Oczy ciemności

Matka szukająca syna i toksyczny sekret, który może zagrozić całemu światu. Czy taki temat to dla autora samograj, aby stworzyć świetną lekturę? Prawdopodobnie tak, choć Deanowi Koontzowi nie udało się napisać, przynajmniej według mnie, rewelacyjnej książki, do której będę chciał wracać w przyszłości.

Materiał powstał dzięki współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Przed rokiem Tina Evans straciła w tragicznym wypadku syna. Kiedy w końcu jej życie zaczyna wyglądać normalnie, na tablicy w dawnym pokoju Danny’ego pojawiają się dwa słowa, które wywracają jej świat do góry nogami: NIE UMARŁ. Zdesperowana matka podejmuje dochodzenie, aby mieć całkowitą pewność, co stało się tamtego feralnego dnia. Jej działania zainteresowały tajną agencję rządową, która wymierzy starania, aby uciszyć Tinę oraz jej partnera. Tajemnica utrzymana za drzwiami laboratorium jest warta każdej ceny.

Choć wirus „Wuhan 400”, który pojawił się w książce Koontza prawie 40 lat temu, wzbudził ogromne zainteresowanie całego świata, to w rzeczywistości nie ma nic wspólnego z tym, co dzieje się obecnie w Twoim, moim czy innym mieście. Skoro jednak jakiś czas temu na blogu ukazała się recenzja „Pandemii” Jany Wagner, to również nie mogło zabraknąć kilku słów dotyczących „Oczu ciemności”. Tym bardziej, że motywem przewodnim tej lektury jest poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: czy naprawdę Danny umarł? Mamy więc tu do czynienia przede wszystkim z kryminałem, dlatego jest to książka zdecydowanie innego gatunku od tej wymienionej w poprzednim akapicie i jakakolwiek analiza porównawcza nie ma sensu.

Czytelnicy, którzy wykopali w antykwariatach wydaną pod pseudonimem powieść ocenili ją łaskawie, mimo że brakuje w niej napięcia, głębi psychologicznej, rozbudowanego wątku i tempa późniejszych książek”. Tak skomentował autor po latach tę powieść, kiedy wydawał ją ponownie, ale tym razem pod właściwym nazwiskiem. I trudno się nie zgodzić, choć sam nie pokusiłbym się o aż tak surową ocenę.

Przede wszystkim dlatego, że powieść mimo słów Deana jest dynamiczna i nie można narzekać w niej na brak akcji. Sam muszę przyznać, że po dość niemrawym początku nie spodziewałem się tylu emocjonujących wydarzeń, które niemal ze strony na stronę zmienią sytuację głównej bohaterki i jej partnera. A ta była nie do pozazdroszczenia, mając na uwadze, że przeciwko nim stała agencja rządowa, niemająca żadnych pohamowań przed uciszeniem Tiny Evans.

Pomimo wyraźnego zaznaczenia na początku, że pozycja należy do gatunku kryminałów, to spodobała mi się część obyczajowa, opisująca bohaterkę, nie potrafiącą pogodzić się ze śmiercią syna, a także próby znalezienia odpowiedzi na pytanie, czy faktycznie nie umarł. Oczywiście, w pewnych momentach możecie cmokać (tak jak ja) na absurdy, czyli scenę hipnozy, paranormalne sytuacje związane z chłodzeniem pomieszczenia, ale jeśli przymknie się oko i skupi na akcji, to wychodzi z tego lektura, przy której można spędzić przyjemny czas.

Żeby nie było zbyt przyjemnie, bo przecież wcześniej napisałem, że nie będę do tej książki wracał w przyszłości, w swojej krytyce autor miał po części rację. Największe zarzuty mam do tego, że Dean momentami za bardzo skupiał się na tematach, które nie były w tej historii kluczowe, a które sprawiały, że chciało się pominąć kilka kartek tej powieści. Zastrzeżenia mam również co do prowadzenia fabuły – akcja potrafi toczyć się zbyt gwałtownie, by za chwilę niemiłosiernie się wlec. Dialogi? Miałem wrażenie, że czasem były one wyjęte z jakiegoś opowiadania gimnazjalisty. Koontz nie sprawił również, abym za rok zapamiętał głównych bohaterów – ani oni wiarygodni, ani dobrze rozbudowani.

Pomimo tego „Oczy ciemności” przeczytałem bardzo szybko i cieszę się, że mogłem się zaznajomić z twórczością znanego amerykańskiego pisarza. Bo skoro on sam wiedział, gdzie popełnił błąd, to liczę, że wyciągnął wnioski przy pisaniu kolejnych pozycji. Dlatego z wielką ciekawością sięgnę po „Intensywność”, „Kątem oka” czy „Opiekunów”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *