Tom Cruise zepsuł Jacka Reachera

W naszej pierwszej recenzji z cyklu #Najpierwksiążkapóźniejfilm na warsztat wzięliśmy film “Jack Reacher. Jednym strzałem”, który powstał na podstawie powieści Lee Childa. Kryminał amerykańskiego autora wywarł na nas tylko pozytywne emocje, niestety tego samego nie możemy powiedzieć o dziele wyreżyserowanym przez Christophera McQuarriego.

Bardzo często spotykamy się z opiniami, że zdecydowanie łatwiej jest obejrzeć film, aniżeli przeczytać książkę, na podstawie której historia z danego dzieła została przeniesiona na wielki ekran. Z tym, że tak jest łatwiej nie zamierzamy polemizować – to oczywiste. Inna sprawa, czy to jest najlepsze rozwiązanie? Mało jest książek, których adaptacje przerosły tytuł napisany przez autora. Co więcej, zdecydowana większość nie dorównuje historiom spisanym na papierze. Dlatego postanowiliśmy od czasu do czasu wrzucać recenzje filmów, których książki wcześniej przeczytaliśmy i zrecenzowaliśmy. Bo jesteśmy wyznawcami zasady: Najpierw książka, później film!

Pierwszy zgrzyt pojawia się już na samym początku i w zasadzie nie chodzi tu o rozpoczęcie filmu, a szukanie jakichkolwiek informacji odnośnie tej produkcji. Rolę głównego bohatera w „Jednym strzałem” gra Tom Cruise. Aktor znany chociażby z kultowej i skądinąd bardzo dobrej serii Mission Impossible naprawdę dobrze czuje się w filmach akcji. Dobrze do tego stopnia, że większość z nich sam odgrywa, praktycznie nie korzystając z pomocy kaskaderów. I to naprawdę jest spory plus, problem w tym, że wzrost amerykańskiego aktora i jego wygląd nijak mają się do opisu postaci w książkach Lee Childa. Cruise nie jest potężnie zbudowanym, umięśnionym, a nawet zwalistym facetem, który ma problemy ze swobodnym wyjściem z ciasnych samochodów. Jego 170 cm wzrostu wygląda po prostu śmiesznie i nierealistycznie. Wyobrażacie sobie, że w rolę Batmana wcieli się jakiś konus? My też nie i Cruise pasuje tu jak japonki do kościoła. 56-letni aktor jest jednak jednym z producentów filmu i domyślamy się, że taki był też jego warunek uczestniczenia w tym projekcie. Szkoda.

Drugi zgrzyt pojawia się w momencie odwzorowania finałowej sceny książki. U Childa trwa ona około 30 stron, a kto czytał jego kryminały, ten wie, że finał każdej z nich jest perełką gatunku: efektownym, po mistrzowsku dopracowanym brylantem. U Christophera McQuarriego jest ona przerobiona na własną modłę (i zapewne potrzeby scenariusza lub ograniczenia budżetowe) uboższą wersją papierowej wersji. Autorzy scenariusza w znacznym stopniu odbiegli w tym momencie od scenariusza, zrezygnowali z ciekawej i elektryzującej historii z podkradaniem się do domu na pustkowiu. W dodatku z każdej strony świata naszpikowanego kamerami noktowizyjnymi. W filmie zastępuje ją sztampowa walka w kamieniołomie. Innymi słowy poziom emocji gwałtownie spada do tych znanych z oglądania serialu „Kryminalni”.

Jeśli pominiemy fabularne skróty i nie znamy pierwowzoru Jacka Reachera z książki, „Jednym strzałem” to całkiem zgrabny film akcji. Z ciekawą historią, barwnie rozpisanymi dialogami i nietuzinkowymi tekstami głównego bohatera (akurat tutaj jest to zasługą Lee Childa), scenami walk wręcz, da się to oglądać. I pewnie czerpać z tego jakąś satysfakcję. Ja po przeczytaniu książki (zarówno tej konkretnej jak i kilku innych o Jacku Reacherze) strasznie się męczyłem. Film Christophera McQuarriego to bardzo dobry przykład tego, że książka jest o wiele ciekawsza, ma większą wartość niż jej późniejsze przeniesienie na ekrany kin.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *