Wada

Zbigniew Wodecki napisał kiedyś piosenkę o tytule „Lubię wracać tam gdzie byłem”, a ja po lekturze drugiej części serii o Bernardzie Grossie właśnie skojarzyłem ten utwór. Bo „Wada” Roberta Małeckiego ponownie przenosi nas do małej, ale tylko pozornie spokojnej Chełmży, gdzie doszło do zbrodni. Równie mrocznej, równie skomplikowanej, ale całościowo jeszcze lepiej skonstruowanej i napisanej.

Materiał powstał dzięki współpracy z księgarnią selkar.pl.

Przy okazji recenzji „Skazy”, czyli pierwszej części serii Roberta Małeckiego o Bernardzie Grossie, pisałem tak:

Pierwszy kontakt z Robertem Małeckim i od razu tak wielkie zaskoczenie. „Skaza” jest bowiem wyrazistym kryminałem z bardzo ciekawą intrygą i mrocznym klimatem. Autor potrafił w swojej książce oddać rzeczywistość polskiej prowincji i piekło, które może dopaść każdą rodzinę.

Bez sensu jest się powtarzać, więc nie będę tego robił, bo wszystko co napisałem przy „Skazie” ma miejsce, tylko tym razem nie mogę mówić o zaskoczeniu, a przyjemnym powrocie w dobrze znane i lubiane miejsce. Z tego też powodu wspomniałem o piosence Wodeckiego, bo powrót do Chełmży był dla mnie niczym wizyta na wsi u dziadków. A wszystko przez to, że w pierwszej części Małeckiemu udało się tak doskonale oddać kształt i charakter tego miasta. W „Wadzie” autor oczywiście powtarza ten zabieg.

W drugiej części komisarz Gross wspólnie z policjantami prowadzi bardzo nietypową sprawę, bo musi rozwikłać zbrodnię, która jest pozbawiona fizycznego dowodu. Mamy tutaj przykład popularnego stwierdzenia policyjnego: „Nie ma ciała, nie ma sprawy”. A przecież policjanci na leśnej polanie nad jeziorem znajdują ślady świadczące o tym, że ktoś popełnił przestępstwo. Tymi symptomami są zakrwawiony namiot i porzucona bielizna, jak również ślady krwi w okolicach miejsca porzucenia namiotu.

Gross od początku musi zatem mierzyć się ze sprawą, która jest wątpliwa, a czas nie jest jego sprzymierzeńcem. Młody, nastawiony na sukces prokurator regularnie przypomina komisarzowi o swoich racjach. W międzyczasie Grossowi trafia się okazja awansu zawodowego oraz prośba przyjrzenia się sprawie, która tylko pozornie odstaje od tej rozwiązywanej na samym początku.

W „Skazie” bardzo podobali mi się bohaterowie książki i w kolejnej części Małecki potwierdził umiejętność tworzenia postaci charakterystycznych, nieoczywistych, można tu spokojnie użyć określenia pełnowymiarowych. I tyczy się to nie tylko Grossa, naszej głównej postaci, będącej łącznikiem tych części, ale również bohaterów drugoplanowych. W recenzji pierwszej książki Małeckiego napisałem, że postacie wykreowane przez autora idealnie pasują do otoczenia, w którym przebywają i w „Wadzie” mamy tego potwierdzenie. Śmiem stwierdzić, że w drugiej części te silne więzy łączące ludzi z mniejszych społeczności (ze wszystkimi konsekwencjami) są jeszcze lepiej ukazane.

Przy okazji lektury wspomnianych tu książek spotkałem się z opiniami, że lektura śledztw Grossa są nużące, powolne. Nie zgadzam się z nimi i wydaje mi się, że obraz pracy policji w telewizji został przekrzywiony m.in. przez takie seriale jak „Kryminalni” czy „W11 Wydział Śledczy”. Tam policjanci rozwiązywali sprawy w 45 minut, a przecież ta robota, to zwyczajna żmudna harówa. Podążanie za tropem w zgodzie z procedurami i czasem, który upływa na oczekiwanie na wyniki badań laboratoryjnych. Nie możemy przecież jeszcze zapominać o ograniczeniach budżetowych i ludzkich. „Wada” bardzo dobrze to pokazuje, ale oddaje również to jak robota „psa” wpływa na psychikę ludzką. Samobójstwa, błędy zmęczeniowe, samotność, rozbite rodziny, przygodny seks – w ukazaniu tego drugiego dna Małecki znowu zdaje egzamin na piątkę.

Po przeczytaniu „Skazy” i napisaniu recenzji sporo osób pisało do mnie, że dopiero w „Wadzie” autor pokazuje swój wielki kunszt. Dlatego bardzo szybko sięgnąłem po kolejną część przygód Grossa w celu weryfikacji tych opinii. I dziś mogę napisać, że były one prawdziwe. Tym razem książka Małeckiego jest bardziej dopracowana, intryga nakreślona przez autora jest bardzo wciągająca i właściwie pozbawiona błędów. „Wada” jest ciekawsza, bardziej mroczna, jest bardziej wciągająca i momentami bardziej smutna (mam tu na myśli m.in. wątek rodziny Grossa). Po prostu jest zwyczajnie lepsza od swojej poprzedniczki.

Kryminały jak i inne gatunki w szerokiej ofercie znajdziecie na selkar.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *