Uwikłanie

Uwikłanie” Zygmunta Miłoszewskiego otwiera cykl autora o najbardziej popularnym w Polsce prokuratorze Teodorze Szackim. Powieść z ciekawą, intrygującą historią z mocno rozwiniętym motywem psychologicznym oraz ciekawymi bohaterami. To oni na czele z łącznikiem całej serii sprawiają, że utożsamiamy się z ich życiowymi historiami i trwamy przy nich do samego końca książki.

Przyznaję, że od dawna chciałem sprawdzić Zygmunta Miłoszewskiego i jego serię z Teodorem Szackim. Prokuratorem, o którym mówiło się sporo: na podstawie tej książki nakręcono film, ale już wiem, że sporo zmieniono (m.in. prokuratorem była kobieta, a akcja powieści z Warszawy przeniosła się do Krakowa). W filmie opartym na kolejnej części przygód, w roli głównej wystąpił już Robert Więckiewicz. To wszystko pokazuje jak ważną postać wykreował Miłoszewski, co dodatkowo zostało potwierdzone również poza granicami naszego kraju.

W „Uwikłaniu” wątek kryminalny od samego początku jest bardzo ciekawy. Po jednej z sesji psychoterapeutycznych w klasztorze w centrum Warszawy ginie jeden z pacjentów. Podejrzanymi od razu stają się trzej pozostali oraz terapeuta, a śledztwo rozpoczyna się od tych najprostszych (najoczywistszych) zarzutów. Co ciekawe autor do budowy tego wątku użył koncepcji „ustawień rodzinnych” alternatywnego psychologa Berta Hellingera. To tylko uprawdopodabnia całą historię, a Miłoszewski porusza również aspekt psychologiczny. Nie tylko wobec ofiary „zabójczej” terapii i wszystkich jej uczestników, ale również obejmuje ona samego Szackiego, który na naszych oczach zmienia się w wątpliwego, zgryźliwego pracownika państwowego i niezadowolonego męża.

Najlepsi w „Uwikłaniu” są bohaterowie. Sam Teodor Szacki, jak wiadomo, jest łącznikiem całej serii i głównym spoiwem historii przedstawionej przez Miłoszewskiego, ale właściwie każdy bohater książki jest znakomicie poprowadzony. Postać prokuratora, który zamiast rozwiązywać sprawy kryminalne, tonie w papierkowej robocie, a do tego nie jest w stanie spełnić wszystkich swoich zachcianek z racji nieadekwatnych zarobków. Dodatkowo mężczyzna przechodzi kryzys małżeński (jego żona jest zagorzałą fanką warszawskiej Legii!), co przeradza się w romans z młodą dziennikarką.

Pozostali bohaterowie również przedstawieni są w ludzki sposób. Tam nie ma żadnego fałszu, czy to z Szackim, czy z każdym uczestnikiem terapii (nawet z samym terapeutą) możemy się utożsamiać. Każda z postaci maluje się przed nami klarownie i intrygująco, a ich zagmatwane losy dodają nam tego kryminalnego smaczku.

Szkoda tylko, że Miłoszewski całą tę historię, tak drobiazgowo i ciekawie tkaną, psuje trywialnym zakończeniem. Takie same odczucie miałem przy okazji filmu z Mają Ostaszewską w roli głównej i wtedy liczyłem na to, że ten zabieg jest jedynie fanaberią reżysera. Teraz okazało się, że wyjaśnienie historii oparte na motywie spisku służb dawnego ustroju, które nadal dobrze funkcjonują po 1989 roku, opisał sam autor. Wprowadza on do powieści Popiełuszkę, departament do walki z Kościołem, politykę i wielki biznes.

Nie chciałbym zarzucać autorowi tandeciarstwa i pójścia w tani populizm (książka powstała w 2007 roku, to był okres zmiany u władzy w polskim państwie), ale ja nie kupuję zabiegu uatrakcyjnienia wątku właśnie w ten sposób. Zwłaszcza, że przez znaczną część książki opisuje się dramat ludzki wszystkich uczestników terapii.

Mimo tego końcowego zgrzytu, „Uwikłanie” to ciekawy kryminał, który warto przeczytać. Zwłaszcza ze względu na postać głównego bohatera, który w polskiej literaturze jest wyjątkiem. Przy nadmiarze różnej maści policjantów mamy bezkompromisowego prokuratora o ludzkiej twarzy. Ten ostatni aspekt powoduje, że kurczowo trzymamy się tej lektury i wspólnie z Szackim przeżywamy wszystkie jego rozterki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *