„Obcy powiew wiatru” to powieść inaugurująca „Sagę nadmorską”, czyli serię opowiadającą o Kresowiaczce, Marcjannie Zielczyńskiej i jej rodzinie, która po wojennej zawierusze odnalazła swoje miejsce na ziemi w Ustroniu Morskim. Magdalena Majcher stworzyła książkę, od której trudno się oderwać. Oby tak samo było z kolejnymi częściami cyklu.
W ostatnim czasie niezbyt często sięgałem po literaturę polską. Z wielką przyjemnością jednak zdecydowałem się na zakup pozycji Magdaleny Majcher, która znana jest z cyklu „Wszystkie pory uczuć” i pozycji „W cieniu tamtych dni”. Sporo dobrego przeczytałem o tej autorce, dlatego również ze sporymi oczekiwaniami przystępowałem do lektury „Obcego powiewu wiatru”.
Magdalena Majcher zabiera nas na Wołyń, gdzie wraz z rodzicami mieszka Marcjanna Zielczyńska. Akcja powieści rozpoczyna się imprezą zorganizowaną z okazji zdania przez dziewczynę egzaminów maturalnych. Główna bohaterka mierzy się z typowym problemem dla osób w jej wieku: nie jest jeszcze do końca przekonana, co zamierza robić w życiu, a w dodatku w przeciwieństwie do jej rówieśników, nie ma żadnego mężczyzny na oku. Waha się, czy zostać z rodzicami, czy może zamieszkać z dziadkami, których kocha nad życie, a którzy gospodarują w Woli Ostrowieckiej. To właśnie tam spędza ostatnie przedwojenne wakacje.
Wszystkie plany niweczy wojna, która nieco później niż w innych obszarach Polski, ale dotarła również do Lubomla, czyli rodzinnego miasta dziewczyny. Dotychczasowe życie bohaterki i jej rodziny nie wróci już nigdy. Wojna każdego dnia będzie jej dawała się we znaki i nie raz odciśnie na niej swoje piętno. Nie chcąc zdradzać zbyt wielu wydarzeń powiem tylko, że cała rodzina będzie zmuszona opuścić zamieszkane ziemie. Przez kilka tygodni zmierzają więc do Ustronia Morskiego, choć podróż będzie naznaczona kolejnymi tragicznymi wydarzeniami.

Jestem godny podziwu, że autorka poruszyła tak trudny temat w tak przystępnej formie. Początkowe powolne budowanie tempa było zamierzonym działaniem, które ukazywało spokój dotychczasowego życia. Potem jednak napięcie rosło coraz bardziej, a my mogliśmy wczuć się w bohaterów, którzy z dnia na dzień stracili wszystko, bo taki kaprys mieli Ukraińcy.
Na początku książki możemy ujrzeć, że w Lubomlu mieszają się różne narodowości, ale pomimo tego ludzie traktowali siebie z szacunkiem i sympatią. W powieści doskonale widzimy tę drastyczną zmianę, gdy w trakcie wojny czyniło się wszystko, aby Polakowi jeszcze bardziej utrudnić sytuację. Dotychczasowe zgody zostały zastąpione wrogimi spojrzeniami i groźbami. Magdalena Majcher nie bała się opisać, co robili Ukraińcy Polakom, tym, z którymi jeszcze jakiś czas temu wspólnie dzielili stół. Wymowna była również sytuacja, gdy ukraińska przyjaciółka przestała się odzywać do Marcjanny, a nawet traktowała ją jak powietrze ze względu na swoje pochodzenie.
Cieszy mnie również, że z tej książki możemy wynieść sporo dla siebie. Imponowała mi dojrzałość głównej bohaterki i to, że pomimo trudnych sytuacji zawsze potrafiła trzymać głowę na karku. Jej matka to osoba, o której trzeba w tej recenzji wspomnieć. Janina Zielczyńska to osoba inteligentna, od której możemy czerpać garściami, również w naszych czasach, chociaż żyjemy kilkadziesiąt lat po wydarzeniach z książki. W powieści pojawia się jeszcze kilka innych osób, które możemy poznać, a ich wyrazistość sprawia, że utożsamiamy się z każdą z nich.
„Obcy powiew wiatru” to do bólu realistyczna i prawdziwa książka, obok której nie można przejść obojętnym. Wstrząsające opisy rzezi na Polakach oraz nieprawdopodobne losy głównych bohaterów sprawiły, że nie raz musiałem się zatrzymać podczas czytania tej powieści. Lektura jest trudna, ale została tak sprawnie napisana, że miłośnicy literatury obyczajowej z pewnością będą zafascynowani.
Kontakt: pawell@przeczytane.net