Zatruty ogród

Alex Marwood w swojej najnowszej powieści zafundowała prawdziwą przygodę po świecie sekt i losów ich członków. Mroczny i brutalny prolog obiecywał sporo po „Zatrutym ogrodzie”, ale niestety wraz z kolejnymi stronami lektury nastąpiło pęknięcie mojego balonika oczekiwań.

Materiał powstał dzięki współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek sięgnę po książkę opowiadającą o sekcie. To nie tak, że unikam tego tematu, aczkolwiek zbyt rzadko spotykałem się z tą tematyką, aby wreszcie zaznajomić się z jednym z tytułów dostępnych na rynku. Ale czasem trzeba spróbować czegoś innego. I nie powiem, żebym czuł się źle po lekturze „Zatrutego ogrodu”. Wręcz przeciwnie – mogę powiedzieć o tym tytule sporo dobrego, choć we wstępie wyraźnie zaznaczyłem, że wad również nie zabrakło.

Zacznijmy jednak od początku, czyli krótkiego wprowadzenia do tego, co proponuje nam brytyjska pisarka. Na odosobnionej walijskiej farmie zostaje znalezionych 150 ciał, które umarły w wyniku zatrucia. Policja stwierdza masowe samobójstwo członków sekty. Zapewne nie pierwsze i nie ostatnie w historii. Wśród ocalałych znajduje się dwudziestoletnia Romy. Musi ochronić siebie i jej nienarodzone dziecko, ale przed nią nowe, wrogie otoczenie. W powieści autorka skupiła się na emocjach trzech kobiet, a akcja przeplata się pomiędzy aktualnymi wydarzeniami oraz tym, co doprowadziło do tragicznych wydarzeń za murami sekty. Jedną z bohaterek jest wspomniana ciężarna, która odgrywa w tej historii największą rolę. Drugą z postaci jest Somer, wprowadzająca nas w życie, jakiego my osobiście nie znamy, czyli wspomnianej już wspólnoty. Opowieść widzieć będziemy również oczami Sarah, ciotki Romy i siostry Somer, wyrzuconej przed laty z domu przez rodziców.

Thriller psychologiczny rozpoczął się z naprawdę wysokiego c. Już po kilkunastu stronach lektury mamy za sobą przerażający i mroczny prolog, który sprawia, że nie mogłem przestać czytać. Dawno nie miałem takiej zachęty, już na samym początku czytadła. Często pierwsze strony książki traktuję po macoszemu, niejako zmuszając się do przebrnięcia przez rozdziały skupiające się na wprowadzeniu w akcję. Tutaj tak nie było – Alex Marwood szybko uświadomiła mnie, że poniższe słowa Stephena Kinga umieszczone na obwolucie pozycji mogą okazać się prawdziwe.

Jeśli istnieje lepszy thriller napisany w XXI wieku, żaden nie przychodzi mi do głowy

Stephen King

Pierwszą zaletą tej pozycji jest dość szczegółowy, momentami drastyczny obraz tego, co dzieje się wewnątrz takich organizacji, z jaką mamy do czynienia w „Zatrutym ogrodzie”. Nigdy nie zastanawiałem się nad istotą sekty, a tym bardziej o tym, jak tam jest. Mogłem się o tym przekonać dzięki tej lekturze i często pojawiał się na mojej twarzy grymas z powodu tego, o czym właśnie przeczytałem. Alex postarała się, aby wszystko było na tyle szczegółowo, jak to tylko możliwe, aby czytelnika nie zanudzić. A dzięki temu, że Sarah zdecydowała się zaopiekować dziećmi swojej siostry otrzymujemy doskonały obraz tego, jak różnią się osoby wychowujące w sekcie w porównaniu do ludźmi z zewnątrz. Zrobiło to na mnie spore wrażenie.

Świetny początek lektury nie oznaczał jednak, że dalej będzie tak samo. Podobnie jak w „Psychopacie” Klaudii Muniak, mogę podzielić książkę Brytyjki na dwie części. Pierwsza – satysfakcjonująca, zaś druga rozczarowująca, biorąc pod uwagę również niezadowalające zakończenie. I przeglądając na szybko opinie innych czytelników, nie byłem w tej ocenie odosobniony. Zabrakło w nim dramatyzmu, dynamiki, nie mówiąc o jakimkolwiek zaskoczeniu.

Trudno nie odnieść wrażenia, że pomimo świetnego pomysłu na tę książkę, brakowało w niej wiele rzeczy. Przede wszystkim więcej akcji, która sprawiłaby, że po prostu coś by się działo. Mógłbym wskazać kilka momentów, gdzie prosiło się o jakiś niespodziewany zwrot wydarzeń. Nie każdemu więc uda się przebrnąć wyboistą drogę do finału lektury. Naturalnie nie określę jej złą, ale nie będzie ona zaliczana przeze mnie do tych najlepszych, przeczytanych przeze mnie w 2020 roku.

Podczas trzymania w ręku egzemplarza książki „Zatruty ogród” uświadomiłem sobie, że na jednej z moich półek znajduje się inna pozycja tej autorki, mianowicie „Dziewczyny, które zabiły Chloe”. Czy najnowsza lektura sprawiła, że w pierwszej kolejności sięgnę po kolejną? Wydaje mi się, że jednak nie. Alex Marwood zaciekawiła mnie, ale niestety nie porwała. Co nie oznacza, że nie dam jej kolejnych szans.

Zostaw po sobie ocenę!
Twitter | Moje recenzje
Spodobał Ci się ten artykuł? Udostępnij go znajomym!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.