Rebeka

Pewnego razu śnicie, że znajdujecie swojego wybranka, który odmienia wasze życie. Od teraz jesteście znaną i rozpoznawalną osobą, mającą wszystko, czego potrzeba. Czy to oznacza, że to koniec problemów i historia skończy się happy endem? „Rebeka” to idealny przykład, że życie pisze zwariowane scenariusze.

Materiał powstał dzięki współpracy z Wydawnictwem Albatros.

O powieści autorstwa Daphne du Maurier zrobiło się w ostatnim czasie głośno po premierze filmu o tym samym tytule na platformie Netflix. Nie ukrywam, że taki rozgłos sprawił, iż sam sięgnąłem po tę lekturę i byłem mega ciekawy, specjalnie przekładając w czasie obejrzenie filmu. Interesowała mnie również kwestia, jak mocno książka wpisze się w obecne czasy. Wszak, jej pierwsze wydanie miało miejsce dobrych kilkadziesiąt lat temu.

Historia jak z bajki, choć nie do końca

Warto więc w tym momencie bliżej przyjrzeć się fabule, która podobnie jak filmowa okładka, zachęca do tego, aby pozycję wziąć do swych dłoni. Wydarzenia przedstawione są z perspektywy młodej, nieśmiałej dziewczyny (nie poznajemy jej imienia), która podczas wyprawy na Riwierę Francuską poznaje zamożnego wdowca. Po krótkiej znajomości i kilku przebytych razem chwilach ona i jej wybranek, Maxim de Winter, biorą cichy ślub i udają się do Manderley, czyli rodzinnej posiadłości mężczyzny.

Od tamtego momentu w naszej historii pojawiają się pierwsze schody. Bohaterka uświadamia sobie, że tak naprawdę niewiele wie o swoim wybranku, a w wielkiej rezydencji czuje się obca. Co jednak najważniejsze – w niemal każdej chwili odczuwa duchową obecność poprzedniej żony Maxima, Rebeki. Służba, a także najbliżsi znajomi zestawiają ją z nieżyjącą kobietą, która uchodziła za osobę niemal idealną. Piękną, inteligentną, trzymającą wielką rezydencję w ryzach. Czego nie można było powiedzieć do jej następczyni – niezdarnej dziewczyny, do tej pory zmuszonej do skromnego życia dzięki pracy na stanowisku damy do towarzystwa.

Nic więc dziwnego, że osamotniona w wielkim domu bohaterka decyduje się na sprawdzenie, kim dokładnie była jej poprzedniczka. Co robiła, gdzie chodziła, jakie były jej zainteresowanie, aż wreszcie: jak to się stało, że zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach? Wraz z upływem czasu obraz Rebeki okazywał się nietrafiony w stosunku do tego, jak wypowiadała się o niej służba i bliscy znajomi. Prawda o tym co stało się w Manderley prędzej czy później wychodzi na jaw.

Wyraziści bohaterowie w pięknym Manderley

Pomimo że Rebeka nie żyje, to od początku do końca wpływa na zachowania głównych bohaterów. Rebeka to, Rebeka tamto. Mimo że jest postacią nieżyjącą, to jej imię pojawia się dosłownie co kilka stron. Dla nowej pani de Winter można było jedynie współczuć, gdy musiała się czuć w nowym domu jako osoba niechciana, a w pewnym momencie nawet wypychana.

Autorka skupiła się na dokładnych opisach, zarówno tego, co działo się w głowie kobiety, która najpierw ma dylemat czy decydować się na tak zwariowany ruch wyjścia za niemal nieznajomego, a potem, gdy pojawia się w Manderley. Posiadłości Maxima de Wintera również należy poświęcić kilka zdań – to piękne miejsce, które zostało przedstawione w bardzo plastyczny sposób. Krwistoczerwony mur rododendronów, pałac niezwykłej piękności, w głowie mamy obraz niczym z pocztówek, które kupujemy jako pamiątkę. Czasem zdarza się, że długie opisy potrafią mnie zirytować i sprawić, że szybko tracę cierpliwość – tutaj było inaczej, podobnie jak chociażby w „Córce zegarmistrza”, piękny język stworzył klimat, który odegrał wielką rolę w odbiorze powieści.

To byłoby jednak za mało, aby powiedzieć, że „Rebeka” to pozycja co najmniej godna polecenia. Musimy więc przejść do wyrazistych bohaterów. Rozpoczynając od zimnego i zakłopotanego Maxima po największy zły charakter w tej historii, czyli pani Danvers pełniącej rolę gospodyni domu w Manderley. To ona nie może pogodzić się ze śmiercią tytułowej postaci, dlatego robi wszystko, aby utrudnić pierwsze dni nowej pani de Winter. A my zachodzimy w głowę, czego to jeszcze nie wymyśli i jak zachowa się względem nowej wybranki Maxima.

Powieść, która przetrwała czasy

W powieści francuskiego pisarza nie otrzymamy rozdziałów pełnych akcji, strzelanin czy pościgów znanych z serii „Szybkich i Wściekłych”. Nie jest to tego typu książka, również dlatego, że została napisana w zupełnie innych czasach, o których ja czy Ty możemy jedynie poczytać. Jest w niej za to sporo psychologii i powolnego łączenia wszystkich elementów w jedną układankę. Stopniowe budowanie napięcia przypomina układanie puzzli o co najmniej kilkuset elementach. Zakończenie będzie zaskakujące, choć dla wielu osób może okazać się rozczarowujące.

Zdaję sobie sprawę, że czytelnik kończąc lekturę pragnie otrzymać odpowiedź na wszystkie nurtujące go pytania. Tutaj jednak tak nie jest, bo po części znamy losy bohaterów, ale jak najbardziej zakończenie możemy uznać za otwarte. I szczerze mówiąc, cieszę się z takiego rozwiązania, bo to dodatkowo pobudza wodzę wyobraźni i sprawia, że o lekturze myślimy po odłożeniu jej na półkę.

Reasumując, „Rebeka” to książka, którą będę polecał, jeśli ktoś zapyta mnie o interesującą pozycję z gatunku literatury pięknej. To piękna, ale i trudna opowieść o miłości, o tym, jak trudno jest rozpocząć nowe życie bez oglądania się na swoją przeszłość. Do tego ten klimat, opisy Manderley i fabuła, która zmienia się w mrożący krew w żyłach thriller!

Nawet jeśli film nie spełni moich oczekiwań, to bardzo się cieszę, że powstał. Bo sprawił, że zainteresowałem się tą pozycją. A ta była wyśmienita.

Spodobał Ci się ten artykuł? Udostępnij go znajomym!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *