Zmuś mnie

Jeśli przy poprzednich książkach z tej serii mniej lub mocniej kręciłem nosem, tak w „Zmuś mnie” znowu mogłem z przyjemnością oddać się lekturze. Autor ponownie stworzył bowiem rasowy thriller.

Materiał powstał dzięki współpracy z Wydawnictwem Albatros.

W przypadku serii o Jacku Reacherze, która serią nazywana jest jedynie dla zachowania kolejności wydawanych pozycji (można ją bowiem czytać w dowolnej kolejności), kilku cech charakterystycznych zawsze możemy być pewni. Po pierwsze: obecność głównego bohatera. Po drugie: niezły bigos w jaki zostanie wplątany lub sam się wplącze. Po trzecie zwycięstwo Reachera. Po czwarte: obecność pięknej kobiety. Po piąte szczegółowe opisy broni, walk i taktyki bojowej.

Stary, dobry Child

Wymieniam to wszystko powyżej, bo nie zamierzam się powtarzać, tak jak nie chcę dorzucać tego do plusów recenzowanej książki. To stały element, bardzo się cieszę, że cały czas jest, ale też nie wpływa on na naszą decyzję o tym, czy odłożyć pozycję na półkę już po przeczytaniu 100 stron, czy też przeciwnie: czytać dalej.

Wojciech Chmielarz, który uczy również pisania kryminałów, w jednym ze swoich wpisów na Facebooku wyjaśniał, że jest coś takiego w książkach, jak powód pozostania przy opowieści. To autor konstruując warstwę narracji ma dać czytelnikowi konkretne argumenty za tym, aby ten chciał poznać finał danej historii. W „Zmuś mnie” Lee Child wrócił do korzeni, albo do tych najlepszych swoich książek, gdzie ponownie mamy akcję, jak za starych dobrych czasów.

W głównej mierze chodzi tutaj o niezwykle ciekawe śledztwo, jakie prowadzi Reacher. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że jest ono absorbujące czytelnika, główny bohater dotyka tak nieznanej mu dotychczas materii jaką jest Internet, ale przede wszystkim pisarzowi udaje się historię rozłożył na całą książkę. Wyjaśnienie przychodzi bowiem dopiero w finałowej scenie, ale żeby do niej dojść po drodze napotkamy mnogość zwrotów akcji. Doceniam to, bo w ostatnich czytanych pozycjach tego autora wcale nie było to oczywistością.

Jak z wioski zrobić dziki zachód?

Powyższe pytanie celowo daję na zachętę, bo akcja książki dzieje się w maleńkiej amerykańskiej miejscowości, którą spokojnie można nazwać wioską. Jedna droga, która możesz do mieściny dotrzeć, jeden urząd pocztowy, jeden hotel, trochę mieszkańców lokalnej społeczności i można byłoby tak wymieniać bez końca. Jak z takiego czegoś zrobić miejsce akcji dynamicznego thrillera?

Oczywiście w trakcie lektury przenosimy się do innych miast w USA, ale to w Matczynym Spoczynku dzieją się najważniejsze rzeczy i to jego – zwróćcie uwagę na charakterystyczną nazwę – dotyczy główny wątek. A skoro mamy już wioskę, czy tam malutką miejscowość w Stanach Zjednoczonych, to trzeba przyznać, że Child nie tylko znakomicie zbudował na niej całą opowieść, ale doskonale oddał klimat takich miejsc. Z korelacją zależności, relacji i typu jej mieszkańców.

Wspominałem już o tym internecie, z nim bowiem wiąże się przytoczone już śledztwo. Sieć to coś nowego dla Jacka Reachera, który nie posiada nawet telefonu komórkowego, ale tak jak dla niego jest to pewne novum, tak dla mnie podczas lektury był problem jej wykorzystania. Wykorzystania też bez precedensu, przynajmniej jeżeli chodzi o wyznawane przeze mnie wartości, ale bardzo aktualne i popularne obecnie. Tego właśnie dotyczy to śledztwo, w znakomity sposób przecież zawoalowane.

„Zmuś mnie” to jest zatem nie tylko rasowym thrillerem, ale również błyskawiczną lekcją odnośnie tego, jak współcześnie można wykorzystywać Internet dla swojego interesu. Całej historii dodatkowego smaczku dodaje fakt, że Reacher nie jest tutaj niezniszczalny, momentami mocno obrywa i popełnia błędy. Mnie osobiście podobało się jeszcze to, że ta książka jest naprawdę przemyślana, odnośnie czego przy poprzednich pozycjach miałem wątpliwości.

Zostaw po sobie ocenę!
Moje recenzje
Spodobał Ci się ten artykuł? Udostępnij go znajomym!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.