypowe thrillery psychologiczne. Dlaczego nietypowe? Bo w „Żmijowisku”, „Ranie” i „Wyrwie”, a szczególnie w tych dwóch ostatnich trudno doszukiwać się napięcia charakterystycznego dla tego gatunku, chociaż na pewno nie można zarzucić autorowi marnego rozbudowania kwestii psychologicznych. Bohaterowie jak zwykle u Chmielarza są doskonale przedstawieni, a ich stany emocjonalne wynikające z sytuacji w jakich się znaleźli bogato oddane.

Analizując „Wyrwę” miałem jednak problem z klasyfikacją tej powieści, bo jednak cały czas bliżej mi było do powieści obyczajowej. I chociaż zdaję sobie sprawę z faktu, że granice pomiędzy gatunkami są płynne, to jednak jak czytam na okładce, iż czeka na mnie thriller psychologiczny, to tego właśnie oczekuję.

„Wyrwa” nie jest pozbawiona niespodzianek, nawet jakiś element kryminału się znajdzie, ale brakuje tej powieści napięcia. A już szczególnie na początku, kiedy mozolnie przedzieramy się przez stany emocjonalne głównego bohatera, który utracił swoją żonę. I nie chodzi mi tutaj o to, że ten wątek jest zły – nie, dla oddania uczuć mężczyzny, który stracił kogoś bliskiego (a o tym również jest „Wyrwa”) jest to po prostu niezbędne. Co więcej, właśnie takie rozpoczęcie książki uwiarygadnia postać Maćka.

Kim była Janina?

Głównym wątkiem „Wyrwy” jest postać Janiny, której przyczyny śmierci bohater w końcu postanawia poznać. Od tego momentu akcja książki rusza z miejsca, ale też trzeba przyznać, że warstwą, którą staramy się odgadnąć wraz z Maćkiem, nie jest znalezienie odpowiedzi na pytanie: dlaczego umarłaś? Mianowicie: kim byłaś Janino? Para głównych bohaterów była małżeństwem od ponad dekady, ale z każdym rozdziałem książki wychodzi na jaw, że mąż w ogóle nie znał swojej żony.

Etapy przechodzenia Maćka od jednej historii Janiny do kolejnej można porównać do podróży w rodzinne strony, gdzie jako dziecko doznaliśmy jakiejś krzywdy. Każde spotkanie i każda nowa sytuacja otwiera u bohatera nowe rany, a on sam zdaje sobie sprawę, że spał, wychowywał dzieci, odpoczywał z zupełnie obcą sobie osobą.

Jeśli wyobrazimy sobie, co w takich sytuacjach musiał czuć Maciek i dołożymy do tego jeszcze ten początek i stan jego psychiki po odejściu żony, mamy wyrazisty obraz człowieka, który stracił najbliższą osobę i później musiał żyć ze wszystkimi konsekwencjami jej utraty.

Znakomite oddanie szarej codzienności

Chmielarz już przy okazji „Żmijowiska” i „Rany” dał się poznać jako znakomity obserwator codzienności, który świetnie potrafi wypunktować problemy trawiące współczesne rodziny. Co ważne, autor umie nie tylko je wskazać, ale można powiedzieć, że do tego stopnia grzebie w brudach, iż potrafi nam wyłożyć zarówno przyczyny jak i skutki.

Jeśli dodamy do tego sposób, w jaki Chmielarz tworzy swoich bohaterów i to, jak nam ich ukazuje, to podczas lektury okazuje się, że jako czytelnicy utożsamiamy się z tymi postaciami i historiami. Nie jest tak, że czytamy o ludziach, których perypetie są oddalone od nas o 300 km. Wręcz przeciwnie, zdajemy sobie sprawę, że to opowieść nasza, kogoś z naszych bliskich lub sąsiadów.

„Wyrwa” jest zatem powieścią o pokoleniu obecnych 30-40-latków. O największych problemach ludzi w średnim wieku, którzy jako młodzi musieli podjąć ważną decyzję: brać kredyt i iść na swoje, czy kombinować inaczej? O generacji ludzi, których z powodu takich a nie innych okoliczności połączyły zobowiązania, a nie prawdziwa miłość. W końcu o osobach, którymi mógłby być każdy z nas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *