Farma lalek

Ileż razy można polecać serię z Jakubem Mortką Jakuba Chmielarza, chociaż przeczytało się jedynie pierwszą część? Długo było mi głupio z tym pytaniem, dlatego sięgnąłem po kolejną książkę z tego cyklu. I nie zawiodłem się, aczkolwiek „Farmę lalek” w całości przesłuchałem w audiobooku, a to zawsze inne wrażenie czytelnicze.

Naprawdę długo chodziła za mną ta książka, bo wrażenia po przeczytaniu „Podpalacza”, który był pierwszą częścią serii o komisarzu Mortce, miałem bardzo pozytywne. Na blogu znajdziecie moje recenzje „Rany” i „Żmijowiska”, ale nie byłoby ich, jak również mojej sympatii do Wojciecha Chmielarza, gdyby nie ta pierwsza pozycja. W końcu postanowiłem połączyć przyjemne z pożytecznym, czyli swoje treningi biegowe ze słuchaniem audiobooków i na pierwszy ogień poszła „Farma lalek”.

Perypetie komisarza

W drugiej części przygód z Mortką wracamy do wydarzeń przedstawionych w „Podpalaczu”. Nasz bohater w konsekwencji finału tamtej książki karnie ląduje w Krotowicach, małym miasteczku w Karkonoszach. Oficjalnie jednak uczestniczy w programie „Most”, który ma dać policjantom szansę na zdobycie nowych doświadczeń w innych niż codziennie warunkach. Z perspektywy samego komisarza jest to urlop: w końcu trafił do małej mieściny, gdzie główne przestępstwa to kradzieże i bójki. Dla speca od zabójstw to jak przeniesienie na skrzyżowanie.

Dla Mortki to idealny moment na naprawienie relacji rodzinnych (była żona z dziećmi odwiedza go zresztą w Krotowicach), możliwość zadania sobie popularnego: jak mam dalej żyć? A czasu na pewno nie zabrakłoby mu również na znalezienie na nie odpowiedzi. Życie jednak napisało inny scenariusz, komisarz nie będzie miał możliwości na spokojną egzystencję, a do tego spotkanie nowej tajemniczej kobiety zmieni jego dalsze życie. I jak mniemam, naznaczy je również na dalsze części serii.

Portret lokalnej społeczności

Sytuację Mortki w Krotowicach do góry nogami wywraca zaginięcie jedenastoletniej Marty. Policja szybko odnajduje pedofila, który przyznaje się do gwałtu i morderstwa, i zapewne wszystko było fajnie, gdyby nie sam komisarz. Ten podczas poszukiwań dziewczynki w nieczynnej od lat kopalni uranu znajduje okaleczone ciała kobiet. Kim one są? Dlaczego tam trafiły? I w jakich okolicznościach? Od tego momentu znalezienie odpowiedzi na te pytania stają się głównym wątkiem powieści.

Tym tematem żyjemy wspólnie z całą społecznością Krotowic, bo oczywistym staje się, że w tak małej miejscowości natychmiast nie mówi się o niczym innym. I w tym momencie wielkie słowa uznania należą się autorowi za to, że płynnie przeniósł akcję swojej serii z Warszawy na peryferia oraz to w jaki sposób zdołał przedstawić obraz małego miasteczka. Ci co pamiętają „Podpalacza” to kojarzą jak Chmielarz potrafił oddać opozycję źli-dobrzy mieszkańcy stolicy. Okazuje się, że w Krotowicach jest podobnie, tylko głównym antagonizmem jest tutaj relacja Polacy-Cyganie. Do tego w tak małej mieścinie każdy zna się z każdym, jeden zależy od drugiego i ta niewidzialna nic wzajemnych powiązań jest tutaj doskonale oddana.

Ostatnio czytałem „Króla” Szczepana Twardocha i tak jak w tej wspomnianej powieści bez cenzury opisany jest stosunek Polaków do Żydów przed II wojną światową, tak w „Farmie lalek” autor perfekcyjnie oddaje życie dwóch różniących się od siebie społeczności. Ze wszystkimi zaletami i wadami, bez lukrowania i wybielania każdej ze stron.

Chmielarz Spielbergiem polskiego kryminału?

Wracam do akcji powieści, bo z niej zasłynął Chmielarz w „Podpalaczu”, a w drugiej części serii jest z tym chyba jeszcze lepiej. Być może wpływ miał na to długi okres przerwy w lekturze tych książek, ale słuchając audiobooka tylko podczas treningów miałem dodatkową motywację na częstsze treningi. W „Farmie lalek” dzieje się bowiem tyle, że całą historię słucha się z zapartym tchem.

Cechą charakterystyczną tej pozycji jest wartka akcja, błyskawiczna zmiana napięcia i podsuwanie sporej liczby mylących tropów. Dzięki temu do samego końca właściwie nie wiadomo, o co do cholery tutaj chodzi? Tajemnicą nie jest bowiem tylko ten motyw ze znalezionymi martwymi kobietami. Znakiem zapytania jest również sam sprawca, co do którego w trakcie lektury mamy wiele podejrzeń, a jego nazwisko zmienia się wielokrotnie.

Chmielarza jako autora cenię sobie również ze względu na jego umiejętność budowy postaci. I nie chodzi tutaj tylko o Mortkę. W jego powieściach bohaterowie pełnią określoną funkcję w przedstawianej historii, a o każdym dowiadujemy się tyle, że możemy wyrobić sobie konkretny stosunek. W „Farmie lalek” autor „Żmijowiska” wszedł na naprawdę wysoki poziom, bo musiał stworzyć osoby z małych miejscowości, które przecież różnią się od warszawiaków. A do tego dochodzi jeszcze wątek cygański i jego wpływ na Polaków. Naprawdę wielkie brawa.

„Farma lalek” to bardzo udana kontynuacja przygód Jakuba Mortki, a jeśli dodamy do tego mocno rozwinięty osobisty wątek głównego bohatera, to muszę przyznać, że jest to książka lepsza nawet od „Podpalacza”.

Zostaw po sobie ocenę!
Moje recenzje
Spodobał Ci się ten artykuł? Udostępnij go znajomym!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.