TOP 5 najlepszych książek przeczytanych w 2020 roku

Blisko 40 książek przeczytanych w 2020 roku. Które z nich były najlepsze? Wybrałem pięć najciekawszych pozycji, które w ciemno możecie brać do ręki.

1. „Miedziaki” – Colson Whitehead

Nie będę ukrywał, że jakoś tak bliżej mi do książek trudniejszych w odbiorze. Wydaje mi się, że naczelnym celem literatury jest wymuszanie na czytelniku myślenia, często nawet brutalne wyrwanie go ze strefy komfortu. I taka była właśnie pozycja Colsona Whiteheada: chociaż fikcyjna opowieść, to powstała na bazie prawdziwych miejsc, wydarzeń i ludzkich historii. Napisana znakomitym, prostym – ale nie prostackim – językiem, bez niepotrzebnych upiększeń mocno trafia w serce człowieka.

Fragment mojej opinii:

„Realia tamtych czasów zostały w „Miedziakach” oddane wręcz po mistrzowsku. Z perspektywy Afroamerykanów widać, że chociaż nadzieja jest wśród nich wszechobecna, to i tak w tym świecie rządzą biali, a Ameryka jest wyraźnie podzielona na lepszych i gorszych. Tamtą rzeczywistość widzimy oczami głównego bohatera – Elwooda Curtisa. Sympatycznego czarnoskórego chłopca, pochodzącego z rozbitej rodziny, który mieszka z babcią, ale robi wszystko, aby w przyszłości być kimś. Uczy się pilnie, po szkole dorabia, by odłożyć pieniądze na wymarzone studia. Nauczony przez swoją babkę zawsze postępować właściwie, tak próbuje żyć, aż w końcu trafia do zakładu poprawczego”.

Całą recenzję znajdziesz TUTAJ

2. „Król” – Szczepan Twardoch

To było moje drugie spotkanie z tym – moim nieskromnym zdaniem – jednym z najlepszych współczesnych polskich pisarzy. Wcześniej była „Morfina” przeczytana na potrzeby zajęć z literatury współczesnej, teraz „Król” przed oglądaniem serialu. Jak ta powieść Twardocha wypada na tle tej wcześniejszej? Na pewno mniej zabolała mnie ta lektura, samo czytanie było wielką przyjemnością, bo język autora z każdą powieścią jest coraz lepszy, a sam temat… W skrócie traktuje o szeroko rozumianej obecności, sile zła oraz naturze ludzkiej. Czyli znowu mamy tzw. ciężary intelektualne, ale jak już wspominałem, lubię takie boksowanie.

Fragment mojej opinii:

„Na sam koniec zostawiłem sobie bohatera drugoplanowego, czyli Warszawę w 1937 roku. Twardoch w „Królu” nie zmienił swojego stylu, nadal jest on ostry, a nawet wulgarny. Cała stolica w tej historii jest pogrążona w przemocy, a ta w swoje sidła wzięła po prostu wszystkich. We wstępie napisałem, że nie jest to książka łatwa, ale jakoś specjalnie piękna również nie jest. Jeżeli wycisnęlibyśmy „Króla” niczym szmatę, to w misce znaleźlibyśmy dużą ilość krwi – tak brudna jest to historia”.

Całą recenzję znajdziesz TUTAJ

3. „Kopalnia – sztuka futbolu #5” – wielu autorów

Na najniższym stopniu podium umiejscowiłem ją z uwagi na bliską mi tematykę, uprawiany zawód oraz fakt, że jest to najlepsza pozycja sportowa jaką przeczytałem w 2020 roku. Tematem przewodnim jest porażka w piłce nożnej, a najciekawsze i najważniejsze opisane tematy to doping w olimpijskiej kadrze Janusza Wójcika oraz problem czterech bramek zdobytych przez Ernesta Wilimowskiego na mundialu we Francji w 1938 roku.

W projekcie Piotra Żelaznego biorą udział najlepsi dziennikarze w kraju, biorąc tytuł do ręki macie państwo od razu gwarancję wysokiej jakości. Mamy zatem tutaj dziennikarstwo na najwyższym poziomie, do tego wspaniale wydane, bo szata graficzna i zdjęcia są dobrane po mistrzowsku!

4. „Codzienność. Sierpień – wrzesień 1944” – Teresa Sułowska-Bojarska

Myślę, że po „Miedziakach” największe zaskoczenie 2020 roku. Co prawda czytałem tę książkę podczas izolacji i choroby, dlatego mogłem być bardziej skory do wzruszeń, ale nie zmienia to faktu, że wspomnienia Teresy Sułowskiej-Bojarskiej to w tym gatunku jedna z najlepszych pozycji jakie czytałem w swoim życiu. Z ręką na sercu stawiam ją na tym samym poziomie co „Inny świat” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego oraz „Zdążyć przed panem Bogiem” Hanny Krall.

Fragment mojej opinii:

„Jest jednak w „Codzienności…” coś wyjątkowego. Po pierwsze osoba samej autorki i sposób w jaki przedstawia dramat tamtych czasów. Teresa Sułowska-Bojarska w momencie wybuchu powstania miała 21 lat. Pełnoletniość osiąga się w wieku 18 lat, ale jak jest z tą dojrzałością? Na własnym przykładzie wiem, że potrzeba na nią czasu, ale ludzie, których dotknęło piekło II Wojny Światowej jego nie mieli. W opowieści „Klamerki”, bo taki pseudonim miała w podziemiu, zachowany został brak dystansu do opisywanego świata. Ten sposób narracji uderza w nas mocno, ale dzięki temu nadaje lekturze wyjątkowości”.

Całą recenzję znajdziecie TUTAJ

5. „Farma lalek” – Wojciech Chmielarz

Pierwsza książka przesłuchana przeze mnie w całości podczas treningów biegowych. 2020 rok był pod tym względem taki sobie, bo we wspólnych startach nie brałem udziału, na szczęście dzieliłem ten czas na słuchanie lektur, a lepiej wybrać nie mogłem. Wojciech Chmielarz to dla mnie mistrz polskiego kryminału, a seria z Jakubem Mortką to jeden z najlepszych cyklów w historii.

Fragment mojej opinii:

„Cechą charakterystyczną tej pozycji jest wartka akcja, błyskawiczna zmiana napięcia i podsuwanie sporej liczby mylących tropów. Dzięki temu do samego końca właściwie nie wiadomo, o co do cholery tutaj chodzi? Tajemnicą nie jest bowiem tylko ten motyw ze znalezionymi martwymi kobietami. Znakiem zapytania jest również sam sprawca, co do którego w trakcie lektury mamy wiele podejrzeń, a jego nazwisko zmienia się wielokrotnie”.

Całą recenzję przeczytacie TUTAJ

Zostaw po sobie ocenę!
Spodobał Ci się ten artykuł? Udostępnij go znajomym!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *