Byłbym zapomniał…

Autobiografia Cezarego Pazury wybija się spośród wielu podobnych tytułów dostępnych na polskim rynku. Głównie dlatego, że autor sam ją napisał i zaprosił nas w książce do swojego życia. Dzięki intymnej relacji z czytelnikiem, wzmocnionej szczerością i charakterystyczną cechą opowieści Pazury poznaliśmy ludzką twarz gwiazdy ekranu.

Ilu jest polskich aktorów, których sława rozbija się od Bałtyku aż po Tatry. Od Hrubieszowa aż do Cedyni. Janusz Gajos? Jerzy Stuhr? Myślę, że tak, ale bez względu na to, w jakiej polskiej miejscowości się znajdziecie, Cezarego Pazurę skojarzą wszyscy. Bo wszyscy znają śmiesznego Czarusia, na którym w latach 90. (później zresztą też) wychowały się miliony dzieci. Osobiście uważam go za symbol polskiej komedii, a temu kto w to nie wierzy, zalecam przejrzeć filmografię z lat 90. i na początku XXI w. W zdecydowanej większości główną rolę gra tam Cezary Pazura.

Proszę zwrócić uwagę na czas, który opisałem powyżej. Autor i zarazem główny bohater książki „Byłbym zapomniał” największą popularność miał ponad 20 lat temu. I gdyby nie ta autobiografia (o czym za chwilę) i utworzenie swojego kanału na Youtubie, wszyscy postrzegalibyśmy go przez pryzmat tamtych czasów i odgrywanych ról. Dopóki nie odkryłem jego nowej aktywności w Internecie, sam tak go widziałem. Przecież był moim Czarkiem z ekranu: wspaniałym, śmiesznym, idealnym, najlepszym, pozytywnie szurniętym. A jednocześnie tak poważnym, honorowym i zawziętym jak w „Psach” Władysława Pasikowskiego.

Ten obraz zmienił się już w momencie regularnego oglądania jego kanału, gdzie zobaczyłem ludzką twarz. Odartą z pudru i kreacji ściśle rozpisanych w scenariuszu. Cezary Pazura stał się szczerym gościem, który na swoich barkach dźwiga ciężar swojego życia: dzieciństwa, dorastania, późniejszych decyzji i ich konsekwencji. Co więcej, on tym wszystkim chce się podzielić z każdym z nas.

I taka jest właśnie jego autobiografia. W swoich filmikach Pazura zaprasza nas do swojego domu, a w „Byłbym zapomniał…” wprowadza nas do swojego życia. Najważniejszą cechą tej książki jest to, że autor robi to w charakterystyczny dla siebie sposób: otwarcie i szczerze dzieli się swoimi przeżyciami i w każdym rozdziale, na każdej stronie, dba o intymność tej relacji. Wielokrotnie podczas lektury miałem świadomość, jakbym siedział z nim w jego salonie, obok porozrzucane były zdjęcia bohaterów jego historii, a on w swój charakterystyczny sposób mówił i mówił. Nie zanudzał, ale po prostu mówił.

Dlatego w „Byłbym zapomniał…” właściwie poznajemy człowieka, który dzięki ciężkiej pracy i determinacji w swojej profesji doszedł na sam szczyt. Jest mowa o jego początkach w zawodzie, pierwszych rolach, przełomowych momentach, całej branży, ale dominuje w książce obraz człowieka, który jest jakby obok tego wszystkiego. Praca jest dla niego ważna, ale przez całe swoje życie w jego centrum stała rodzina i przyjaciele, od których – mimo wielu zgrzytów – nigdy się nie odwrócił. Trzeba również przyznać, że „Byłbym zapomniał…” to w głównej mierze książka o dzieciństwie aktora. Pazura wraca do wielu sytuacji ze swych najmłodszych lat, przedstawia na ich podstawie swoje spojrzenie na wiele spraw, takich jak np. życie, wiara czy szacunek do rodziców.

Olaf Lubaszenko w pierwszym zdaniu na okładce napisał: „W powodzi wywiadów rzek, biografii i autobiografii Byłbym zapomniał… wyróżnia się nie tylko oryginalną formą, ale przede wszystkim interesującą treścią”. I nie mogę nie zgodzić się z przyjacielem autora. Pazura w związku z tym, że sam napisał całą książkę, naznaczył opowieść własnym stylem mówienia. Jest skakanie z tematu na temat, jest trochę chaosu, ale nie można mu odmówić szczerości i znakomitej pamięci do wydarzeń. Jeśli dodamy do tego intymny charakter, jaki udało się Pazurze nawiązać z czytelnikiem, mamy nie tylko klasyczne podsumowanie dotychczasowej bogatej kariery. „Byłbym zapomniał…” to przede wszystkim poznanie ludzkiej odsłony bardzo znanego aktora oraz tego, jak ocenia on swoje życie.

Uważam również, że nie można tej pozycji traktować jako rozliczenie z całym swoim istnieniem. Pominięcie pewnych wątków i gwałtowne urwanie akcji odbieram jako zapowiedź kolejnej, być może ostatecznej części jego biografii. Mam tylko nadzieję, że tę również napisze sam, bo przy „Byłbym zapomniał…” bawiłem się znakomicie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *