okładka książki "Narzeczone Chopina" Magda Knedler
Książka "Narzeczone Chopina" Magda Knedler

„Narzeczone Chopina” Magda Knedler – recenzja

„Narzeczone Chopina” Magdaleny Knedler to nie jest pozycja łatwa i przyjemna w lekturze, ale zdecydowanie warta lektury. Z uwagi na sposób opowieści, nakreślenia bohaterów i przemycanej przy okazji historii.

Post powstał we współpracy autora recenzji z Wydawnictwem Mando.

„Narzeczone Chopina” – ulubiona pozycja Magdy Knedler

Najnowsza książka Magdy Knedler, „Narzeczone Chopina”, to w dużej mierze opowieść o czterech kobietach po uszy zakochanych w mistrzu. Nie mogę jednak zgodzić się z opiniami, że legendarny kompozytor jest tutaj postacią drugoplanową. Chopin oczywiście łączy Konstancję Gładkowską, George Sand, Jane Stirling i Marię Wodzińską, ale to również jest opowieść o nim. Na równi z historiami czterech bohaterek poznajemy Fryderyka, który na pewno miał głowę do muzyki, ale kompletnie nie radził sobie w życiu. Tym uczuciowym również.

Język powieści

Pierwszą kwestią na którą chciałbym zwrócić uwagę przy okazji „Narzeczonych Chopina” jest język. Cała książka podzielona jest na wypowiedzi czterech bohaterek przedzielonych relacjami dziennikarza. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie. Dlatego czytając „Narzeczone Chopina” Knedler poznacie cztery zupełnie różne kobiety. Mówiące charakterystyczną mową, inaczej wartościujące świat, odmiennie podchodzące do życia i w inny sposób rozumiejące zachodzące na świecie zmiany. Nie mam pojęcia, jak Knedler to zrobiła. Ale po mistrzowsku oddała język czterech (a właściwie pięciu) różnych (narodowościowo, materialnie, intelektualnie) postaci.

"Narzeczone Chopina" Magda Knedler
Książka „Narzeczone Chopina” Magda Knedler

Bohaterowie książki Magdy Knedler „Narzeczone Chopina”

Druga kwestia to wszyscy bohaterowie. Każdy z nich pokazany został w tej książce bardzo ludzko. Jako ludzie realni, wyznający ideały i myślący stereotypami tamtych czasów. Gratuluję Magdzie Knedler pomysłu na fabułę. Dla mnie jednak największym smaczkiem „Narzeczonych Chopina” jest to, że cztery kobiety opowiadają o wszystkim, będąc już na ostatniej prostej swego żywota. Dzięki temu możemy się dowiedzieć, jak myśleli ludzie XIX wieku. I PRZEDE WSZYSTKIM jak oceniali czasy, w jakich przyszło im żyć. Fani historii, a szczególnie tej epoki, będą wielokrotnie odpływać z rozkoszy.

Historia

Kolejna kwestia to właśnie historia. Chcę o niej jeszcze trochę napisać, bo moim zdaniem na pierwszy rzut oka, może to być temat niedoceniany. Bo przecież mamy kobiety, które sobie wspominają ukochanego, mamy Chopina, którego podejście do płci pięknej jest dyskusyjne. Ale równocześnie epokę romantyzmu, przedstawioną w genialny sposób. Dlaczego? Bo to nasze bohaterki opowiadają o tym, co widziały na własne oczy lub co przeżyli ich bliscy. Mamy tu zatem powstanie listopadowe, jego genezę i skutki, rewolucję francuską i podejście do niej ówczesnych elit Paryża, epidemię cholery, ale w końcu też sytuację kobiet zdominowanych przez egoistycznych mężczyzn, byt różnych warstw społecznych. Kulis życia gwiazd również nie zabrakło.

Geniusz dążący do autodestrukcji

Po lekturze tej jakże ciekawej książki, przepełnia mnie smutek. Chopin na emigracji był człowiekiem dążącym do autodestrukcji. Facetem z odbezpieczonym granatem w kieszeni, z jednej strony szukającym miłości podobnej do tej zaznanej jeszcze w Warszawie i z drugiej potrzebującym kobiety, która przedłuży jego życie o kolejny dzień. Przez to rykoszetem oberwały George Sand i Jane Stirling, ich opowieści są zresztą w tej książce najbardziej dramatyczne i poruszające. I chociaż „Narzeczone Chopina” to najsmutniejsza książka, jaką przeczytałem w tym roku, Magda Knedler zyskała kolejnego fana.

Jeśli spodobały ci się ten materiał, może zainteresuje cię również „Zaginione dziewczyny”!

Więcej ciekawostek o literaturze znajdziesz na naszym Facebooku i Instagramie!

5/5 - (1 vote)
Moje recenzje
Spodobał Ci się ten artykuł? Udostępnij go znajomym!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.