Była sobie rzeka

Książka Diane Setterfield to wyjątkowa opowieść, której nie da się zamknąć w konkretnym gatunku. „Była sobie rzeka” zawiera bowiem elementy fantastyki, magii, baśni i rzeczywistości, ale to wszystko wpływa na poziom przedstawienia tej historii. A ten jest wysoki.

Materiał powstał dzięki współpracy z Wydawnictwem Albatros.

Zacznijmy w ogóle od tego, że o tej książce pamiętać będzie każdy, kto miał okazję chociaż przez chwilę oglądać pozycję Wydawnictwa Albatros. Obwoluta jest przepiękna, co widać również na naszych fotografiach, ale po jej zdjęciu okładka również prezentuje się okazale. Wręcz efektownie: bardzo ładnie zaprojektowana i perfekcyjnie wykonana sprawia wrażenie takiej pięknej błękitnej cegiełki. Na pewno okładkowe sroki będą tutaj miały ucztę dla oczu.

Muszę też przyznać, że raczej nie skusiłbym się na lekturę powieści Diane Setterfield, gdyby nie moja żona, która książkę pochłonęła błyskawicznie i była nią zachwycona. Z jej ust padły porównania do twórczości Carlosa Ruiza Zafona i zachwytu w czasie lektury słynnego „Cienia wiatru”, a w związku z tym, że serię hiszpańskiego pisarza uwielbiam postanowiłem podjąć wyzwanie. Czy żałuję? Nie, ale brytyjskiej autorce trochę do swojego kolegi po piórze brakuje.

„Była sobie rzeka” rozpoczyna się od pewnego zimowego wieczoru 1887 roku, w czasie przesilenia, kiedy do „Gospody pod Łabędziem”, położonej nad rzeką, wchodzi ranny nieznajomy mężczyzna, w rękach trzymający martwą dziewczynkę. Trudno opisać poruszenie ludzi w karczmie, ale dziecko po niedługim czasie w niewyjaśnionych okolicznościach odzyskuje przytomność. W tym momencie rodzi się największa tajemnica tej historii: w jaki sposób to się stało? Za sprawą magii, czy jednak da się to wszystko poprzeć medycznymi dowodami?

To najważniejsze pytania książki Diane Setterfield, a odpowiedzi na nie będziemy szukać do samego końca opowieści. Nie jest to jednak jedyna tajemnica, bo domysły mnożą się tutaj im mocniej zagłębimy się w opowiadanej historii. Kim jest ta dziewczynka? Dlaczego toczy się o nią rywalizacja? Z jakiej przyczyny w ogóle nie mówi?

Kolejne znaki zapytania dotyczą bohaterów, którzy przez autorkę zostali potraktowani dogłębnie i bez wyjątku. W powieści Setterfield każda postać ma swoją rolę do odegrania, ale jest do niej przygotowana i wywiązuje się z niej w znakomitym stylu. Dodatkowo czytelnik naprawdę sporo się o tych osobach dowiaduje i jest to spory atut, bo nie tylko możemy je zrozumieć, ale wiemy jaką funkcję w tej historii odgrywają.

Autorka niewątpliwie w swojej opowieści mocno czerpała z mitów, ale przede wszystkim z tradycji opowieści ustnej. Setterfield w swoje książce pokazuje jak się tworzy historia często oparta na plotce, w jaki sposób zmienia się podczas przekazywania jej z ust do ust lub po opowiedzeniu jej kolejny raz. Tytułowa rzeka jest zaś tutaj metaforą nieustannie toczącej się opowieści, ale również siłą, która nadaje ton życiu każdej postaci.

Na koniec zostawiłem sobie tę różnicę pomiędzy Setterfield a Zafonem, o którym wspomniałem na początku. „Była sobie rzeka” to opowieść pełna tajemnic, ale w kwestii liczby różnych wątków, zaskakujących momentów i ważnych wydarzeń dla całości historii jednak uboga. Brytyjka postawiła na obszerne opisy przyrody i dogłębne przedstawienie każdego z bohaterów (i wyszło jej to znakomicie), ale kwestia budowania napięcia i prowadzenie wszystkich wątków jakoś mnie nie przekonuje. Końcówka wynagrodziła mi wcześniejsze męczarnie, ale gdybym miał ułożyć plan wydarzeń tej powieści, to nie wiem czy przekroczyłbym 10 punktów.

Zdaję sobie sprawę, że moja opinia może być anomalią spośród wielu zachwyconych czytelniczek, ale mnie „Była sobie rzeka” nie odurzyła, a podczas jej lektury nie zapomniałem się bez reszty. Nie znaczy to jednak, że po książkę nie warto sięgnąć, bo zdecydowanie trzeba ją przeczytać.
Chociażby po to, aby rozwikłać tajemnicę zmartwychwstania dziewczynki i przekonać się, jak błędne jest powiedzenie: „Kiedyś to były inne czasy”. „Była sobie rzeka” znakomicie ukazuje nam świat dobrych ludzi, którzy przez tych złych zostają zmuszeni do walki. I koniec końców tę bitwę wygrywają.

1 Comment

  • Mam takie samo wrażenie, że było tu trochę za mało zaskakujących momentów i ważnych wydarzeń, aczkolwiek czytało mi się przyjemnie, lecz pozostał pewien niedosyt… a może po prostu miałam zbyt wygórowane oczekiwania po przeczytaniu tylu zachwytów na temat tej książki…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *