O krok za daleko

Harlan Coben to mistrz thrillera, genialny twórca maksymalnie pokręconych historii, chyba jedyny autor, który potrafi w dowolnym momencie rozłożyć czytelnika na łopatki. Jego najnowsza książka tylko to potwierdza, ale ma ona w sobie jedną dodatkową wartość.

Harlana Cobena zna i podziwia cały świat. Najlepszym dowodem tego, że nie przesadzam jest liczba sprzedanych książek i współpraca z platformą Netflix. Sam jak dotąd miałem okazję przeczytać jego dwie książki: „Nie mów nikomu” i „Bez skrupułów” (pierwsza część serii o Myronie Bolitarze). Thriller to akurat taki gatunek, który ma na celu dostarczenie czytelnikowi rozrywki, tu ma się dziać, a najlepiej jak historia złapie odbiorcę porządnie za gębę. I amerykański autor potrafi to zrobić. Dokładnie tak jest w „O krok za daleko”.

Coben w tej książce przedstawia nam historię ojca, którego idealne życie posypało się w momencie zaginięcia córki. Simon za wszelką cenę chce odnaleźć Paige, pojawia się w miejscach do których uczęszczało jego dziecko. Zaskakujące jest to, że żona mężczyzny zdaje się być obojętna na poczynania swojego męża. Ojciec walczy o powodzenie swoich starań, desperacko łapie się każdego sygnału. Pewnego dnia otrzymuje informację o miejscu pobytu córki, ale po przybyciu staje się głównym bohaterem wielkiego internetowego skandalu.

Simonowi udało się zobaczyć Paige, ale przy okazji zdołał on pobić Aarona – jej znajomego, który jednocześnie był powodem narkotykowego uzależnienia dziewczyny. Historia pędem rusza w momencie śmierci chłopaka, a policja o morderstwo podejrzewa ojca, matkę i samą Paige. Zrobiło się trochę sielsko i sztampowo, bo w sumie przedstawiamy Cobena jako mistrza szybkiej akcji, a tutaj na odległość wieje nudą.

Nic z tych rzeczy. Oczywiście, kilka pierwszych rozdziałów może nie przypaść do gustu, ale Coben wraz ze śmiercią Aarona nadaje tempa akcji. Bardzo szybko wprowadza dwa dodatkowe wątki: Eleny Ramirez, która poszukuje zaginionego syna milionera z Chicago oraz młodą parę zabójców (w ten sposób myśli się o Ashu i Dee Dee na samym początku). A do tego oczywiście Simon, który do pewnego momentu wspólnie z żoną zabiera się za poszukiwania córki.

Mamy więc trzy wątki, które jak to bywa u Cobena są ustawicznie rozwijane i z każdym kolejnym rozdziałem historia jako całość zaczyna się zazębiać i pozornie różne kwestie mają coraz więcej punktów wspólnych. I tak jak pisałem już wcześniej amerykański pisarz korzysta z dobrze znanych nam sztuczek i muszę was przestrzec, że kilka razy na pewno zamknie wam usta. A w jednym momencie na pewno.

W książce „O krok za daleko” najbardziej podoba mi się to, że autor w historii zbudowanej z trzech wątków sensacyjnych zdołał tak wyraziście namalować obraz rodziny. Ten wizerunek oparty jest na miłości i wiernie ukazana jest jej potęga. Potęga miłości męża do żony, rodziców do swoich dzieci i głębokiej relacji między rodzeństwem. U Cobena podziwiam również to, że pisze on pogmatwane historie, ale bardzo prawdziwe. I ta książka bardzo wiernie oddaje zagrożenia dzisiejszych czasów, jednocześnie pokazuje również, że rodzina ma odpowiednią siłę, aby tym zagrożeniom stawić czoło.

W „O krok za daleko” w kilku momentach można jednak kręcić nosem. O nudnym początku już wspomniałem, na pewno można się też trochę przyczepić do końcówki, bo jednak jest ona trywialna. Można powiedzieć, że idealnie napisana pod film, który miałby przyjemne zakończenie. Najważniejsza scena w tej historii również rozczarowuje, bo nasz główny bohater nie dość, że jest prawie jak James Bond, to jeszcze ma tyle samo szczęścia co brytyjski agent.

Myślę jednak, że wierni fani twórczości Cobena ten ostatni akapit puszczą sobie w niepamięć, bo „O krok za daleko” to książka za dobra, żeby z tych powodów porzucić chęć jej przeczytania. Lubię czytać amerykańskich autorów, bo ich książki są przeważnie bardzo dobrze napisane (tutaj chwała również Wydawnictwu Albatros i tłumaczowi), historię czyta się płynnie i na samym końcu ma się wrażenie miło spędzonych kilku godzin. A akurat Coben od lat jest gwarancją rozrywki na najwyższym poziomie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *