On, Strejlau

W wywiadzie rzece Jerzemu Chromikowi udało się wspiąć na wyżyny dziennikarskiego rzemiosła. Autor nie tylko przedstawił życiowe i sportowe losy Andrzeja Strejlaua, legendarnego polskiego trenera, ale przede wszystkim ukazał nam jego prawdziwą twarz. Bez telewizyjnego pudru, słuchawek i mikrofonów.

Książka Jerzego Chromika składa się z 18 rozdziałów i nie jest to w żadnym wypadku liczba przypadkowa. W naszym kraju świadczy ona o pełnoletności obywatela, natomiast w książce „On, Strejlau” w mojej opinii sygnalizuje, z jakim tytułem będziemy mieli do czynienia. A dokładnie chodzi tu o jego tematykę. Tą najważniejszą jest piłka, to oczywiste, ale wydaje mi się, że Chromik w wywiadzie rzece z legendarnym trenerem uchwycił coś, co potrafią tylko mistrzowie dziennikarskiego fachu.

Na samym początku warto zaznaczyć, że pierwotnie nie miała się ona ukazać w formie wywiadu, a tradycyjnej biografii. Sęk w tym, że sam autor naturalnie kojarzony jest z rozmową, a jego rozmówca oraz zażyłość, jaka niewątpliwie między nimi istnieje, bardziej skłaniały ku wywiadowi. I muszę przyznać, że był to świetny pomysł. W głównej mierze dlatego, że rozmowa tylko podkreśla charakter bohatera. Moim zdaniem nadaje ona rytm czytelnikowi, w którym pochłania on każdy kolejny rozdział. Bo „On, Strejlau” to pozycja, którą pożera się z olbrzymia intensywnością. Dodatkowo, kto jak nie Chromik, byłby w stanie przerwać takiemu gawędziarzowi jakim jest Andrzej Strejlau?

Kim właściwie jest trener, który mi osobiście kojarzy się trochę z Adasiem Miauczyńskim z „Nic śmiesznego” Marka Koterskiego? Przytoczę najważniejszy monolog tego filmu: Ciągle we wszystkim byłem drugi. Na 1500 metrów drugi. Z polskiego drugi. W nogę drugi. Z zielnika drugi (…). I jak przyjrzymy się jego trenerskiej karierze w Polsce, to tych najważniejszych laurów nie zdobył. W najlepszym okresie narodowej reprezentacji był drugim trenerem. Z Legią Warszawa również nie udało mu się zdobyć mistrzostwa kraju. Później pracował już w krajowym związku, najpierw w Wydziale Szkolenia, później w Polskim Kolegium Sędziów. Dziś dobrze znamy go z telewizji, gdzie świetnie odnajduje się w roli eksperta i komentatora meczów piłki nożnej.

Na kilka miesięcy przed ukazaniem się tej książki, autor powiedział mi, że większość ludzi zna tego Strejlaua z telewizji – znawcę i nauczyciela futbolu o niepodrabialnym głosie – jego celem zaś było ukazanie go takiego, jakim jest na co dzień. Z jego lękiem do koni, miłością do psów i abstynencją alkoholową.

Oczywiście na 400 stronach dowiadujemy się skąd wywodzi się to charakterystyczne, obcobrzmiące nazwisko. Poznajemy szokujące losy głównego bohatera podczas II Wojny Światowej i zainteresowania piłką ręczną i boksem. Większą część tej książki nieopatrznie można odebrać jako boksowanie się autora ze znanym trenerem, bo Chromik nie unika trudnych tematów: reprezentacji Polski za czasów Kazimierza Górskiego, korupcji w polskim futbolu i konfliktu z Jackiem Gmochem. To wszystko w tej opowieści jest, a dzięki znakomitej pamięci Strejlaua i jego barwnemu językowi, jakby jeszcze mocniej wczuwamy się w czasy bliskie trenerowi.

Rozmowa dwójki przyjaciół jest dla mnie szczególna. Przyjemnie jest poczytać o ciekawych anegdotach z dawnych lat, poznać stosunek trenera do jego ateńskiego rywala, ale jestem Chromikowi wdzięczny za tę książkę, bo chociaż nie miałem okazji osobiście poznać pana Andrzeja, dzięki jego rozmowie poznałem trenera od strony prywatnej. „On, Strejlau” to książka o facecie zahartowanym w trudnych czasach, który nigdy nie chadzał na skróty, ale często szedł pod prąd. Opowieść o człowieku uczciwym, do bólu logicznym, który z żadnej strony nie pasował do ludzi przed laty rządzących polską piłką. Historia Strejlaua jest dla mnie dowodem na to, że można żyć tak jak się chce: bez układów i z nastawieniem na ciężką pracę. Przykładem tego, że w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji można być po prostu dobrym człowiekiem.

Książkę „On, Strejlau” przeczytałem w jedną noc i piszę to z pełnym przekonaniem: wrócę do niej jeszcze wiele razy. W jej ocenie nie przeszkadza mi również ostatni, trochę niepasujący do całości rozdział o aktywności bohatera na Twitterze. Wtedy akcja hamuje, można czuć zdezorientowanie. Jako całość dzieło Chromika jest książką wybitną, najlepszą książką sportową 2018 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *