Brudna sprawa

Książkę „Brudna sprawa” mogę porównać do dziewczyny, która zrobiła na mnie dobre pierwsze wrażenie. Później trochę straciłem zainteresowanie, ale ostatecznie potrafiła zaskoczyć mnie na nowo.

Materiał powstał dzięki współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Koszykarkie smaczki

Jako fan koszykówki w amerykańskim wydaniu, musiałem zwrócić uwagę na wstawki autora dotyczące tego sportu. W tym miejscu muszę przyznać Robertowi Dugoniemu dużego plusa. Po lekturze jego krótkiej bibliografii, można spostrzec, że Dugoni jest raczej związany z prawem, a nie sportem. Mimo to zaskoczył mnie pozytywnie.

W „Brudnej grze” na początku poznajemy D’Andre Millera – młodego chłopaka, który ma talent do koszykówki. Przy opisie poczynań Millera, mogłem śmiało wyłapać koszykarskie smaczki. W początkowym fragmencie książki pojawia się wiele nazwisk czy nazw związanych z NBA, które nie muszą być znane statystycznemu Kowalskiemu. Dlatego tym bardziej miło było mi czytać książkę, wiedząc co konkretnie autor chciał mi przekazać i lepiej wejść do świata lektury, a nie omijać nieznane dotąd pojęcia.

Jednak jako fan koszykówki – nie mogę być w pełni ukontentowany. Gdy poznałem D’Andre Millera i miejsce zdarzeń – miasto Seattle, już zacierałem ręce na dalsze wątki kryminalne z basketem w tle. Na marginesie dodam, że Seattle to miasto, które wielu kibiców „kosza” wspomina z nostalgią. Tam mieściła się drużyna – Seattle Supersonics, która przed ponad dekadą została przeniesiona do Oklahomy. Od tego czasu miejscowi fani pozostają spragnieni koszykarskich emocji. Dla mnie – ta lektura nie mogła się zacząć lepiej. Niestety, później koszykówki w książce było tyle co kot napłakał. Za to wielki minus dla autora, który tylko rozbudził moje nadzieje. Tak się nie robi Panie Dugoni!

Książka dla detalistów

Nie jestem typem czytelnika, dla którego ważne jest jakiego koloru sukienkę ubrała bohaterka itp. No, chyba że ma to wpływ na akcję. W „Brudnej grze” Dugoni często posiłkował się szczegółowymi opisami danych miejsc czy ubrań bohaterów. Według mnie nie działa to z korzyścią dla książki, bo w ten sposób niejako autor ogranicza moją wyobraźnię. Jako czytelnik – lubiący więcej tzw. „spontanu”, wołałem część tekstu pominąć. 

Mimo wszystko muszę przyznać, że jeden z opisów skradł moje serce. To jak Dugoni żywo opisał scenę piłki od kosza, która wypadła z rąk ofiary i turlała się po jezdni, zasługuje na wyrazy szacunku. Chapeau bas. Podczas czytania tego fragmentu, czułem się jakbym oglądał scenę z filmu.

O taki research nic nie robiłem

Można powiedzieć, że po części już wcześniej pochwaliłem autora za dobry research. Jednak warto to zrobić bardziej bezpośrednio. Mianowicie przez cały czas spędzony przy lekturze nie pozbyłem się świadomości, że autor wie co pisze. Poczynając od tematów związanych ze sportem, przez sprawy policji, po skutki uboczne leków stosowanych przy problemach z zajściem w ciążę.

Kocham brak „bałaganu” 

Duganiemu udało się sensownie opisać kilka spraw kryminalnych w jednej książce. Jako czytelnik mogłem śledzić ich tok rozwoju niemal jednocześnie, a mimo to nie pogubiłem się. Autor tak przedstawił wszystkie sprawy, że nie musiałem wracać do poprzednich rozdziałów po zapomniane już informacje. Za to kolejny plus. 

Zaskoczenie – to lubię

Kto nie lubi filmu „Terminator” nie powinien sięgać po „Brudną Sprawę”. W pewnym momencie czytelnik książki zostaje posadzony przez autora na taką „karuzelę”, że nie jest w stanie określić, kto w końcu zabił. Wtedy czułem się trochę jak podczas oglądania dobrze znanych poczynań bohatera granego przez Arnolda Schwarzeneggera, kiedy mówiłem w myślach „giń”, a on po raz n-ty wstawał. Podczas lektury opisywanej powieści mógłbym powiedzieć: „człowieku, napisz wreszcie kto zabił”. A Dugani bawiąc się mną, sprawiał, że koncentrowałem się na kolejnym bohaterze, którego mógłbym oskarżyć. 

Daje do myślenia 

Książka, oprócz dostarczenia zabawy, musi uczyć. „Brudna sprawa” zwróciła moją uwagę na wiele ważnych tematów. Pierwszy z nich – to wpływ tła politycznego na działania policji. Główny wątek odnosi się do śmierci czarnoskórego chłopaka. Wynikom sprawy szczególnie przygląda się opinia publiczna, wyczulona na tematy związane z ruchem „Black Lives Matter”. Ta sytuacja pokazała jak bardzo policja była zdeterminowana, żeby znaleźć winnego. Pewnie w typowych sprawach całość zamknęłaby się po kilku tygodniach. W tym momencie odczuwam pewien niesmak pasujący do słów: „smutne, ale prawdziwe”. Ten aspekt idealnie pokazuje, dlaczego od dekad takie programy jak „Sprawa dla reportera” mają wzięcie. 

Walka na ludzkie życie 

„Brudna sprawa” dała mi do myślenia również co do kwestii walki pomiędzy prokuratorem, a adwokatem.  W książce poznajemy prokuratora Cho, który oskarżał winnego śmierci czarnoskórego chłopaka. Bohater chciał jak najsurowszej kary dla oskarżonego, co nie dziwi. Jednak podczas lektury odnosiłem się wrażenie, że mężczyzną w wynajdywaniu kolejnych zarzutów kieruje bardziej ambicja niż potrzeba sprawiedliwości. Ambicja, która będzie zaspokojona przekonującym pokonaniem adwokata. Myślę, że podobne rzeczy mogą się dziać w realnym świecie, co mnie jednocześnie denerwuje i przeraża. Jeśli kiedykolwiek będę sądzony, choć wolałbym tego uniknąć, chciałbym żeby wysuwane oskarżenia opierały się na potrzebie zadośćuczynienia prawu. Bulwersuje fakt, że mógłbym trafić na dłużej za kratki, bo jakiś prawny oskarżyciel w ten sposób mógł się dowartościować. Na marginesie: warto docenić etycznych adwokatów i prokuratorów, bo zachowanie moralności w tej pracy niekiedy jest szalenie trudne. 

Podsumowując, w ostatecznym rozrachunku „Brudną sprawę” mogę uznać za dobrą książkę. Szczególnie imponuje fakt, że autor w jednej pozycji był w stanie poruszyć wiele ważnych tematów jak: traktowanie spraw karnych przez opinię publiczną; narkotyki w policji; niemoc zajścia w ciążę czy walka adwokata i prokuratora. A w dodatku Dugani opisał kilka spraw karnych, które łączą się we wspólną całość. Dlatego gdy będę miał jeszcze okazję, na pewno sięgnę po kolejną książkę jego autorstwa.

P. S. Chociaż tych zniszczonych nadziei na zbrodnię z koszykówką w tle nie zapomnę i mam nadzieję (o zgrozo), że jeszcze się doczekam. 😉 

Zostaw po sobie ocenę!
Moje recenzje
Spodobał Ci się ten artykuł? Udostępnij go znajomym!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.