Był sobie piłkarz

W historii polskiego futbolu widzieliśmy wielu niezwykle utalentowanych piłkarzy, którzy z różnych powodów nie wykorzystali swojego potencjału. Antoni Bugajski przedstawił sylwetki 40 zawodników, wybierając w większości postaci drugiego planu, „nie tylko z pierwszych stron gazet”. Jak potoczyły się ich losy, które czasem są nie mniej ciekawe od karier Zbigniewa Bońka, Grzegorza Lato czy Włodzimierza Lubańskiego?

Bohaterowie nieznani

Piłka nożna to taki sport, w których o piłkarzach pisze się wtedy, kiedy osiągają sukcesy, czynnie uprawiają swój zawód. Po odwieszeniu butów na kołku na ustach pozostają tylko ci najwięksi. Z dawnych czasów będzie to Kazimierz Deyna, Grzegorz Lato czy Zbigniew Boniek. Ze współczesnych nam byłby to Jerzy Dudek, a za jakiś czas na pewno Łukasz Piszczek, Jakub Błaszczykowski i Robert Lewandowski.

Antoni Bugajski poszedł innym tropem. Na prawie 300 stronach zmieścił czterdzieści wciągających, skondensowanych futbolowych opowieści. Dobór piłkarzy naturalnie był nieoczywisty – od medalistów mistrzostw świata, mistrzów olimpijskich, ale także dla graczy, którzy w najlepszym wypadku ledwie otarli się o kadrę narodową. Dziennikarz „Przeglądu Sportowego” nie ograniczył się jedynie do jednego okresu – opisywani bohaterowie pochodzą z różnych epok, od czasów przedwojennych, aż do momentu, gdy upadał mur berliński. I choć w moim przypadku nie jest to tak istotne, ale dla starszych na pewno wielką frajdę sprawiło przypomnienie sobie o piłkarzu, którego oglądało się na polskich boiskach bądź w reprezentacji.

Chciałoby się więcej i więcej

Cechą charakterystyczną tej lektury jest fakt, że każda z historii jest niezwykle krótka, nieprzekraczająca pięć bądź sześć stron. I tutaj na pierwszy rzut oka narzuca się poważny problem, który da się również w prosty sposób wytłumaczyć.

Zrozumiałe jest, że jeśli autor zdecydował się rozpisać z chirurgiczną precyzją karierę każdego zawodnika, to o tej pozycji mówilibyśmy jako o jednej wielkiej encyklopedii, która zajęłaby dobrą połowę półki na naszym regale. W tym przypadku jednak wyszła lekka lektura na jeden bądź dwa wieczory, którą możemy czytać w niemal każdych okolicznościach, bo książka Bugajskiego sprawi nam przyjemność w autobusie, w kolejce do lekarza, na przerwie w pracy czy podczas oczekiwania na znajomego w kawiarni.

Z drugiej jednak strony czytając o mniej lub bardziej znanym piłkarzu z przeszłości niemal za każdym razem korciło mnie, aby dowiedzieć się o nim jeszcze więcej niż zaledwie paru ciekawostek. I mówię tu naturalnie nie tylko o bardziej znanych postaciach (na przykład Andrzeju Iwanie, Jerzym Gorgoniu czy Janie Furtoku), ale także o tych, o których słyszałem po raz pierwszy. A naprawdę sporo się tego znalazło – dla mnie jako dzieciaka urodzonego w drugiej połowie lat 90. nieznanymi realiami były perturbacje i problemy, z jakimi mierzyli się zawodnicy pragnący zrobić karierę za granicą.

Od smaczków i anegdot aż po historie tragiczne

Bugajski nie mógł zmieścić wszystkich interesujących wydarzeń z życia jednego piłkarza w kilku stronach, dlatego opowieści kończyły się w momencie, gdy wydarzenia dopiero nabierały rozpędu. Być może idealnym rozwiązaniem byłoby zmniejszenie liczby bohaterów do dwudziestu, tak, aby nie pozostawiać czytelnika tak często z poczuciem niedosytu?

Niemniej wysiłków Antoniego Bugajskiego nie można pominąć. Autor z wieloma bohaterami rozmawiał osobiście, a gdy było to niemożliwe, kontaktował się z ludźmi, którzy na ich temat mieli coś ważnego i pożytecznego do powiedzenia. Nie zabrakło również smaczków związanych choćby z wielkimi meczami przeciwko gwiazdom światowego formatu, a także anegdot o trenerach takich jak Guus Hiddink czy Guy Roux. Ucieczki z kraju czy liczne sposoby na uniknięcie obowiązkowej służby wojskowej? Mamy tu tego multum.

I choć nie zawsze wspomnienia piłkarzy po kilkudziesięciu latach pokrywają się z tym, jak było naprawdę i brakuje w nich nutki obiektywności, to podczas lektury odczułem, że często zapomniani bohaterowie mieli prawdziwą frajdę otrzymując miejsce wśród wyjątkowych postaci polskiej piłki. A przecież w gronie tych zawodników nie brakuje historii smutnych, pechowych czy nawet tragicznych (jak kontuzja oka dobrze zapowiadającego się bramkarza Czesława Boguszewicza czy śmierć pod kołami samochodu Henryka Alszera).

Po prostu dobra książka o polskim futbolu

Choć od samego początku o tej pozycji nie było głośno i nie znajdziecie jej wielu ocen czy recenzji, to cieszę się, że sięgnąłem po „Był sobie piłkarz”. Po Antonim Bugajskim oczekiwałem dobrej lektury, z której dowiem się wielu nowych rzeczy o polskim futbolu sprzed kilkudziesięciu lat.

Niemal każda z tych czterdziestu fascynujących historii zasługuje na oddzielną książkę, a mając w głowie film „Gwiazdy” opowiadający o losach Jana Banasia jestem pewny, że te opowieści obroniłyby się nawet na dużym ekranie. Jest w nich przecież wszystko – chęć ucieczki do lepszego świata, walka z systemem, w której często determinacja i spryt przegrywają z bezsilnością oraz twardymi zasadami.

Lecz najważniejsza w tym wszystkim jest piłka, a co za tym idzie sportowe wzloty i niemal zawsze towarzyszące im upadki. Nie każdemu udało się zrobić wielką karierę i nie każdy zasługuje na laury tak jak Zbigniew Boniek, Kazimierz Deyna, Grzegorz Lato czy wkrótce Robert Lewandowski. Ale każdemu z bohaterów należy się pamięć i szacunek. Taki był cel Bugajskiego na tę książkę. I udało mu się go osiągnąć.

Zostaw po sobie ocenę!
Twitter | Moje recenzje
Spodobał Ci się ten artykuł? Udostępnij go znajomym!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.