Z przejmującego zimna

Na początku roku zachciało mi się zasmakować w książce szpiegowskiej, a skoro akurat ten kierunek, to postanowiłem sięgnąć do klasyka. „Z przejmującego zimna” Johna Le Carre’a świetnie oddaje atmosferę i realia pracy w wywiadzie, a prostota narracji potęguje realistyczny ton powieści.

Ostatnio w internecie pojawiły się pierwsze zapowiedzi najnowszego filmu o przygodach Jamesa Bonda, a skoro chcę podzielić się z Wami refleksją na temat książki Johna Le Carre’a, musiałem odnieść się do najsłynniejszego w popkulturze szpiega na świecie. Być może jest to porównanie trywialne, pewnie można było znaleźć lepsze, ale moim zdaniem przygody bohatera Iana Fleminga stoją w idealnej opozycji do prozy twórcy „Z przejmującego zimna”.

W tej książce nie uświadczy się niesamowitego tempa akcji, jeśli czekacie na brawurowe sceny, efektowne pościgi i najnowsze wynalazki szpiegowskie, to obejdziecie się smakiem. Nawet rola kobiet jest u Le Carre’a mniejsza, a na pewno opis bohaterek nie stawia ich w jednym szeregu z najpiękniejszymi damami tego świata. Główna postać też mocno odbiega od Bonda: bez licencji na zabijanie, bez licencji na rozgłos, bez licencji na samowolkę, bez licencji na przekraczanie granic.

Chociaż książka rozpoczyna się niczym w filmach o Bondzie. W NRD pracuje agent brytyjskiego wywiadu Alec Leamas i traci właśnie jednego ze swoich informatorów, który ginie zastrzelony przy przekraczaniu granicy między strefami. Wtedy nasz bohater wraca do centrali w Londynie, gdzie szefostwo wysyła go na ostatnią, ale niezmiernie ryzykowną misję, po której będzie on mógł zakończyć pracę w wywiadzie. W ten sposób Leamas zostanie zmuszony do wizyty w NRD.

Żeby nie było też tak nudno, „Z przejmującego zimna” to książka, która zawiera w sobie wiele cech powieści szpiegowskich. Znajdziemy w niej wielu bohaterów i podczas lektury większość z nich oceniamy pod względem przynależności do obozu złych i dobrych. Mamy również zwroty akcji, a nawet kilka (z tym najważniejszym, finalnym, który po prostu zwala z nóg). Jedna rzecz jest tutaj charakterystyczna: język książki. U Le Carre’a prosty, konkretny, wręcz szorstki, bez niepotrzebnych ozdobników i dygresji. Sposób prowadzenia narracji wpływa na ogólną atmosferę tej książki: chłodny nastrój w relacjach międzyludzkich i braku nadziei.

Wspomniany już James Bond wykreowany został na agenta-modela, niezniszczalnego i nieśmiertelnego, który nawet złamany przez życie służyłby swojej królowej. „Z przejmującego zimna” rozprawia się natomiast z pracą agenta i z samą instytucją wywiadu. Bo na czym polega ta robota? Według Le Carre’a na żmudnym czekaniu i mozolnym zbieraniu informacji, a przede wszystkim na ciągłym kłamaniu i kreowaniu postaci, które w rzeczywistości nie istnieją. W dodatku i tak jest się pionkiem w rękach swoich zwierzchników, którzy są w stanie poświęcić go w imię ostatecznego zwycięstwa. A jeśli jesteśmy już przy temacie wiktorii, to czy cel w każdym przypadku uświęca środki? Czy agencja dla zwycięstwa nad wrogiem powinna uciekać się do jego – nieetycznych – metod?

„Z przejmującego zimna” rozpoczyna się od wstępu autora, który od razu wprowadza nas w niepewny nastrój rozdarcia głównego bohatera. Zmęczonego służbą dla kraju, pełnego rozterek etycznych, ale cały czas lojalnego. Nie zdradzę do czego ona doprowadzi Leamasa, ale ciekawe są tutaj słowa brytyjskiego pisarza:

Czego się nauczyłem przez te ostatnie pięćdziesiąt lat? Jak się nad tym zastanowić – niewiele. Tylko tyle, że moralność świata tajnych służb jest bardzo podobna do naszej

Powieść Johna Le Carre’a przez wielu traktowana jest jako najlepsza powieść szpiegowska wszech czasów. Pierwsza tego autora, która przyniosła mu tak gigantyczny sukces. I te opinie czytelników nie są przesadzone, bo Brytyjczyk proponuje nam inny obraz wywiadu niż w książkach Fleminga, ale odmienny nie znaczy zły. Za realizm (a przecież Le Carre sam był funkcjonariuszem wywiadu niższego szczebla) i ponadczasowość tej książki, za lapidarny i specyficzny styl, wyrafinowane zwroty akcji i głębokie portrety psychologiczne, autor długo nie wypadnie z czołówki pisarzy tego gatunku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *