Labirynt duchów

Po pięciu latach od wydania „Więźnia nieba” Carlos Ruiz Zafon powrócił z finalną częścią Cmentarza Zapomnianych Książek, a cały świat ponownie wstrzymał oddech. To uczucie towarzyszy czytelnikowi podczas lektury „Labiryntu duchów”, bo hiszpański autor ponownie wzniósł się na wyżyny pisarskiego rzemiosła, a my przez blisko 900 stron możemy na nowo wrócić do Barcelony i wsiąknąć w zawiłą historię rodu Sempere.

Nie sposób rozpocząć recenzji najnowszej pozycji Carlosa Ruiza Zafona bez wspomnienia o oczekiwaniach. „Labirynt duchów” to ostatnia część serii Cmentarza Zapomnianych Książek, na którą musieliśmy długo czekać. Od daty opublikowania niesamowitego „Cienia wiatru” minęło 12 lat, a od samego „Więźnia nieba” aż pięć wiosen. Przy ocenie długości tego okresu oczywiście nie unikniemy subiektywnych odniesień, mi ten okres dłużył się niesamowicie, zwłaszcza że życie ze świadomością tego, że autor w ostatniej części chce zawrzeć rozwiązania wszystkich wątków rozpoczętych poprzednio, nie należy do najłatwiejszych. Oczywiście to nie jest tak, że w ciągu tych pięciu lat miałem problemy z egzystencją, naturalnie nie i wierzę, że jako czytelnicy rozumiecie o co mi chodzi.

W „Labiryncie duchów” ponownie spotykamy się z rodziną Sempere i Ferminem, powróciły też wątki Juliana Caraksa, Corella i Davida Martina. Każdy kto czytał poprzednie części i ma świadomość liczby rozpoczętych wątków musi przyznać, że umiejętne zakończenie ich wszystkich zakrawa o pisarski geniusz. O dziwo Zafon nie ogranicza się jedynie do finalizacji tamtych spraw, autor kreśli nowe historie, co tłumaczy obszerność jego najnowszej książki. 896 stron przy góra 500 poprzednio robi wielką różnicę.

Jeżeli miałbym porównać „Labirynt duchów” do jakiejś konkretnej rzeczy, byłby to chyba wielopiętrowy wieżowiec, bo powieść Zafona jest wielopoziomowa. Mamy tu bowiem do czynienia nie tylko z kryminałem, ale również z elementami powieści obyczajowej, romansu, suspensu, a nawet fantastyki. Hiszpański pisarz liczbą intryg mógłby obdzielić kilku twórców kryminałów, a i tak coś by zostało. Każdy kto wyczekiwał na tę książkę wielokrotnie mógł usłyszeć o tym ile autor czasu poświęca na dopracowanie fabuły, z jakich najnowszych nowinek korzysta aby dostosować język i styl pisania do obecnego odbiorcy. Tę dbałość widać na każdym kroku, w każdym rozdziale i na każdej stronie, w tym w bardzo dopieszczonej finałowej rozgrywce, ale momentami odniosłem wrażenie przesady w tym dążeniu do perfekcji. Człowiek momentami jest bezradny wobec własnych słabości i ograniczeń, a akcja Labiryntu w swej spójności i płynności odbiegała od tego co czytałem w mistrzowskim „Cieniu wiatru”. Może spowodowane było to liczbą wątków?

Przy okazji „Labiryntu duchów” znowu bardzo obszernie można pisać o bohaterach występujących na kartach książki Zafona, bo to oni są najmocniejszym punktem dzieł hiszpańskiego autora. Postaci są wyraziste i wielowymiarowe i okazuje się, że przez te 12 lat nic a nic nie straciły ze swoich charakterystycznych cech. Kluczowe dla opisywanej pozycji oraz całej twórczości Hiszpana jest osoba Alicji Griss – głównej bohaterki Labiryntu, ale również pierwszej kobiety w książkach Zafona, która kształtem postaci dorównuje jak zawsze świetnie przedstawionym mężczyznom. Przyznam, że mi akurat ten aspekt książek twórcy serii Cmentarza Zapomnianych Książek w ogóle nie przeszkadzał, ale spotkałem się z podobnymi opiniami wielu kobiet i z tej perspektywy jest to novum. Uważam, że bardzo dobre.

Bardzo przyjemnie jest zachwycić się czymś, na co oczekiwało się od dłuższego czasu. I właśnie takie uczucia towarzyszyły mi podczas lektury „Labiryntu duchów” oraz zaraz po jej zakończeniu. Pomimo tego, że finał Cmentarza Zapomnianych Książek momentami zbaczał w jakieś dziwne rejony, nie zawiodłem się nim i uważam, że jest to niesamowicie wciągająca książka, która zadowoli zwykłego czytelnika, ale również miło pozostanie w pamięci u pasjonata literatury.

1 Comment

  • Uwielbiam Zafona. Kocham jego książki. Świetny styl. Długo czekałam na zakończenie tej serii. Czy było warto? Cóż, książka nadal leży na półce. Poprzednie tomy cyklu czytałam tak dawno temu, że koniecznie muszę sobie przypomnieć co w nich było. Zwykła ludzka pamięć zawodzi. Niestety na tę chwilę brakuje mi czasu. Choć muszę się zmobilizować i to zrobić, bo bardzo brakuje mi zakończenia. Poza tym cudownie będzie móc wrócić do Barcelony, nawet jeżeli mają to być tylko karty powieści.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *