„Prosta sprawa” otwiera cykl z Bezimiennym Wojciecha Chmielarza – jednej z najbardziej oryginalnych postaci w polskiej literaturze sensacyjnej. Nic zatem dziwnego, że powieść bardzo szybko została przeniesiona na małe ekrany. Z jakim skutkiem?
Na samym początku musimy sobie wyjaśnić jedną kwestię: w redakcji jesteśmy bardzo krytycznie nastawieni do ekranizacji i adaptacji książek. Nie chodzi tu nawet o sam fakt, że jakiś autor będzie miał swój pomysł na realizację i nam się nie spodoba. My, a szczególnie ja, obawiamy się tego, że samego konceptu nie będzie.
„Prosta sprawa” serial. Jakie problemy z powieścią Wojciecha Chmielarza?
W przypadku „Prostej sprawy” Wojciecha Chmielarza problem tylko pozornie wydawał się mniejszy niż w przypadku wielkich, doskonale znanych wszystkim powieści. Pierwsza część serii z Bezimiennym otwiera cykl powieści sensacyjnych: o żadnej legendzie nie ma tutaj mowy.
Gdzie zatem widziałem największe możliwe problemy? Pierwszy, najbardziej oczywisty: odtwórca głównej roli. Doskonale pamiętam niezbyt udaną próbę uczynienia z Toma Cruise’a Jacka Reachera i ciary żenady w kinie, że aktor o tak wątłej posturze został zaangażowany w ten projekt. Ale napisy końcowe wiele nam wyjaśniły. Tam nie chodziło o posturę i obwód w klacie, a kasę.
Przeczytaj również: Wojciech Chmielarz – kolejność czytania książek
Kolejne kwestie to rozwiązanie niektórych wątków fabularnych, przeniesienie sensacyjnej historii na strony serialowego scenariusza i na koniec dobór aktorów do ról drugoplanowych. W przypadku „Prostej sprawy” wątek Czarnego był kluczowy i najtrudniejszy do zrealizowania. Zaczynając od samej historii postaci, po wkład w historię tego tytułu i kolejnych.
Nie można przeceniać również kwestii scenariuszu: to bowiem największy problem polskich seriali, a historia musi być nie tylko ciekawa, ale również wciągająca od początku do końca. A odtwórcy ról drugoplanowych? Czy tego chcemy, bardzo często to oni ciągną całe story.
Dlaczego twórcom serialu „Prosta sprawa” wyszło to, na czym najczęściej wykładają się inni?
Przede wszystkim dlatego, że mieli szczęście. Odpowiedni układ klocków spowodował, że Cyprian T. Olencki najpierw w 2021 roku zaangażował w projekt „Furiozy” Mateusza Damięckiego, czym otworzył tego aktora znanego z ról amantów, na kino akcji. Golden w wykonaniu Damięckiego jest wybitny, tak samo jak Bezimienny, ale nie ma co ukrywać, że zrealizowanie „Prostej sprawy” krótko po „Furiozie” zaspokoiło pilną potrzebę fanów ponownego obejrzenia aktora w roli sensacyjnej i tym samym przyczyniło się na sukces serialu. Zresztą ten również został wykonany przez Olenckiego i ta chemia współpracy, zrozumienie i poprowadzenie aktora we właściwym kierunku widać.


Zresztą tu nie tylko Damięckiego ogląda się z przyjemnością. Piotr Adamczyk, Mateusz Kmiecik, Izabela Kuna i Ivan Franek – wszyscy w „Prostej sprawie” wspięli się na wyżyny umiejętności i nie wiem, czy to dlaczego, że książkowy Kazik zyskał moją olbrzymią sympatię, ale ten adamczykowy jest nawet jeszcze lepszy niż chmielarzowy. W związku z tym, te najważniejsze postaci są w serialu zagrane perfekcyjnie i nawet jeśli nie wszyscy młodsi aktorzy dowieźli co trzeba, na całokształt nie ma to większego wpływu.
„Prosta sprawa”: serial czy książka?
Na koniec zostawiłem sobie scenariusz i całokształt. Tym pierwszym również zajął się Olencki i chociaż już na starcie zaznaczam, że serial jest adaptacją powieści Chmielarza, w ogóle nie jest to minusem. Reżyserowi udało się rozłożył dosyć krótką, pełną akcji opowieść na sześć odcinków, bez utraty dynamiki, bez luk w fabule.
Mało tego Olencki w swoim serialu postanowił rozwinąć historię Bezimiennego, a sam Damięcki dołożył też sporo od siebie w kwestii interpretacji. Co nam to daje jako widzowi? Wojciech Chmielarz w „Prostej sprawie” naprawdę niewiele zdradza o swoim bohaterze, robiąc to celowo, bo jestem po lekturze kolejnych części serii i tam więcej dowiadujemy się o nim. W serialu natomiast zawsze potrzebna jest jakaś kotwica, coś co zwiąże nam z opowiadaną historią lub głównym bohaterem. I tu mamy to właśnie dzięki takiemu zabiegowi.
„Prosta sprawa” Olenckiego jest zatem bardzo dobrą adaptacją książki Wojciecha Chmielarza, z małym bonusem w postaci lepszego poznania Bezimiennego i dużym bonusem w formie pięknego obrazka Jeleniej Góry i okolic. Z natury jestem złośliwy, dlatego na mały minus irytująca muzyka z czołówki serialu, wtykana w każdą możliwą pustkę na ekranie, ale do przeżycia.
Moim zdaniem serial „Prosta sprawa” jest lepszy od książki. To miłe zaskoczenie po zepsuciu „Żmijowiska” (też powieść Wojciecha Chmielarza), dlatego tym bardziej polecam.
Jeśli chcesz nas wesprzeć, postaw nam KAWĘ! Zastrzyk energii gwarantowany!
Więcej ciekawostek o literaturze znajdziesz na naszym Facebooku, X-ie (dawniej Twitterze) i Instagramie!
Spodobał Ci się ten artykuł? Udostępnij go znajomym!