Dolina umarłych

Pozytywne wrażenie, jakie wywarł na mnie „Ogród Kości” autorstwa Tess Gerritsen sprawił, że z niecierpliwością czekałem na kolejne spotkanie z jej twórczością. „Dolina Umarłych” to ósmy tom cyklu, opowiadający o Maurze Isles i Jane Rizzoli. Jest to moje pierwsze spotkanie z tymi postaciami, ale mam nadzieje, że pozwoliło mi to zachować obiektywizm i spojrzeć na „Dolinę Umarłych” z dystansem, o który byłoby trudno gdybym znał wcześniej tę serię.

Fabuła „Doliny Umarłych” skupia się głównie wokół Maury Isles, i choć Jane Rizzoli również jest ważną postacią, to towarzyszymy przede wszystkim doktor Isles. Maura na konferencji patologów sądowych w Jackson Hole, w stanie Wyoming, spotyka znajomego z czasów studiów. Doug Comley z uporem namawia ją na wspólny wyjazd za miasto wraz z jego córką i dwójką przyjaciół. Wreszcie udaje mu się przełamać powściągliwą naturę doktor Isles i ta zgadza się na krótki wypad w góry.

Podczas podróży, trudne warunki na drodze stają się przyczyną wypadku. Grupa znajomych, nie mogąc wezwać pomocy, ani wydobyć samochodu z zaspy, postanawia rozejrzeć się po okolicy. Kilka kilometrów dalej trafiają na położoną w dolinie, aczkolwiek opuszczoną osadę, o nazwie Królestwo Boże. Wszystkie domy tam są otwarte. Na stołach stoją nietknięte posiłki, które zdążyły już zamarznąć. Wszystko wskazuje na to, że dolinę zamieszkiwała wspólnota religijna, ale z jakiegoś powodu musieli w pospiechu ją opuścić. Maura i jej nowi znajomi są zmuszeni pozostać w osadzie i zaczekać na pomoc, mimo że czują się tam bardzo nieswojo.

Brzmi to niczym scenariusz sztampowego horroru i na początku faktycznie go trochę przypomina. Autorka skrzętnie buduje tajemnice i świetnie stopniuje napięcie, dzięki czemu niepokojąca atmosfera jest bardzo mocno wyczuwalna. Los mieszkańców osady nie jest jasny, a ciekawie prowadzona historia sprawia, że krok po kroku poznajemy ich los. Niestety tytuł polskiego wydania na samym wstępie podpowiada co się właściwie stało. Jest to dolina umarłych.

Oryginalny tytuł „Ice Cold” może być tłumaczony dwojako. Przede wszystkim „lodowato zimny”, co odnosi się do mroźnej aury, wszechobecnej w powieści, lub można go również zrozumieć jako określenie osoby bezdusznej, bezuczuciowej, którą okazuje się być przywódca zgromadzenia zamieszkującego Królestwo Boże. Oryginalny tytuł świetnie pasuje do powieści i szkoda, że nie udało się osiągnąć podobnego efektu w polskim wydaniu. Oczywiście tłumaczenie tytułów nie jest rzeczą prostą i często wzbudza kontrowersje. Nie mniej jednak, wydaje mi się, że można było przynajmniej uniknąć zdradzania ważnego elementu fabuły, którym autorka wyraźnie nie chce się dzielić od samego początku.

Niewątpliwym plusem jest intryga, która w umiejętny sposób zostaje, w pewnym momencie, przełamana, co w żaden sposób nie powoduje utraty jej spójności. Historia z pozoru wydaje się prosta i schematyczna. Zagubieni bohaterowie, trafiający do tajemniczego miejsca, w którym nie czują się bezpiecznie. Nie da się ukryć, że nie jest to nowatorska idea. Ale kiedy następuje zmiana konwencji i powieść staje się kryminalno-sensacyjna, a akcja znacznie przyspiesza, to trudno się nie uśmiechnąć z zadowolenia. Finał powieści również jest dobrze skonstruowany i z wyczuciem zamyka całość.

Kolejnym wielkim plusem, który nie dał się nie mógł umknąć przy okazji lektury „Doliny Umarłych” są sceny medyczne, mające ogromny wpływ na odbiór całej powieści. Niestety spodziewałem się, że będzie ich trochę więcej. Podczas opisów operacji, sekcji zwłok czy w bardziej skomplikowanych rozmowach o medycynie, autorka stosuje pewien zabieg, który okazuje się bardzo pomocny czytelnikowi. Otóż Gerritsen wśród lekarzy biorących udział w danej scenie, umieszcza bohatera, który nie ma zbyt dużego pojęcia o medycynie. Postać ta jest żywo zainteresowana tym co się dzieje i zadaje trafne pytania, które z pewnością nasuwają się przeciętnemu czytelnikowi. Ta sztuczka powoduje, że jesteśmy w stanie bez trudu zrozumieć wszystkie medyczne zawiłości, a przy tym nie mamy poczucia, że jesteśmy niedouczeni i trzeba nam wszystko tłumaczyć jak dziecku.

Gerritsen w swojej powieści porusza trudny wątek wspólnot religijnych, które pod pozorem duchowej odnowy i obietnicy wiecznego życia, niekiedy działają na niekorzyść swoich wyznawców. Wykorzystywanie seksualne czy nieodpłatna praca, z której korzyści czerpią jedynie przywódcy duchowi, to sporym problemem, ponieważ ciężko go wykryć, a jeszcze ciężej zwalczyć.

„Dolina Umarłych” idealnie pasuje do moich preferencji literackich. Połączenie thrillera, kryminału i sensacji z medycyną, wyraziści bohaterowie, umiejętnie dozowane napięcie i zaskakujące nieco epickie zakończenie, to „to co tygrysy lubią najbardziej”. Nieznajomość wcześniejszych tomów w najmniejszym stopniu nie przeszkadzała mi w odbiorze tej powieści. Pora chyba zabrać się za robienie miejsca na półce, na kolejne książki z tej serii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *