Świst umarłych

Serię powieści z Katie Maguire śmiało można zaliczyć do tych najbardziej krwawych, gdzie trupa trzeba spodziewać się właściwie na każdym kroku. W „Świście umarłych” Graham Masterton chyba nie przeszedł samego siebie, bo ta drastyczność scen jest, ale moim zdaniem „Białe kości” były pod tym względem gorsze. Nie zmienia to jednak faktu, że książka jest bardzo ciekawa.

Materiał powstał dzięki współpracy z Wydawnictwem Albatros.

W najnowszej książce Grahama Mastertona ponownie przenosimy się do irlandzkiego Cork – mrocznego, zimnego miejsca, nie mogącego uchodzić za europejski wzór praworządności. Szalejąca przestępczość na ulicach, liczne afery korupcyjne w samej policji, do tego dochodzi jeszcze ta najgorsza kwestia dla stróża prawa: współpraca z ludźmi po drugiej strony barykady w zamian za korzyści majątkowe.

Opowieść rozpoczyna się na kilka dni przed procesem, w którym pięciu odważnych i uczciwych funkcjonariuszy Garda Síochána miało zeznawać przeciwko swoim kolegom. Konsekwencje ich zeznań uderzyłyby w całą irlandzką policję, na pewno kilka ważnych postaci straciłoby swoje posady, dlatego wielu osobom zależy na tym, by prawda nigdy nie wyszła na jaw. Historia rozpoczyna się od tragicznej i brutalnej śmierci pierwszego sygnalisty, którego zmasakrowane zwłoki z odciętą głową i wetkniętym w szyję fletem zostają znalezione na cmentarzu.

Od tej pory nadkomisarz Maguire musi wygrać wyścig z czasem i potężnym przeciwnikiem, zamierzającym w ten wymowny sposób uciszyć swoich rywali. Do tego dochodzą jeszcze kolejne wątki: śmierć finansisty, próba dopadnięcia gangu narkotykowego oraz osobiste problemy głównej bohaterki. Co najważniejsze, nie możemy tutaj mówić o podziale na wątek główny i poboczne, bo wszystkie te historie toczą się jednocześnie i są istotne dla całości powieści. Ponad połowa książki napisana jest w ten sposób, że naprawdę nie wiadomo, kogo i z czym można powiązać, dlatego „Świst umarłych” od początku niesamowicie wciąga i nie sposób oderwać się od tej lektury.

Z czasem oczywiście wszystko zaczyna składać się w całość, ale wielkie brawa należą się Mastertonowi za to, że do samego końca potrafił utrzymać w tajemnicy tożsamość głównego czarnego bohatera tej książki. Oczywiście są w tej historii elementy naciągane lub po prostu oklepane. Od razu przychodzi mi do głowy prowokacja naszej nadkomisarz, ściągającej na siebie uwagę złoczyńcy oraz finalna scena, z której Katie widowiskowo wychodzi z opałów. Naprawdę, miałem przed oczami obrazki rodem z filmów o Jamesie Bondzie.

Na pewno drobne zastrzeżenia można mieć do momentu, kiedy większość wątków zostaje rozwikłanych. Moim zdaniem wszystko zostało tak rozwiązane, że wielkie napięcie i atmosfera zbudowana wcześniej po prostu siada, bo finał jest trochę zbyt banalny.

Wielki plus należy się autorowi za oddanie klimatu Irlandii i samego Cork – mniejszego miasta, w którym wszyscy doskonale siebie znają. Doskonale opisany został schemat schodzenia policjantów na ciemną stronę mocy. Stróże prawa ślubują uczciwość i przestrzeganie prawa, ale ich pracodawcy nie są w stanie zagwarantować im odpowiednio wysokich zarobków. Niezadowolenie stanem materialnym, do tego specyfika roboty oraz przestępcy, śmiejący ci się po prostu w twarz. Trzeba mieć zasady, kręgosłup moralny i twardy tyłek, żeby to wytrzymać i nie zbłądzić. „Świst umarłych” w prosty sposób pokazuje wszystkie przeciwności z jakimi muszą zmierzyć się policjanci, a słynna z „Pitbulla” barykada jest tutaj wyraźnie zaznaczona.

Na tylnej stronie okładki możemy przeczytać, że Masterton tym razem przeszedł samego siebie w opisie drastycznych scen. Moim zdaniem w porównaniu z „Białymi kośćmi” jest tutaj delikatniej, ale biorę pod uwagę fakt, że opis obcinania głowy dla kogoś może być bardziej straszny od scen obdzierania człowieka ze skóry. W moim przypadku wygrało to drugie.

„Świst umarłych” to udana kontynuacja serii o nadkomisarz Katie Maguire i na pewno zachęca ona do sięgnięcia po pozostałe części. Historia sygnalistów jest o tyle istotna, że podczas lektury zmusza do zastanowienia się nad istotą takich wartości jak honor i lojalność. Wydaje mi się, że są to sprawy istotne nie tylko w środowisku policji i przestępców, ale nas wszystkich.

Zostaw po sobie ocenę!
Moje recenzje
Spodobał Ci się ten artykuł? Udostępnij go znajomym!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.