Morderstwo doskonałe

John le Carré na początku lat 60. wprowadził nową postać do świata literatury. George Smiley to postać ciesząca się dużym uznaniem w Anglii, gdzie stała się ikoną popkultury na równi z Jamesem Bondem. Choć z agentem 007 nie ma wiele wspólnego.

George Smiley. Czy ta postać dużo Wam mówi? Nie? Spokojnie, dopóki nie przeczytaliśmy not o tej książce również niewiele o nim wiedzieliśmy. Jeżeli chodzi o brytyjskich super szpiegów najbardziej znany jest James Bond, ale bohater „Morderstwa doskonałego” również ma w Anglii określoną renomę. W końcu John le Carré jest mistrzem kryminału, a druga jej część tylko to potwierdza.

Autor przenosi nas do Anglii, do początku lat sześćdziesiątych. Pierwsze strony wprowadziły klimat jak z książek Agathy Christie: zamknięte środowisko prywatnej szkoły z tradycjami, ograniczony krąg podejrzanych, śledztwo polegające na dedukcji i powolnym sprawdzaniu wszystkich tropów. Emerytowany pracownik brytyjskich służb specjalnych przybywa do małego miasteczka Carne, gdzie spróbuje rozwiązać zagadkę śmierci Stelli Rode, żony nauczyciela w jednej z renomowanych szkół prywatnych. Przyjdzie mu się zmierzyć z licznymi problemami, w tym najważniejsze, czyli zdobycie zaufania wąskiego grona osób, związanych ze wspomnianą prywatną szkołą. Już w pierwszym rozdziale bardzo sprytnie nakreślone jest, że ten wątek przewijał się będzie przez całą lekturę.

George Smiley, bo o nim mowa, ma niewiele wspólnego ze wspomnianym wcześniej agentem 007. Jest starszy, grubszy, łysiejący, mniej zwinny, ponury i przechodząc ulicą wyróżniałby się tylko swoimi wielkimi okularami. Grzeczny, skromny, pozwalający innym na znęcanie się nad nim, to tylko kilka cech głównego bohatera, który za to nadrabia przebiegłością, opanowaniem i bezwzględnością. One przyczyniają się do osiągnięcia upragnionego celu i czynią go jednym z najlepszych szpiegów w Anglii. Bardzo cieszyło nas oderwanie od perfekcji brytyjskich szpiegów i ukazanie ich wad już przy pierwszej możliwej okazji.

Długość książki jest według nas jej atutem. Nic nie dzieje się w niej przez przypadek, autor jest oszczędny w słowa i zwraca w niej uwagę tylko na to, co istotne. Nie ma niepotrzebnych rozdziałów czy pobocznych wątków, które nie wpłynęłyby znacząco na zakończenie. Opowieść rozgrywana jest bardzo powoli, a każde słowo może być ważne w rozwikłaniu zagadki. Podczas lektury mieliśmy wrażenie jakbyśmy byli oprowadzani po wielkim muzeum, którego nawet najmniejszy szczegół był istotny, a przewodnik płynnie przeprowadzał nas z punktu A do B.

Niespodziewanie akcja bardzo szybko straciła swoje tempo i momentalnie lektura zaczęła nas nużyć. Co gorsza, odpowiedź na pytanie „kto zabił?” znana była niemal w połowie książki, a autor starał się ze wszystkich sił kombinować i wprowadzić w błąd czytelnika, co niekoniecznie mu się udało.

Na pewno nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie, czy George Smiley jest lepszym agentem od Jamesa Bonda, ale na podstawie tej książki wiemy, że jest równie skuteczny. „Morderstwo doskonałe” natomiast jest kryminałem  godnym polecenia. Książka napisana na początku lat sześćdziesiątych w niczym nie ustępuje współczesnej literaturze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *